Kwiecień 2006      


|:  RECENZJA  :|

J.K Rowling  - Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Michał Chmielewski

Harry Potter - i reszta jest milczeniem. Jeden z najbardziej dochodowych interesów dwudziestego pierwszego wieku, kolejny płód wyobraźni, dzięki której jej właściciel (w tym przypadku w wersji żeńskiej) na koniec swojego żywota może czekać, taplając się w mamonie.
Kim takim jest ten dzieciak, czego takiego dokonał za pomocą kawałka patyka, że dzieciaki holują swoich rodziców o północy do księgarni? Pomyślałem sobie - muszę znać odpowiedź.

Nie czytałem. Ani jednej części. Filmu nie widziałem, też żadnego. I gdyby nie matura, na której planowałem omawiać adaptację pierwszej części Pottera, pewnie bym nie przeczytał do tej pory (plany co prawda zmieniłem, ale książkę przejechałem). Trochę ciężko pisać ciekawą recenzję czegoś, co zostało potraktowane pochwałami wszelkiej maści ze wszystkich stron, ale postaram się.
Fabuła "... kamienia filozoficznego" dla dzisiejszej dziatwy szkolnej jest bardziej oczywista niż data chrztu Polski czy siekanki pod Grunwaldem: kopany przez życie prysztatolatek okazuje się być synem wybitnych i bardzo nieżywych czarodziejów. Skutkiem tego trafia do magicznego typu oksfordu, gdzie zdawać będzie prawo jazdy na miotłę, czarować i generalnie przedłużać prestiż nazwiska Potter, jakiego za życia dorobili się jego tata i mama. W szkole tej spotyka go wiele fascynujących przygód... i tak dalej.

Pierwotnie chciałem pognębić książkowego jedynaka pani Rowling, gdyż nigdy nie czytałem o tej książce negatywnych zdań (pomijając uzbrojone w kropidła moherowe wywody typu "Harry Potter to przedsionek satanizmu"), więc chciałem być pierwszy. Serio. Wertuję dużo pism, gazet, ale nigdzie, gdzie pisali na ten temat, nie znalazłem krytyki, choć raz dobrnąłem do tezy, iż twórczynię Pottera zainspirował... Pan Kleks! Mało tego, Potter to nieco zmodyfikowany, dla zmydlenia oczu, plagiat, który winien doczekać się uczciwego i pozbawionego magii procesu sądowego (sic) - wrzeszczał spostrzegawczy dziennikarz i podjudzał rodzicnę twórcy Kleksa (nie znam nazwiska i się tego nie wstydzę), by wystartowali do sądu z takim właśnie zarzutem. Nie skomentuję tego, bo od tego typu spisków mamy "Fakt".
Więc, wracając do recenzji, jaką książką jest "Harry Potter i Kamień filozoficzny"? Ciekawą, miłą, zabawną, lekkostrawną, ot co. Akcja toczy się interesująco i wiarygodnie - jeżeli udamy, że wierzymy w czary. Jedynym potknięciem smarkatego czarodzieja był finał, kluczowa scena, podczas której wszystkie tajemnice stanęły nago przed czytelnikiem. Oczekiwałem - uwaga, spoiler! - wysypu magii, szybkiego pościgu na miotłach między wieżami zamku, drzewami, a nie zastałem tego. Poza tym, niezbyt dokuczającym szczegółem, powieść jest naprawdę fajna. Czy warta tego, co się z nią dzieje? Cóż, rozglądnijcie się...

  Harry Potter and the Philosopher's Stone
  fantasy
 

 

Właściwie wszystko zostało powiedziane jeszcze kilka ładnych lat przez powstaniem tego tekstu, więc jeżeli ktoś czuje się niedoinformowany, zapraszam do Internetu bądź księgarni. Seria "Harry Potter" okazała się komercyjnym Little boy'em. Po zrzuceniu opowieści na ekran dzieciak ten stał się marką równą Władcy Pierścieni czy Gwiezdnych Wojen. Autorka mogłaby ją rozrzedzać do postaci cążków do paznokci, a i tak kosiłaby za to szmal, jeżeli już czegoś podobnego nie zrobiono. Można by o niej powiedzieć kobieta z wyobraźnią. Kobieta literackiego sukcesu. Poważna zawodniczka do konkursu zachwiania legendy Grzesia Lucasa. Literacki wzorzec do naśladowania.
Ja myślę o niej - zuch dziewczyna!

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!