|
J.K Rowling - Harry Potter i
Kamień Filozoficzny
Michał Chmielewski
Harry Potter - i reszta jest milczeniem. Jeden z
najbardziej dochodowych interesów dwudziestego pierwszego wieku, kolejny płód
wyobraźni, dzięki której jej właściciel (w tym przypadku w wersji żeńskiej) na
koniec swojego żywota może czekać, taplając się w mamonie.
Kim takim jest ten dzieciak, czego takiego dokonał za pomocą kawałka patyka, że
dzieciaki holują swoich rodziców o północy do księgarni? Pomyślałem sobie -
muszę znać odpowiedź.
Nie czytałem. Ani jednej części. Filmu nie widziałem, też żadnego. I gdyby nie
matura, na której planowałem omawiać adaptację pierwszej części Pottera, pewnie
bym nie przeczytał do tej pory (plany co prawda zmieniłem, ale książkę
przejechałem). Trochę ciężko pisać ciekawą recenzję czegoś, co zostało
potraktowane pochwałami wszelkiej maści ze wszystkich stron, ale postaram się.
Fabuła "... kamienia filozoficznego" dla dzisiejszej dziatwy szkolnej jest
bardziej oczywista niż data chrztu Polski czy siekanki pod Grunwaldem: kopany
przez życie prysztatolatek okazuje się być synem wybitnych i bardzo nieżywych
czarodziejów. Skutkiem tego trafia do magicznego typu oksfordu, gdzie zdawać
będzie prawo jazdy na miotłę, czarować i generalnie przedłużać prestiż nazwiska
Potter, jakiego za życia dorobili się jego tata i mama. W szkole tej spotyka go
wiele fascynujących przygód... i tak dalej.
Pierwotnie chciałem pognębić książkowego jedynaka pani Rowling, gdyż nigdy nie
czytałem o tej książce negatywnych zdań (pomijając uzbrojone w kropidła moherowe
wywody typu "Harry Potter to przedsionek satanizmu"), więc chciałem być
pierwszy. Serio. Wertuję dużo pism, gazet, ale nigdzie, gdzie pisali na ten
temat, nie znalazłem krytyki, choć raz dobrnąłem do tezy, iż twórczynię Pottera
zainspirował... Pan Kleks! Mało tego, Potter to nieco zmodyfikowany, dla
zmydlenia oczu, plagiat, który winien doczekać się uczciwego i pozbawionego
magii procesu sądowego (sic) - wrzeszczał spostrzegawczy dziennikarz i podjudzał
rodzicnę twórcy Kleksa (nie znam nazwiska i się tego nie wstydzę), by
wystartowali do sądu z takim właśnie zarzutem. Nie skomentuję tego, bo od tego
typu spisków mamy "Fakt".
Więc, wracając do recenzji, jaką książką jest "Harry Potter i Kamień
filozoficzny"? Ciekawą, miłą, zabawną, lekkostrawną, ot co. Akcja toczy się
interesująco i wiarygodnie - jeżeli udamy, że wierzymy w czary. Jedynym
potknięciem smarkatego czarodzieja był finał, kluczowa scena, podczas której
wszystkie tajemnice stanęły nago przed czytelnikiem. Oczekiwałem - uwaga,
spoiler! - wysypu magii, szybkiego pościgu na miotłach między wieżami zamku,
drzewami, a nie zastałem tego. Poza tym, niezbyt dokuczającym szczegółem,
powieść jest naprawdę fajna. Czy warta tego, co się z nią dzieje? Cóż,
rozglądnijcie się...
|
|
|
|
| Harry Potter
and the Philosopher's Stone |
|
|
fantasy |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
Właściwie wszystko zostało powiedziane jeszcze kilka ładnych lat przez
powstaniem tego tekstu, więc jeżeli ktoś czuje się niedoinformowany, zapraszam
do Internetu bądź księgarni. Seria "Harry Potter" okazała się komercyjnym Little
boy'em. Po zrzuceniu opowieści na ekran dzieciak ten stał się marką równą Władcy
Pierścieni czy Gwiezdnych Wojen. Autorka mogłaby ją rozrzedzać do postaci cążków
do paznokci, a i tak kosiłaby za to szmal, jeżeli już czegoś podobnego nie
zrobiono. Można by o niej powiedzieć kobieta z wyobraźnią. Kobieta literackiego
sukcesu. Poważna zawodniczka do konkursu zachwiania legendy Grzesia Lucasa.
Literacki wzorzec do naśladowania.
Ja myślę o niej - zuch dziewczyna!
|
|