|
J.R.R Tolkien
- Hobbit
Dusqmad
Gollum
urządził sobie mieszkanie na oślizłej skalistej wysepce pośrodku jeziora. Stąd
właśnie obserwował z dala hobbita swymi bladymi ślepiami niby przez lunetę.
Bilbo go nie widział, Gollum jednak przyglądał mu się ze zdziwieniem, bo od razu
poznał, że to nie goblin. Wsiadł więc do łodzi i odbił od wysepki, żeglując w
stronę, gdzie na brzegu Bilbo siedział całkiem już zbity z pantałyku, u kresu
drogi i pomysłów. Niespodzianie zbliżył się do niego Gollum i zagadał
świszczącym szeptem:
- Co za szczęście, co za szansa, mój ssskarbie! Smaczny kąsssek widzimy, będzie
co na zzząb położyć, glum, glum! - A mówiąc "glum, glum" przełknął z okropnym
gulgotem ślinkę. Od tego właśnie przyzwyczajenia pochodziło jego imię, chociaż
sam do siebie zwracał się zawsze: mój ssskarbie.
Hobbit mało ze skóry nie wyskoczył słysząc ten syk koło ucha i nagle dostrzegł
wytrzeszczone blade ślepia, które się w niego wpatrywały. - Kto tu? - spytał
podnosząc przed sobą mieczyk.
- Kto to może być, jak myśśślisz, mój ssskarbie? - syknął Gollum (przywykł mówić
sam do siebie, nie mając nikogo innego do rozmowy). Bardzo chciał się
dowiedzieć, z kim ma do czynienia, bo był w tej chwili bardziej zaciekawiony niż
głodny. Gdyby nie to, schwyciłby zdobycz najpierw, a poszeptał dopiero potem.
- Nazywam się Bilbo Baggins. Zgubiły mi się krasnoludy, zgubił mi się
czarodziej, nie wiem, gdzie jestem, i nawet nie życzę sobie wiedzieć, bylem się
stąd jakoś wydostał.
- Co on tam trzyma w ręku? - spytał Gollum przyglądając się mieczykowi, który mu
się niezbyt podobał.
- Miecz z gondolińskiej stali.
- Sss! - rzekł Gollum i nagle dziwnie wygrzeczniał. - Może siądziesz i pogadasz
z nim troszeczkę, mój ssskarbie. Może on lubi zagadki, może lubi, ccco? - Starał
się udawać życzliwość, przynajmniej na razie, póki nie dowie się czegoś więcej o
mieczyku i o tym stworzeniu, czy znalazło się tu naprawde zupełnie samo, czy
jest smaczne i czy Gollum jest naprawdę już znowu głodny. Nic prócz gry w
zagadki nie przyszło mu do głowy. Zadawnie zagadek, a czasem i odgadywanie było
jedyną rozrywką, jakiej zażywał w towarzystwie innych dziwacznych stworów
przyczajonych w swoich jaskiniach; ale to było dawno, dawno temu, nim stracił
wszystkich przyjaciół, został wypędzony ze swej siedziby i samotnie przeczołgał
się w głąb, w głąb ziemi, w ciemne czeluście pod górami.
- Dobrze, możemy pobawić się w zagadki - odparł Bilbo myśląc, że trzeba być
uprzejmym, przynajmniej na razie, póki się nie dowie czegoś więcej o tym
stworze, czy jest tutaj sam zupełnie, czy jest dziki, krwiożerczy i głodny i czy
nie jest przypadkiem sojusznikiem goblinów. - Ty pytaj pierwszy - powiedział
Bilbo, bo nie zdążył jeszcze przypomnieć sobie żadnej zagadki.
Gollum więc zasyczał:
Korzeni nie widziało niczyje oko,
A przecież to coś sięga bardzo wysoko,
Od drzew wybujało wspanialej,
Chociaż nie rośnie wcale.
- E, to łatwe - rzekł Bilbo. - Po prostu góra.
- On tak łatwo zgaduje? Niech on ssstanie z nami do zawodów. Jeśli mój ssskarb
ssspyta, a on nie odpowie, to mój ssskarb go zje. A jeżeli on ssspyta, a ssskarb
nie odpowie, to ssskarb zrobi wszystko, czego on sssobie będzie życzył. Na
przykład pokaże mu wyjście na świat. - Zgoda - rzekł Bilbo, nie śmiąc się
sprzeciwić, i zaczął sobie wręcz łamać głowę, żeby wymyślić taką zagadkę, która
by go ocaliła od pożarcia.
W czerwonej stajni trzydzieści białych koni
Kłapie, tupie, a czasem ze strachu dzwoni.
Nic innego nie przyszło mu do głowy, nie mógł się opędzić od myśli o jedzeniu.
Zagadka była dość stara, toteż Gollum umiał na nią odpowiedzieć nie gorzej niż
ty i ja.
- Ssstara, z brodą zagadka - syknął. - Zęby, zęby oczywiście, mój sskarbie.
Z kolei on powiedział:
Nie ma skrzydeł, a trzepocze,
Nie ma ust, a mamrocze,
Nie ma nóg, a pląsa,
Nie ma zębów, a kąsa.
- Chwileczkę! - krzyknął Bilbo, któremu wciąż myśl o jedzeniu przeszkadzała się
skupić. Na szczęście coś podobnego do tej zagadki kiedyś słyszał, więc
wysiliwszy trochę mózgownicę, znalazł odpowiedź. - Rozumie się, że to wiatr.
I uradowany, że zgadł, na poczekaniu wymyślił zupełnie nową zagadkę. "Tego ten
podziemny stwór nie będzie wiedział!" - cieszył się w duchu.
Oko, co tkwiło w niebieskiej twarzy, ucieszyło się ogromnie, Gdy zobaczyło w
zielonej twarzy drugie oko.
"Ono jest zupełnie podobne do mnie,
Tylko że błyszczy nisko, a ja wysoko".
- Sss - zasyczał Gollum. Od dawna siedział po ziemią, więc zapomniał o takich
rzeczach. Bilbo już się zastanawiał, w jaki sposób Gollum spełni jego życzenie,
gdy stwór nagle odgrzebał w pamięci odległe, bardzo odległe wspomnienia z
czasów, gdy ze swoją babką mieszkał w norze wydrążonej w wysokiej skrapie nad
rzeką.
- Sss, mój ssskarbie - rzekł - to sssłońce i ssstokrotka. Ale te zwyczajne,
pospolite zagadki z powierzchni ziemi męczyły go bardzo. Przypomniały mu też
dawne dni, gdy nie był taki samotny, podstępny i zgryźliwy jak teraz, toteż
zniecierpliwił się wreszcie. Co gorsza zaczynał być głodny, postanowił więc tym
razem dać hobbitowi trudniejsze i mniej przyjemne zadanie. |
|
Nie można tego zobaczyć ani dotknąć palcami,
Nie można wyczuć węchem ani usłyszeć uszami,
Jest pod górami, jest pod gwiazdami,
Pustej jaskini nie omija,
Po nas zostanie, było przed nami,
Życie gasi, a śmiech zabija.
Gollum nie miał szczęścia, bo hobbit słyszał kiedyś podobną zagadkę, a zresztą
rozwiązanie było wszędzie dokoła.
- Ciemność! - krzyknął, nie namyślając się długo i nie drapiąc nawet w głowę.
Pudełko bez zawiasów, klucza ani wieka,
A przecież skarb złocisty w środku skryty czeka.
Grał na zwłokę, by tymczasem wymyślić coś naprawdę trudnego. Ta zagadka wydawała
mu się bardzo oklepana i łatwa, chociaż ją wypowiedział trochę innymi słowami
niż zwykle. Ale dla Golluma zadanie okazało się bardzo trudne. Syczał sam do
siebie, a nie mogąc znaleźć rozwiązania, szeptał i gulgotał.
Po chwili Bilbo się zniecierpliwił.
- No, więc co to j? - spytał. - Sądząc z odgłosów, jakie wydajesz, myślisz, że
chodzi o kipiący garnek, ale nie zgadłeś.
- Zossstaw szansssę, zossstaw szansssę mojemu ssskarbowi. - Więc wreszcie? -
spytał znów po długiej chwili Bilbo. - Zgadłeś? Nagle Gollum przypomniał sobie,
jak przed wielu laty okradał gniazda i siedząc pod skarpą rzeczną uczył swoją
babkę wysysać...
- Jajko! - powiedział. - Jajko!
Po czym zadał hobbitowi zagadkę:
Nie oddycha, a żyje,
Nie pragnie, a wciąż pije.
Teraz Gollum z kolei sądził, że zadanie jest śmiesznie łatwe, ponieważ on sam
miał wciąż przedmiot tej zagadki na myśli. Na razie nie przyszło mu do głowy nic
lepszego, bo zdenerwował się tą historią z jajkiem. A tymczasem dla Bilba, który
przez całe życie unikał wody, była to istna łamigłówka. Przypuszczam, że wy już
oczywiście zgadliście albo zaraz zgadniecie, ale to nie sztuka, kiedy się
spokojnie siedzi w domu i groźba pożarcia przez Golluma nie rozprasza umysłu.
Bilbo chrząknął raz, chrząknął drugi, odpowiedź jednak nie zjawiała się jakoś.
Po chwili Gollum zasyczał sam do siebie z uciechy:
- Czy on aby sssmaczny? Czy sssoczysty? Czy ssskórkę ma chrupiącą? I z ciemności
łakomie zerkał na Bilba.
- Trzeba się possspieszyć, possspieszyć - syknął Gollum gramoląc się już z łódki
na brzeg, by dobrać się do hobbita. Ale w momencie kiedy zanurzył swoją pajęczą
łapę w wodzie, jakaś spłoszona ryba podskoczyła i upadła hobbitowi na nogę.
- Fe! - zawołał Bilbo. - Jakie to zimne, jakie mokre! - I nagle zgadł: - Ryba!
Ryba! - wykrzyknął.
Gollum był zły, że się tak zawiódł w ostatniej chwili, ale Bilbo zadał nową
zagadkę, jak mógł najszybciej, więc stwór co prędzej usiadł znów w łódce, żeby
namyślić się spokojnie.
Beznogi leży na jednonogim,
dwunogi siedzi na trójnogim,
a czworonóg dostanie resztki.
Ta zagadka nie była stosowna w danych okolicznościach, ale Bilbo bardzo się
spieszył. W innym momencie może by się Gollum biedził nad rozwiązaniem, ale w
tej chwili, skoro tylko co była mowa o rybie, nietrudno było odgadnąć, że
beznogi to właśnie tyba - a wtedy wszystko już stało się jasne. Ryba na małym
stoliku, człowiek na trójnogim stołku, a kot dostanie ości - takie jest
rozwiązanie i Gollum wkrótce na nie wpadł. Postanowił teraz zadać hobbitowi
najtrudniejszą i przerażającą zagadkę. Powiedział tak:
Coś, przed czym w świecie nic nie uciecze,
Co gnie żelazo, przegryza miecze,
Pożera ptaki, zwierzęta, ziele,
Najtwardszy kamień na mąkę miele,
Królów nie szczędzi, rozwala mury,
Poniża nawet najwyższe góry.
Nieszczęsny Bilbo siedział w ciemnościach i próbował od tej zagadki dopasować
imiona wszystkich olbrzymów i smoków, o jakich słyszał w legendach, ale żaden z
nich nie dokonał tylu strasznych rzeczy naraz. Hobbit czuł, że tu chodzi o jakąś
inną zupełnie odpowiedź i że powinien ją znać, ale nie mógł jej w pamięci
znaleźć. Ogarnął go strach, a strach bardzo przeszkadza w myśleniu. Gollum znów
zaczął gramolić się z łodzi. Już zlazł do wody i brodząc szedł ku brzegowi.
Bilbo widział coraz bliżej jego blade oczy. Język skołowaciał mu w ustach,
chciał krzyknąć: "Zostaw mi jeszcze trochę czasu! Trochę czasu!" - ale z gardła
wydobył mu się tylko pisk:
- Czas! Czas!
Ocalił go po prostu szczęśliwy przypadek. Bo to właśnie było rozwiązanie
zagadki.
Gollum po raz drugi przeżył przykry zawód, był już teraz zły, a także znużony
grą. Wysiłek umysłowy pobudził w nim apetyt. Tym razem nie wrócił do łodzi.
Siadł w ciemnościach obok Bilba. Hobbit, zdenerwowany tym bliskim sąsiedztwem,
nie mógł zebrać myśli.
- Niech on ci zada jeszcze jedno pytanie, mój ssskarbie, proszę, proszę, tylko
jedno jeszcze - rzekł Gollum.
Ale Bilbo nic nie mógł wymyślić, czując tuż obok siebie tę mokrą, zimną
poczwarę, która go dotykała i potrącała. Na próżno hobbit drapał się i szczypał,
nic nie przychodziło mu do głowy.
- Proszę, proszę - nalegał Gollum.
Bilbo znów uszczypnął się, dał sam sobie klapsa, ścisnął w garści rękojeść
mieczyka, a nawet drugą rękę wetknął do kieszeni. Natrafił tam na pierścień,
który przedtem podniósł w tunelu, lecz o którym zdążył zapomnieć.
- Co ja mam w kieszeni? - powiedział głośno.
Autor: J.R.R Tolkien
Tłumaczenie: Maria Skibiniewska
|