KURYER HISTORYCZNY
Witam po raz kolejny w strefie poza czasem, gdzie wczoraj miesza się z dziś, a jutro z zeszłym tygodniem. Oto bowiem na warsztat weźmiemy kolejnych zuchwalców, którym nie straszne mroki dziejowe i gęste pajęczyny. W poprzednim odcinku "Zdesperowanych Hien Cmentarnych" poznaliśmy Piotra - przebojowego Włocha, który natknął się na ruiny Persepolis, a do kies i skrzyń pochował kilka znaleźnych cegiełek z pismem klinowym. Dziś szerzej zajmiemy się tematem-bestią, którą przypadkowo obudził europejski podróżnik.


Zdesperowane Hieny Cmentarne cz. II Fauske

Porzućmy Piotra i wiek XVII, a przenieśmy się do niemieckiego miasta Getyngi na początku XIX w. Pewien pan, na co dzień uczący greki i łaciny, szerzej znany jako Jerzy Grotefend, w wolnych chwilach pasjonował się rozwiązywaniem łamigłówek. Był niezwykle bystry i najwymyślniejsze zadania podsuwanie mu przez przyjaciół nie stanowiły dla niego problemu. Był rok 1802, gdy w ręce amatora rebusów i zadań trafił tekst z Persepolis. W owych czasach nad pismem klinowym głowiły się najtęższe umysły, toteż nie dziwota, że Grotefend miał ambicję rozszyfrować perskie krzaczki. Tajemniczy tekst nie dawał mu spać po nocach, aż do dnia, w którym oświadczył swoim kumplom z piwiarni (gdzie chadzał wieczorami zasmakować rozrywki i napojów chmielowych, ma się rozumieć), że jest w stanie odczytać pismo klinowe.

Koledzy nie specjalnie mu wierzyli - perska łamigłówka była wówczas, nie bójmy się użyć tego słowa, trendi w kręgach zadufanych w sobie intelektualistów, toteż powszechnie wiadomo było, jaką trudność stanowi odczytanie pisma. Znaleźli się nawet uczeni, którzy wykluczyli możliwość rozwiązania tego problemu. Wszyscy, którzy znali Jerzego, cenili jego inteligencję i zdolności, ale twierdzili, że rebusu do pisma klinowego nijak nie można porównać. Grotefend nie miał ochoty na czczą gadkę - po prostu się z nimi założył.

Pierwsze, co zauważył niemiecki nauczyciel, gdy zabrał się do rozwikłania zagadki, to to, że napis z Persepolis dzieli się na trzy kolumny. Facet nie bił w ciemię bity, poza tym, z racji wykonywanego zawodu, naczytał się nieco greckich lektur i zapoznał ze staroperską historią. Wykonceptował, iż napis jest w trzech językach, a że pan Cyrusa (który podbił państwo babilońskie i założył wspomniane wcześniej Persepolis) posługiwał się staroperskim, to jedna z kolumn na pewno zawiera tekst w tym właśnie języku. Według teorii Grotefenda perski, z racji języka zwycięskiego narodu, powinien znajdować się w kolumnie środkowej. Pozostałe dwie były zapewne przekładem tego tekstu na języki podbitych ludów. Nasz diabelnie inteligentny Niemiec uchwycił się tej hipotezy obiema ręcami i wnikliwiej przyjrzał się sekcji perskiej, by niebawem zauważyć pewną cechę charakterystyczną (wiadomo, że wszyscy badacze starożytnych zagadek kochają cechy charakterystyczne). Wśród obserwowanych znaków klinowych natrętnie (czyli dokładnie dwa razy...) powtarzała się jedna i ta sama grupa kresek, wyglądająca na osobne słowo. Jerzy domyślił się, że cały tekst pewnie traktuje o następstwie dynastycznym w perskim dworze, toteż dublująca się kombinacją kreseczek może oznaczać tytuł królewski. Zgodnie z tym założeniem, tekst przedstawiał się następująco (teraz będzie schemat, proszę nie regulować odbiorników) :

Król - imię króla - niewiadome słowo A - król - imię króla - niewiadome słowo A - niewiadome słowo B

Może wygląda to mętnie, ale wcale takie nie jest. Grotefend wymyślił, że tekst wylicza kolejnych dynastów. A schemat prezentuje coś w stylu równania z wieloma niewiadomymi. Jako że Jerzy był łebski jak mało kto, natychmiastoidalnie wpadł na to, że słowo A (tzn. grupka kreseczek) brzmi zapewne "syn". Zatem schemat stał się klarowniejszy:

Król - imię króla - syn - król - imię króla - syn - niewiadome słowo B


Teraz widać wyraźniej trafność hipotezy pana od łaciny. Jedyny problem stanowiło słowo B. Nie było poprzedzone tytułem królewskim, toteż killer łamigłówek poczuł ukłucie lęku ("Mein Gott, a nuż się mylę?"). Mimo to, kombinował dalej: skoro słowo B, musowo perskie nazwisko, nie jest poprzedzone tytułem królewskim to...
a) człowiek o tym nazwisku nie był królem
b) musiał być krewnym obu króli, skoro został wymieniony obok nich
c) dwa razy powtórzone słowo "syn" oznacza, że był ojcem i dziadkiem

Król - imię króla - syn - król - imię króla - syn - nazwisko Persa 

Tak brzmiała wersja ostateczna, która bardzo przypadła do gustu jej kreatorowi. Nie zdziwiłabym się, gdyby w tym momencie Grotefend zaśmiał się demonicznie. Wystarczyło bowiem, że poszuka w historii królów perskich powyższą sytuację dynastyczną (czyli nie będącego królem Persa, którego syn i wnuk zasiedli na tronie). Jerzy czym prędzej zaczął szperać w historycznych tekstach i natrafił na odpowiednie osoby. Swego czasu był bowiem książę perski (Prince of Persia ;)) Hystaspes, ojciec Dariusza (panującego od 521 do 486 r. p.n.e.) i dziad Kseksesa (taki jeden, co próbował podbić Grecję; tron gniótł w latach 486-465 p.n.e.). Finalnie tekst brzmiał:

Król Ksekses, syn króla Dariusza, syna Hystaspesa

Wydaje się, że doczekaliśmy happy endu, ale tak dobrze to ni ma. Niestety, mamy do czynienia z historyjką, która zamiast rozwiązania przynosi jeszcze więcej pytań. Problem polegał na tym, że Grotefend zaczerpnął nazwiska królów z Herodota, toteż były one po grecku podane. A trzeba było znać godności królewskie w autentycznym perskim brzmieniu, by móc rozeznać fonetyczne brzmienie każdego osobnego znaku klinowego. Jerzy starał się pokonać przeszkodę zaglądając do Awesty - świętej księgi Persów, której język był zbliżony do staroperskiego. Co najgorsze, samo imię, dajmy na to, Hystaspesa było podane w kilku odmianach (Goszap, Kistap, Gustasp, Witasp...). Normalnego człowieka szlag by trafił, ale Grotefend był twardy, ba! Mimo ekstremalnej trudności łamigłówki zdołał odczytać dziewięć znaków staroperskiego pisma klinowego.

Reszta alfabetu musiała poczekać ponad trzydzieści lat, by stać się zrozumiała. Maczali w tym palce pewni nie do końca zrównoważeni awanturnicy, ale to historia na kiedy indziej. Tak czy owak, nie da się ukryć, że pan Grotefeld wykonał kawał dobrej roboty. Facet był nieprzyzwoicie wręcz inteligentny i pokazał, że zwykły nauczyciel licealny potrafi rozwikłać (częściowo, ale zawsze) zagadkę zbyt trudną dla uniwersyteckich mądrali... Pomyśleć, że Jurek po prostu lubił łamigłówki... Kto wie, może babcia rozwiązująca krzyżówki z uporem maniaka jest równie nieobliczalna?!

Fauske