|
Jest na tym świecie pewien rodzaj gier arcade, które od bardzo dawna nie
goszczą na ekranach naszych komputerów. Chodzi mi o klasyczne, kosmiczne
strzelanki 2D, w których lecimy w prawo małym stateczkiem, rozwalając hordy
wrogów. Co dziwne, na konsolach takie gry ciągle jeszcze się ukazują (np. R-type
final, czy wspaniały Metal Slug 3) i mają powodzenie, a rynek pecetowy jakoś
omijają. Dlatego też jestem dumny przedstawić wam grę z powyższego gatunku,
zrobioną na naszego ukochanego peceta. Panie i Panowie, oto przed wami
Jets'n'guns!
Ruszajmy w bój!
JNG bez wątpienia spodoba się wszystkim tym, którzy przesiadywali w
salonach gier, grając w podobne produkcje, prowadząc przez to rodziców do
bankructwa. Gra, mimo wielu uproszczeń, daje graczowi ogromną frajdę, a to, że
nie ma żadnej konkurencji (poza dawnymi hitami), tylko podnosi jej atrakcyjność
w oczach potencjalnego odbiorcy. Jednak, by poznać tę atrakcyjność trzeba się
zdrowo napocić, bo Jets'n'guns nie jest łatwy do przejścia. Ostrzeliwanie
przeciwników, unikanie przeszkód, walki z Bossami, to wszystko wymaga od nas
sporego refleksu, gdyż gierka jest naprawdę dynamiczna. Naszą przygodę
podzielono na 21 zróżnicowanych leveli. Wśród nich znajdziemy planetę
wulkaniczną, mgławicę asteroidów, antarktydę, a nawet ocean (w którym nasz
statek zostaje przerobiony na pancerną łódź podwodną). Większość obiektów na
danym terenie (kamienie, budynki, skrzynie itp.) można zniszczyć. W wielu z nich
znajdziemy przydante dodatki, np. naprawę pancerza, bądź pieniądze. Oczywiście
nie tylko do niszczenia miejscowego krajobrazu posłuży nam nasza broń. Wrogów
jest aż 200 rodzajów, co jest dość imponującą liczbą. Co więcej są bardzo
zróżnicowani, mają różne bronie, inaczej atakują itp. Oczywiście
najtrudniejszymi przeciwnikami do pokonania są Bossowie, którzy wykonani są
bardzo dobrze. Ogromni, niepodobni do siebie i trudni do pokonania, dokładnie
tacy, jacy powinni być. Walka z każdym, jest dla gracza ogromnym wyzwaniem, a
wygrana naprawdę cieszy.
Kosmiczny underground.
Na samym początku gry nasz statek jest wyposażony w jedno liche działko i
ma tyle mocy co średniej klasy zdalnie sterowany samochód. Dopiero za zdobyte w
trakcie starć pieniądze możemy usprawnić nasz statek w sklepie, do którego
trafiamy po każdym levelu. Powiem wam szczerze, nie spodziewałem się, że twórcy
tak rozbudują ten tryb. Do dyspozycji mamy 57 różnych rodzajów broni,
podzielonych na trzy grupy (działa, bomby i rakiety), które można stopniowo
ulepszać. Oczywiście na początku nie będziemy mogli kupić najdroższych cacuszek,
gdyż te zostaną dostępne, dopiero na dalszych poziomach (zresztą i tak nie
mielibyśmy na nie pieniędzy). Poza różnymi narzędziami destrukcji możemy dodawać
nowe silniki, miejsca na broń, ulepszać pancerz itp. Słowem robić wszystko, by
nasza zabaweczka stała się śmiercionośną bronią, przed którą zwiewał będzie
nawet najgorszy zbir w galaktyce. Niestety do dyspozycji mamy tylko jeden rodzaj
maszyny. Jednak autorzy poszli w zgoła inną stronę: dali graczowi kilka wzorów,
w które można wymalować swój pojazd. Mamy więc motyw hipisowski, satanistyczny,
batalistyczny i jeszcze kilka różnych. Poza tym możemy zainwestować w różne
dodatki np. nanoboty odbudowujące nasz statek, czy detektor bossów, informujący
nas w razie zbliżania się któregoś z nich. Nad tuningowaniem maszyny można
spędzić sporo czasu naprawdę dobrze się bawiąc. Autorzy mieli świetny pomysł i
umieli go wcielić w życie.
Warto osobno powiedzieć kilka słów o tzw. Atarixie (nazwa skądinąd znajoma, czyż
nie?). Podczas gry, gdy zniszczymy statek z napisem „transport” wyskakuje z
niego skrzynka (tzw. cargo), którą możemy zebrać. Potem w sklepie mamy dwie
możliwości: albo sprzedać skrzynie, co daje mało waluty, albo przy użyciu
Atarixa (którego oczywiście trzeba kupić i to za niemałe pieniądze) rozkodować
ją i zyskać to, co w jest ukryte w środku (najczęściej znajdziemy tam broń,
jednak czasami znajdowałem piwo, bądź zupełnie nieprzydatne gry komputerowe
:-)). Jeśli jednak nie uda nam się rozkodować tracimy skrzynkę razem z
zawartością. Na czym polega owo rozkodowywanie? By otworzyć skrzynkę,
potrzebujemy czterocyfrowego kodu. Musimy po prostu zgadywać ten kod. Mamy na to
7 prób, potem cargo ginie bezpowrotnie. Niby taki mały dodatek, a urozmaica
rozgrywkę. I naprawdę cieszy, gdy w końcu uda się odgadnąć hasło i dobrać do
niespodzianki.
A jednak wady są.
Pochwaliłem, popieściłem, teraz czas na wymienienie kilku wad. Strasznie
denerwuje brak możliwości zapisania gry w trakcie misji. Co prawda autorzy
wprowadzili „czekpojnty”, jednak one zwykle nie wystarczają, gdyż nie zawsze
możemy zostawić grę włączoną, a levele są naprawdę długie. Drugą poważną wadą,
jest długość gry. Nie jest to gra do przejścia w jeden wieczór, ba nawet w trzy
ciężko sobie poradzić. Ale mimo wszystko gra szybko leci i człowiek chciałby
więcej i więcej. Cóż chyba trzeba kupić konsole, albo powrócić do dawnych hitów
(polecam Solaris 104), by dalej cieszyć się rozwałką. Mam nadzieje, że autorzy
wydadzą kiedyś dodatek, albo sequel, na co z niecierpliwością czekam. Innych
większych wad nie zauważyłem.
|
|
Metaliczny podźwięk.
Jeśli jesteście, Drodzy Czytelnicy, miłośnikami rocka, metalu itp.
ciężkich brzmień, to udźwiękowieniem będziecie zachwyceni. W grze wykorzystano
utwory metalowej kapeli Machinae Supremacy (w czasie jednej misji walczymy nad
sceną koncertową, na której ów zespół ma swój występ). Są one naprawdę
wspaniałe. Szybkia, dynamiczna muzyka, pompująca adrenalinę do krwi. Po prostu
idealnie pasuje do klimatu gry. Dźwięki w grze również wykonano dobrze. Strzały,
wybuchy, uderzenia, itp. zrealizowano bez zarzutu. Co prawda w czasie gry nie
zwracamy na to najmniejszej uwagi, ale to dobrze, iż autorzy dbają o
konsumentów*.
Oldschool pełną gębą.
Jets'n'guns nie byłby prawdziwą kosmiczną strzelanką, taką jak za dawnych
lat, gdyby nie miał grafiki 2D. Tutaj także nie mam grze nic do zarzucenia, gdyż
oprawa jest dokładnie taka, jaka być powinna. Widać w 2005 roku można stworzyć
grę z płaską grafiką, która nie wywoła u nas odruchów wymiotnych, a nawet
odwrotnie, wielu graczom na pewno się spodoba. Wszystkie efekty (wybuchy,
strzały itp.) są wsparte na silniku RakeX 2.0 i wyglądają bardzo ładnie.,
podobnie jak scenerie, będące tylko bitmapami, ale za to jak świetnie
wykonanymi. Widać, że programiści przyłożyli się do swojej pracy. Tak nasz
statek, jak i statki wrogów są bardzo ładne i kolorowe (ale nie pstrokate).
Niestety ładny obraz psuje wygląd ludzi. Graliście kiedyś w darmową grę
„Hurdler'? Jeśli tak, to już wiecie, jak wyglądają ludziki. Małe kilkupikselowe
białe potworki. Czy nie można było na tym trochę więcej posiedzieć, tak, by
efekt był dobry? A tak psuje to całą oprawę.
Ja ruszam dalej!
Pojawienie się na pecetowym rynku takiej gry, jak Jets'n'guns było dla
mnie bardzo miłą niespodzianką. Wydawałoby się, że w czasach takich gier, jak
World off Warcraft nie da się sprzedać gry tak uproszczonej i należącej do
praktycznie zapomnianego gatunku. Jak widać da się i do tego taka gierka ma
powodzenie. Fenomenalna grywalność, to jest najważniejsze w tym produkcie. Przy
pierwszej partii w JNG poczułem się, jakbym znów siedział w jakimś salonie gier,
bądź korzystał z mojego starego NES'a. Powiem szczerze warto w to zagrać. Po to,
aby sobie przypomnieć dawne czasy i przy tym fenomenalnie się bawiąc. *
posłuchajcie piosenki Kultu pt. „Konsument” :-)
Solar
OCENA: 10
|
|
Plusy:
+ Grywalność!
+ Dynamika
+ Tuning
+ Udźwiękowienie
+ Grafika
+ Atarix
|
|
|
|
Minusy:
- Za krótka
- Wygląd ludzi
- Brak save'ów w trakcie misji
|
|
+ Infozz:
gatunek: kosmiczna strzelanka 2D
producent: Rake in grass
dystrybutor: Rake in grass
strona internetowa:
http://Jng.Rakeingrass.com
+ Wymagania sprzętowe:
Procesor: 1,2 GHZ
128 mb RAM
Grafika RAM: 8mb
|
|
|