RECENZJE - PECET
Chaos League

  Na przestrzeni wieków człowieka zawsze pociągała przemoc. Obrzydliwa, fizyczna, śmierdząca świeżą krwią i zatęchłym osoczem przemoc. No i oczywiście związane z nią cierpienie. To wszystko razem tworzyło zabójczą mieszankę! Tak, ludzi zawsze to podniecało. Szli na krwawe widowiska, by móc obejrzeć krwawe, obrzydliwe przedstawienia. Kamienny topór odbijający ostrzem promienie słońca, upada na nagie ciało. Tętnice pękają pod pierwszym naporem, mięśnie opadają, jak flaki, kości chrupią a wnętrzności wylewają się na skórę ofiary. Pośród tego wszystkiego można usłyszeć wycie torturowanego młodzieńca. Jedyne co do nas dociera to rzeź! Masakra! Obłęd!!!

Dwa łyki statystyki.

  Okej, okej już się uspokoiłem, nic mi nie jest, możecie mnie puścić, już wracam do pisania na temat. Zacznijmy od tego, jaką grą jest opisywana przeze mnie Liga Chaosu. Jest ona mianowicie połączeniem RTS-a i gry sportowej (konkretnie futbolu amerykańskiego). Wszystko to podane mamy w konwencji fantasy. Zapowiada się dziwnie? Jasne i tak właśnie ma być. Po wejściu do menu mamy do wyboru cztery tryby gry: tutorial, match, championship i scenario. Myślę, że opisywanie dwóch pierwszych trybów nie ma sensu. Zacznijmy od mistrzostw. Stajemy się w nim kimś na kształt menedżera klubu (rasy?). Wykupujemy sobie za pieniądze zarobione na meczach coraz lepszych zawodników, ustalamy „zakład” (to jest ile stracimy w razie niekorzystnego wyniku) i robimy jeszcze kupę ważnych spraw, jak na przykład wynajęcie pomocy dla drużyny, bądź wynajęcie „czirliderek”. „Scenario'” jest czymś na wzór kampanii. Dostajemy drużynę, opis zadania i do boju. „A jakie rasy będziemy prowadzić do boju?”- zapyta ktoś przed monitorem. Już odpowiadam, do dyspozycji mamy 10 ras: Ludzi, mrocznych elfów, leśnych elfów, krasnoludów, goblinów, barbarzyńców, nieumarłych, pretorianów i najemników. Jednym słowem: fantastyczny standard ( no, może poza pretorianami, którzy w grze są bandą wilkopodobnych stworów, a nie, jak na początku myślałem, zgrają rzymskich legionistów). Oczywiście nie znaczy to, iż w drużynie np. krasnoludów są jednakowe jednostki. To byłoby niesamowicie nudne, toteż autorzy zdecydowali się wprowadzić do każdej drużyny różne jednostki. Innym tematem są najemnicy, którzy są zlepkiem różnych jednostek z najrozmaitszych drużyn. Rasy nie różnią się jednak między sobą tylko wyglądem, lecz także sposobem prowadzenia rozgrywki, charakterystyką itp. Toteż orki są wytrzymałe, lecz bardzo wolne, a elfy są dużą celniejsze niż inni. Wybierając inną drużynę, zawsze jesteśmy zmuszeni, do zmiany sposobu gry. I bardzo dobrze.

Toporem ku zwycięstwu!

  Gra jest bardzo uproszczoną kalką futbolu amerykańskiego. Na boisku (których mamy do dyspozycji 5 w tym jedno ukryte) 11 postaci z każdej drużyny, walczy o to by jedna z nich z owalną piłką w garści (która na początku gry przyczepiona jest do małej, różowej świnki) wbiegła na końcowo linie boiska, znajdującą się po stronie przeciwnej drużyny. Gdy to się stanie, wtedy mamy „Touch down” i jeden punkt wędruje na nasze konto. Proste? Otóż nie do końca, gdyż przedarcie się przez wojów przeciwnika bywa szalenie trudne. By to osiągnąć mamy do dyspozycji trzy tryby : gra w czasie rzeczywistym, gra z aktywną pauzą i gra z podziałem na tury. Mi najbardziej podpasowała druga propozycja. Na początku gra może wydać się zbyt trudna, lecz gdy już nauczymy się tego i tamtego, będzie nam się w „Ligę Chaosu” młóciło rewelacyjnie. Giera ma przeogromną grywalność i nie jednego gracza przyciągnie do monitora na długi czas. Przede wszystkim poraża dynamika rozgrywki. Wszystko dzieje się momentalnie i wymaga od nas wiele pomyślunku (lecz od czego jest aktywna pauza;-)) Poza tym w ChL sporo jest taktyki, która jest esencją tego tytułu. Skradanie się, blokowanie przeciwników, by nasz zawodnik dobiegł do upragnionej linii, to jest właśnie w tej grze najważniejsze.



Magiczna sieczka

  Zastanawiacie się czemu na wstępie dałem się ponieść emocjom krzycząc coś o masakrze (proszę nie zwalać tego na stan mojej psychiki;-))? Otóż „Chaos league” jest grą dość brutalną, w której często zdarza się zabić przeciwnika (każdy zawodnik ma własny pasek życia). Możemy po tym, jak powalimy osobę z przeciwnej drużyny wgnieść go w ziemię nogą. Nie korzystamy tylko z siły fizycznej. Jeśli publiczności podoba się nasz styl gry, bądź skład drużyny do naszej dyspozycji oddawane są różne magiczne zaklęcia (tym silniejsze, im bardziej publiczność doceni nasze strategiczne manewry, oraz nieopisany geniusz;-)). Wtedy dopiero możemy dopiec przeciwnej rasie! Poza tym każdy zawodnik dysponuje pulą energii magicznej, z której może skorzystać w różny sposób np. przyśpieszyć bieg, bądź wypróbować supersilny cios na jakimś kolesiu ;-). Jak widać Liga Chaosu nie jest tak uboga w opcje, jak mogłoby się wydawać. Smaku grze dodaje dobre AI komputera. Może nie jest to objawienie, lecz solidna robota. Zawodnicy wiedzą gdzie podejść i jak się zachować, by przerwać nasz triumfalny pochód z piłką. Dzięki temu rozgrywka jest naprawdę wymagająca, przez co ciekawa.

Kończąc już tą paradę zalet, chciałbym pochwalić komentarz jakim jesteśmy raczeni w czasie meczów. Wygłasza go dwóch ździebko ekscentrycznych panów, którzy są w swojej roli naprawdę świetni i niejednokrotnie wywoływali uśmiech na mojej twarzy. Ich przezabawne dialogi nie powtarzają się zbyt często, dzięki czemu nie wywołują po kilku godzinach grania odruchów wymiotnych. Brawa!



Kliknij i walcz

  W Lidze Chaosu steruje się jednostkami, jak w większości RTS-ów, czyli myszką i kilkoma klawiszami skrótów. Sprawdza się to bardzo dobrze. Sterowanie jest intuicyjne i nie sprawia kłopotów. Czasami jednak denerwuje całkowity brak własnej woli u naszych postaci. Trzeba wszystko im dokładnie pokazać. Wielu z was może zastanawiać, jak można w grze poniekąd sportowej grać myszką. Otóż da się i zapewniam, że wychodzi to bardzo dobrze.



Kanciaste ostrza i nie głuche uderzenia.

  Grafika w Lidze chaosu jest bardzo kolorowa i na początku gry potrafi przykuć nasze oko. Podczas gry wszędzie błyskają kolory, światła grają na boisku swój spektakl, linie, dzięki którym gra ma być ciekawsza dla oka przecinają powietrze i wszystko to wygląda bardzo fajnie. Niestety tylko to. Co tu dużo mówić, większa część gry jedzie na starym i przez to brzydkim silniku graficznym. Postacie są słabo zrobione, kanciaste i nieładne. Pół biedy, jeśli oglądamy to z góry, nie rzuca nam się to wtedy w oczy, ale po przybliżeniu wygląda to dużo gorzej i nie jest estetyczne. Mogę zrozumieć, że twórcy nie mieli pieniędzy na jakiś super-engine, ale w czasach kiedy wyprodukowano Warhammera 40.000, czy Age of Empires III można było postarać się o coś lepszego.
  Za to nie mogę powiedzieć nic złego o oprawie dźwiękowej. w menu (bardzo ładnie zrobionym) słyszymy spokojny, klimatyczny utwór, który od razu przywodzi nam na myśl fantastyczne bitwy, wędrówki po karczmach, bitki na miecze, jednym słowem- wszystko co kojarzy nam się z (dobrą) fantastyką. W czasie rozstawiania zawodników po boisku przygrywa nam dynamiczna muzyka, mająca zapewne przygotować nas do bitki. Jest niezła, ale to nie to samo, co dźwięki w menu.
  W innych miejscach gry muzyki już nie uświadczymy. Reszta dźwięków, czyli min. Tupnięcia, uderzenia itp. Zostały wykonane dobrze. Jak już w tej recenzji powiedziałem: dobra, rzemieślnicza robota.

Pokręcona gra

Chaos League jest bez wątpienia, jedną z ciekawszych gier, które dostały się ostatnio w moje łapska. Ciekawy miks dwóch zdawałoby się skrajnie różnych gatunków, jest naprawdę bardzo udany. Do tego duża grywalność, specyficzny klimacik i wspaniały komentarz. Nad tą grą naprawdę można się zasiedzieć. O ile lubisz tak nowatorskie rozwiązania.

Solar

OCENA: 8

Plusy:
+ Dużo ras
+ Klimacik
+ Rrewelacyjny komentarz
+ Świetne utwory
+ Mnóstwo opcji gry
 


Minusy:

- Kiepska grafika
- Gra w czasie rzeczywistym (bez aktywnej pauzy) jest zbyt chaotyczna
- Kilka pomniejszych błędów


+ Infozz:
gatunek: RTS/sportowa
producent: Cyanide
wydawca w Polsce: Play
cena: 84zł (w numerze 10/2005 Cd-action dodana została w pełnej wersji)
strona w internecie: www.chaosleaguegame.comi