|
Są filmy, które są tak zakręcone, że trzeba wielkiego trudu aby dojść o co w nich tak naprawdę chodzi. Siła "Pulp Fiction" to przede wszystkim dwie rzeczy: pomieszanie chronologii czasu, oraz dialogi o, tak naprawdę, niczym istotnym. A co by było gdyby dzieło Tarantino spróbować wyprostować i przedstawić tak jak powinno wyglądać z zachowaniem chronologii czasu, czy miejsca? Zabawmy się :).
Chronologicznie pierwszą sceną, jaka występuje w filmie jest ta z Christopherem Walkenem, który opowiada młodemu Butchowi, dlaczego zegarek, który oddaje mu w imieniu ojca jest tak ważny dla malca. Tyle, że scena ta ma charakter retrospekcji, więc możemy ją w naszym "prostowaniu" pominąć.
Pierwszą sceną jest ta w której Vincent i Jules jadą samochodem i Vincent opowiada o hasz-barach w Amsterdamie, o tym jak nazywa się ćwierćfuntak w Europie, itd. Zajeżdżają pod dom, wyjmują z bagażnika giwery, Jules pyta się o liczbę kolesi do skasowania i obaj wchodzą do budynku. Tutaj następuje najdłuższa scena w filmie kręcona jednym ujęciem. Vincent i Jules idą korytarzem i rozmawiają o tym, czy masaż stóp jest zboczony i w jakich okolicznościach. Wchodzą do mieszkania nielojalnych współpracowników Wallace'a, rozwalają ich, zostawiając sobie jednego - Marvina. Dalej jadą samochodem, gdy Jules najeżdża na wybój pistolet Vincenta wystrzela zabijając Marvina (przynajmniej tak utrzymuje Vincent :)).
Mając kłopot w postaci trupa na tylnym siedzeniu i zakrwawionego wozu, nasi bohaterowie jadą do Jimmego. Ten dostaje "sraczki", że jego dziewczyna nie może być świadkiem sprzątania czyjegoś mózgu w garażu, więc dzwonią do wspólnego przyjaciela - Wolfa, specjalisty od radzenia sobie z takimi problemami. Chłopaki wychodzą z tarapatów i udają się do baru. Tam Jules przypomina sobie zdarzenie, które miało miejsce rano, gdy to podczas zabicia chłopaczków, jeden z nich czaił się za drzwiami i wpakował w nich cały magazynek pudłując i stwierdza, że wycofuje się z branży i będzie nawracał ludzi. Vincent idzie do kibla i mija Ringo i Yolandę, którzy wpadają na genialny pomysł obrabowania baru. Gdy Jules rozprawia się z Ringo z kibla wraca Vincent i wszyscy wraz z Yolandą mierzą do siebie z pistoletów. Jules oddaje pieniądze Ringo i go puszcza. Sami chowają pistolety i również wychodzą z lokalu.
Następnie Vincent i Jules udają się do klubu Wallace'a, gdzie oddają walizkę (tak na dobrą sprawę, nie wiemy co w niej jest). Vincent przy barze wymienia kilka nieuprzejmych zdań z Butchem, który ledwo co dowiedział się, że ma "dać dupy" w najbliższej walce na ringu.
Kolejnego dnia Vincent odwiedza Lance'a i kupuje u niego działkę. Następnie wieczorem przyjeżdża po Mię z którą jest umówiony na spotkanie. Jadą do klubu, gdzie zamawiają stek i hamburgera, Vincent pyta się kobiety jak to było naprawdę z tym masażem stóp, za co ponoć Wallace zabił jakiegoś faceta. Następnie wygrywają konkurs na najlepszy taniec i jadą do domu. Tam Mia przedawkuje narkotyki, w momencie gdy Vincent siedzi w kiblu. Przestraszony facet zabiera ją do Lance'a, gdzie Mia dostaje zastrzyk z adrenaliny w serce. Vince odwozi Mię do domu i wysłuchuje dowcipu o przejechanym pomidorze.
Następnego dnia poznajemy już Butcha, który siedzi w szatni, wychodzi z niej i wraca w pośpiechu. Wygrał bowiem walkę, którą miał przegrać. Do szatni przychodzą z zamiarem rozprawienia się Wallace, Mia i Vincent. Mia dziękuje za poprzedni wieczór, a Wallace się wścieka. W tym czasie Butch jedzie taksówką do domu, gdzie przeprowadza durny dialog z kierowcą.
Następnego dnia okazuje się, że Ptyś z kremem (dziewczyna Butcha) zapomniała wziąć zegarka, który jest bardzo cenny dla niego. Został na kangurku, zatem Butch jedzie po niego. W mieszkaniu w kiblu spotyka czającego się na niego Vincenta i zabija go. Na skrzyżowaniu spotyka Wallace'a, którego potrąca samochodem. Jednak obaj wpadają do sklepu, gdzie zostają związani i gdzie przyjeżdża Zed. Zboczony policjant gwałci Wallace'a, a Butchowi udaje się uciec. Pomaga oswobodzić Wallace'a za co ten daruje mu winy. Butch bierze motocykl Zeda, jedzie po Ptysia z kremem i wyjeżdżają z miasta.
Koniec. Film właściwie nie ma sensownego początku, ani końca. Zaczyna się od gadania o bzdurach, kończy zupełnie nielogicznie, opowiadając o zupełnie innej sprawie. Jedyne co łączy Butcha i Julesa z Vincentem, to Wallace. No cóż, geniusz Tarantino sprawił, że z opowieści o byle czym zrobił film kultowy.
»Autor:
|