|
»
To nie jest kolejna komedia dla kretynów
Komedie młodzieżowe bywają różne. Jedne gwarantują przednią
zabawę, inne zaś kpią z inteligencji widza. Liczniejsza jest
oczywiście grupa numer dwa, która to w sposób niemalże
dramatyczny przedstawia błahe problemy niezbyt sowicie
obdarzonych inteligencją amerykańskich nastolatków, opowiada o
seksie, masturbacji, szarlotkofilach czy gadającym penisie. Przemierzając całe
to morze natrafiłem niedawno na „Wredne dziewczyny”, film ze
słodziutką Lindsay Lohan i równie czarującą Rachel McAdams. Nie
byłbym męską, szowinistyczną świnią gdybym darował sobie tą
produkcję.
16-letnia Cady Heron wraz z rodzicami-zoologami z afrykańskiego
buszu przeprowadza się do Stanów Zjednoczonych. Dotąd uczyła się
w domu, poznawała przyrodę, a całe jej życie było jak na amerykańskie standardy bardzo specyficzne. Teraz czeka na
nią collage. Mimo, że o przetrwaniu wie praktycznie wszystko
bardzo trudno będzie się jej odnaleźć w takowych realiach.
Dzikość dżungli wydaje się być błahostką w porównaniu z
dzikością szkoły. W dodatku na przekór wszystkiemu szybko trafia do
grona szkolnych piękności, a zarazem tytułowych wrednych
dziewczyn nazywanych powszechnie ‘Plastics’. Wkrótce pozna
wszystkie zasady panujące w szkole i dowie się jak działa cały
ten mechanizm. Ale czy w tym momencie zakończy się jej
działalność?
Historia, którą opowiada film Marka Watersa jest dość nietypowa,
jak na standardy gatunku. Sam reżyser zresztą często puszcza oko
i kpi z całego świata nastolatków robiąc to z gracją, dobrym
smakiem i poczuciem humoru. Całość najlepiej odda tytuł pewnej
niezbyt inteligentnej komedii, który w jej przypadku był
niesamowitym paradoksem – „To nie jest kolejna komedia dla
kretynów”. Dlaczego? Ano okazuje się, że tym razem pokuszono się
o całkiem inteligentny pastisz. Znakomicie wypada porównanie
amerykańskiej szkoły do dżungli, a jej uczniów do zwierząt. Samo
podstawienie głosów rodem z afrykańskiego buszu już znakomicie
odzwierciedliło ową „dzicz”. To właśnie mi się w tym wszystkim
podoba. Otóż humor został dostosowany nie tylko dla jednej grupy
odbiorców. Każdy coś tu dla siebie znajdzie, a przede wszystkim
sam obraz nie jest przesadzony. Często twórcy tego typu
produkcji po prostu zbyt pozwalają się unieść swojej wyobraźni i
tworzą wizerunek szkoły zupełnie różniący się
od tego
prawdziwego. Bywa nawet, że zbyt dorosły. Na szczęście Waters
nie zapomniał jeszcze jak to kiedyś było. Jego obraz można nawet w
pewien sposób interpretować. Kilka tematów została bardzo dobrze
uchwyconych. Przez pryzmat amerykańskiego collage ukazany został
sztywny podział społeczeństwa. W obu przypadkach każdy
przynależy do ściśle określonej grupy, musi znać swoje miejsce w
całej hierarchii.
Świat wykreowany przez Watersa, a zarazem świat lateksowych
piękności pełen jest intryg. Tu najważniejsze jest to, aby „być
cool” i utrzymać się na topie. Pokazuje jak daleko jest się w
stanie posunąć nastolatka, aby zdobyć popularność w szkole. Dla
Reginy nie ma praktycznie żadnych granic. Doskonale manipuluje
ludźmi, wie jak wykorzystać plotkę oraz zdobyć uznanie i
szacunek innych. Zresztą powiedzenie "kto z kim przestaje takim
się staje" nie traci tutaj sensu.
Całość nie odpycha także pod względem aktorstwa. Kreacje są
luźne, doskonale oddają charakter nastoletnich bohaterów. Na
pierwszym planie widnieje oczywiście Lindsay Lohan, która
kolejny raz pokazała, że w komediach sprawdza się doskonale.
Kwestią czasu jest chyba pozbycie się naszywki „etatowa gwiazda
filmów Disney’a”. To samo mogę powiedzieć również o lateksowym
trio. Tu oczywiście ze wskazaniem na Rachel McAdams. Zastrzeżenia miałbym jedynie do aktora
grającego kapitana szkolnej drużyny futbolowej, w którym
zakochuje się nasza bohaterka (cóż za schemat – nigdy nie może
chodzić o zwykłego śmiertelnika), czyli Jonathana Bennetta.
|
 |
Następną zaletą "Wrednych Dziewczyn" jest ścieżka dźwiękowa. Nie
brakuje na niej chwytliwych, wpadających w uchu utworów, które
ku mojemu zdziwieniu pozostają w pamięci również po napisach
końcowych. To sprawia, że bawimy się jeszcze lepiej.
Aby i recenzja zakończyła się „happy endem” powiem, że „Wredne
dziewczyny” są filmem, z którym warto się zapoznać. Ma on w
sobie pewien urok i bezapelacyjnie zasługuje na miano dobrej
komedii młodzieżowej przeznaczonej dla dość szerokiego grona
odbiorców. Nie brakuje oczywiście chwytów typowych dla
gatunku, które mogą razić dojrzalszych widzów, ale tak czy
owak Waters w przeciwieństwie do innych twórców kina dla
nastoletnich widzów bardzo przyłożył się do swojej pracy. Czym to
zaowocowało? Odpowiecie sobie sami. Ja bawiłem się wspaniale.
»Ocena:
7-/10
»Autor:
|