|
Niewiele wody w ubikacji upłynęło nim w PS2 mogłem ujrzeć kolejną płytkę należącą do dumnej kategorii filmów lubianych bardzo przez moją mamuśkę, czyli do komedii. Po porannym Monty Pythonie, przy którym humor na dalszą część dnia znacznie mi się poprawił, przyszła kolej na "Poznaj moich rodziców", który już na okładce chwalił się czterema wielkimi postaciami. Ben Stiller, Robert De Niro, Dustin Hoffman i Barbra Streisand od razu wskazywali na to, że przyjdzie mi oglądać kolejne hollywoodzkie dziecko, na które chyba nie byłem gotowy.
Film opowiada o Gregu Fockerze, który nie owijając zbytnio w bawełnę, będzie brał ślub z piękną Pam. Jako naturalną kolej rzeczy (tym bardziej w konserwatywnych Stanach Zjednoczonych) Greg musiał zapoznać ze sobą rodziców, aby ci w końcu dogadali się co do ślubu (który notabene mógł wziąć w Las Vegas w pół godziny oszczędzając widzom tematu na film ;/). Całość nie jest jednak taka prosta, jak mogłoby się wydawać, bo państwo Fockerowie to para raczej ekscentrycznych, lecz uroczych ludzi. Dla kontrastu - rodzice jego narzeczonej są ich zupełnym
przeciwieństwem. Tak więc jak to bywa w dzisiejszym świecie - gdzie dwa przeciwieństwa tam musi być film.
Nie twierdzę wcale, że przeciwieństwa dla komedii są złe, ba, one są bardzo dobre, o ile ukazane są w miarę
inteligentny sposób. W "Poznaj moich rodziców" nie ma miejsce na choć
krztę myślenia ze strony widzów. W myśl zasady popularnej obecnie w hollywood - jeśli chcesz pomyśleć, idź porozwiązuj krzyżówkę, film na dłuższy okres czasu daje odpocząć naszym szarym komórkom. Nie ma nic
przeciwko odpoczynkowi, ale "Poznaj moich rodziców" jest po prostu nudny. Sam usiadłem przed telewizorem tylko i wyłącznie z ciekawości i przetrzymałem do końca tylko dlatego, że w myśli miałem już pisanie recenzji. A nuż zaskoczenie będzie doskonałe. Powywraca sens filmu do góry nogami, będzie mnóstwo cholernie mądrych dialogów stanowiących świetny komentarz do filmu. Jednym słowem - doskonałe nie było. :P Wystarczy przyznać, że było bardzo szablonowe i każdy kto oglądał kilka amerykańskich bajeczek mógł je spokojnie przewidzieć. Jakże daleko mu do zakończenia z opowieści o poszukiwaniach św. Graala. ;)
 |
Gra aktorów w niektórych przypadkach zasługuje na uznanie. Właściwie to na najwyższe uznanie zasługują jedynie dwie postacie. W sumie to one, jako jedyne wywoływały u mnie uśmiech (i to bynajmniej nie politowania). Pierwszą był mały piesek, który tak się upodobnił do swego pana, że jako cel uznał pozostawienie na świecie jak największej ilości swoich potomków. Mówiąc krócej - był bardzo niewyżyty i atakował wszystko co się ruszało. ;) Wielki plus. :P Oprócz niego świetną rolę zanotował w swojej rozpoczynającej się dopiero karierze mały chłopiec, nad którym szczególną opiekę sprawował sam de Niro. Jego cudowne "asshole" zasługuje na szczególne wyróżnienie.
Poza tymi, którym niewątpliwie należy się Oskar, aktorami reszta zagrała w sumie także bez zastrzeżeń. Ale tak naprawdę czego spodziewać się po Robercie de Niro, Benowi Stillerowi czy Dustinie Hoffmanie? Że nagle przyjmą propozycję zagrania w banalnej komedii i spartolą rolę? Trochę zastrzeżeń mam do Barbry Streisand, która o ile jako gwiazda piosenki jest (w sumie to była :P) znakomita, to w roli matki Grega sprawdza się raczej średnio. Może nie jest całkowicie słaba i źle dobrana do granej przez siebie postaci, mnie jednak jej rola całkowicie nie zainteresowała.
"Poznaj moich rodziców" jest filmem dosyć słabym, o przykrym, bardzo niskim poziomie żartów oscylujących głównie wokół seksu. Ogólnie nie lubię filmów, na których robi się z widzów debili, którzy nie potrafią nawet (choćby raz) ruszyć głową i doszukać się głębszych przesłań. Widza można porównać tu do gościa, który jest w dziwnym labiryncie z prostą drogą. Niby wydaje mu się, że błądzi, a tak naprawdę idzie cały czas przed siebie, mając w ręku latarkę, znaki, reżysera mówiącego wskazówki i podświetlone wyjście. Jednym słowem strata czasu na coś co nie ma zupełnej wartości i co jest bardzo wtórne, a momentami
zahacza o kicz. Dla tych kilku momentów, które były śmieszne nie warto zarywać 115 minut, a zaoszczędzone w ten sposób czas i pieniądze lepiej przeznaczyć na wypicie taniego wina
[cenzura], które z tego miejsca polecam. Enjoy. ;)
[enjoy, enjoy, ale mi producent wina nie zapłacił za reklamę... a co! powierzchnia reklamowa też kosztuje - Dishman]
»Ocena:
4+/10
»Autor:
|