Recenzje

 

"Imperium wilków" jest kolejną po "Purpurowych rzekach" ekranizacją powieści Jeana Christophera Grange'a. "Purpurowe rzeki" i ich drugą część "Aniołowie apokalipsy" miałem (nie)przyjemność oglądać, jednak filmy owe nie miały nic ciekawego do zaprezentowania. Mimo słabego wrażenia jakiego odniosłem przy tych pozycjach postanowiłem obejrzeć również "Imperium wilków". Co mnie do tego skłoniło? Książkowy pierwowzór. Mógł on poszczycić się naprawdę mrocznym klimatem i był po prostu dobrze napisany. Czy film mu dorównuje? Powiem krótko - nie. 

W głównej roli, podobnie jak w "Purpurowych rzekach", widzimy Jeana Reno. Aktor to już wysłużony i niczego nowatorskiego pokazać nie może. Chyba że do tej nowatorskości można zaliczyć fryzurę koloru blond. Tak, tak, Jean Reno przefarbował włosy. Mimo początkowego uśmieszku należy jednak przyznać, że całkiem mu z nimi do twarzy... 

W recenzowanym filmie wciela się on w rolę byłego policjanta imieniem Schiffer, powracającego do pracy przy okazji serii tragicznych morderstw. W Paryżu odnalezione zostają zmasakrowane ciała tureckich kobiet. Wraz z młodym adeptem policyjnym - Paulem prowadzi on nielegalne śledztwo w tej sprawie. Trop prowadzi ich do wielkiej organizacji, której celem jest stworzenie armii tzw. wilków, czyli kobiet z wymazaną pamięcią, które byłyby bronią w celach terrorystycznych. Nasi dzielni bohaterowie postanawiają zlikwidować twórców tego planu... 

Na tym się jednak nie kończy. Drugi wątek przedstawiony w filmie to historia Anny - kobiety, która padła ofiarą organizacji. Początkowo niczego nieświadoma, odkrywa prawdę o swojej osobie. Dowiaduje się, że pochodzi z Turcji, ma wymazaną pamięć i jest wilkiem. Postanawia odzyskać swoje utracone wspomnienia... 

Aktorka grająca Annę - Arly Jover, nie jest znaną i cenioną osobą, jednak swoją rolą w "Imperium wilków" udowadnia, że ma zadatki na filmową przyszłość. To właśnie jej rola zdesperowanej kobiety szukającej prawdy o sobie jest jedną z największych zalet filmu. Co prawda Jean Reno również gra nieźle, lecz... to wszystko już widzieliśmy. Aktor nie ma po prostu nic świeżego do zaoferowania. 

Mroczne zdjęcia podtrzymują klimat i tajemniczość filmu jednak... jedynie do pewnego czasu. Co z tego, że początkowo budują nastrój swoimi ciemnymi barwami, jeśli w dalszej części filmu po prostu nużą? Autorzy mieli wielkie predyspozycje, jednak po prostu przedobrzyli. Bo ile można patrzeć na dobre, lecz schematycznie wykonane obrazki? W drugiej połowie filmu wręcz zwijamy się z nudów. Chociaż trzeba przyznać, że dobre chęci były... 

Film jako całość może i jest wykonany poprawnie, lecz po co oglądać po raz kolejny coś, co widzieliśmy już wiele razy? Pierwowzór książkowy Grange'a miał niezłą intrygę i czytało się go bardzo przyjemnie, film zaś nie ma nic nowego do zaoferowania. Słaba fabuła książki maskowana była przez niezły klimat, w filmie zaś to fabuła jest na pierwszym miejscu, a cały klimat budują nieszczęsne zdjęcia. 

"Imperium wilków" to po prostu kolejny, oparty na tych samych schematach thriller, który dzisiaj wywołuje jedynie uśmiech. Nie polecam, bo kto chciałby po raz wtóry oglądać to samo?

 

»Ocena: 4/10

 

»Autor: Mateusz 'Koklet' Łucyk