» Inspiracją filmu była książka "Egzorcyzmy Anneliese Michel". Napisała ją dr Felicities Goodman, antropolog, którą poproszono o wystąpienie w sądzie jako ekspert od opętań;
Na czym polegają egzorcyzmy chyba każdy wie. Próba wypędzenia złego demona z ciała ofiary, odprawianie modłów, głębokie, basowe i przerażające głosy mówiące różnymi językami. Słowem - walka Dobra ze Złem, prawdziwa bitwa o życie niewinnego człowieka którego ciałem i duszą zawładnął demon. Wszystko pięknie ale co się stanie, kiedy egzorcyzmy się nie udają i opętany umiera...? No właśnie, film po części o tym traktuje. Emily Rose, jedno z wielu dzieci państwa Rose, ludzi mieszkających w mieście zdecydowanie należących do tych dużo mniejszych (czyt. wiocha) wyjeżdża, by pobierać naukę na uniwersytecie. Tam jednak spotyka ją pewne nieszczęście, które do końca nie wiadomo na czym polega a które próbują ustalić tak oskarżyciel Ethan Thomas (Campbell Scott) jak i obrończyni Erin Bruner (Laura Linney) ojca Moore'a, człowieka który ponoć przyczynił się do spowodowania śmierci młodej Rose'ówny. Czy Emily cierpiała na jakąś bliżej nieznaną chorobę czy też może faktycznie maczały w tej sprawie siły nadprzyrodzone? Większość filmu opiera się głównie na prowadzeniu rozprawy, zdobywaniu informacji i wolnym odkrywaniu całej tajemnicy. Sceny z Emily możemy oglądać w formie kilkuminotowych przebitek (retrospekcji?). Temu filmowi zarzucano nudę spowodowaną zastosowaniem takiej formuły, mówiono że skoro ma być horror o egzorcyzmach to więcej powinno być samej walki z demonami itp. Ja myślę jednak, że był to dobry krok gdyż w ten sposób widz jest stopniowo dawkowany napięciem i emocjami bo raczej trudno byłoby serwować widzowi te sceny non stop przez 1,5 godziny zachowując jednocześnie mrok i klimat. W końcu by to bokiem wyszło. Czy film w ogóle straszy? 'Egzorcyzmy...' kupiłem, gdyż trailery pokazywane co jakiś czas były naprawdę ostre dlatego pokładałem w tym filmie spore nadzieje. Nie boję się jednak powiedzieć, że się trochę zawiodłem. Wprawdzie jest tu wykręcanie się w każdą możliwą stronę tworząc nienaturalne pozy, są krzyki, są mroczne momenty czy też strojenie hardkorowych min przez Emily. Według mnie najbardziej schizującą sceną jest ta, kiedy Emily po jedzeniu pająków wstaje i upada na kolana, wstaje i upada. Ale to trochę za mało żeby przestraszyć kogoś odporniejszego. Na warunki kinowe, kiedy u boku masz dziewczynę, jest to odpowiednie ale jeśli oglądasz w domu (albo w kinie ino samemu) to już raczej polecałbym 'Krąg' i niezapomnianą scenę z wyłażeniem dziewczynki ze studni.
Film jest ponoć oparty na faktach... Nie mam pojęcia czy jest to zwykły chwyt reklamowy mający nakręcić klientelę czy naprawdę takie zdarzenia miały miejsce w rzeczywistości. Jeśli tak to bardzo współczuje Jasonowi, przyjacielowi Emily - po tym co on zobaczył chyba każdy popadłby w chorobę psychiczną. Wiele jest przypadków odprawiania egzorcyzmów, zwłaszcza w slumsach wielkich metropolii typu Rio de Janeiro, Sao Paulo i ludzie to traktują serio. My jesteśmy z dala od takich praktyk więc ciężko nam to wszystko ogarnąć. Poważniej więc pomyślcie nad tematem 'Bóg-Diabeł' - w sumie ten film z założenia nie miał skłaniać do przemyśleń czy jakichkolwiek refleksji ale jakoś tak mnie naszło, że można po jego obejrzeniu zacząć się zastanawiać czy to faktycznie możliwe i 'co by było gdyby...';). Jeśli chodzi o ocenę końcową - 6 jest absolutnym maksem ponieważ horror to specyficzny gatunek, albo film jest bardzo dobry i przejdzie do historii ('Omen') albo jest kiepski i odejdzie w zapomnienie ('Smakosz' i inne tego typu pseudo-horrory które nie powinny nawet powstawać). 'Egzorcyzmy Emily Rose' są mniej więcej pośrodku z uwzględnieniem na mniej gdyż pare rzeczy mi się nie podobało (cierpienie Emily w imię dobra ludzi - jasne, po takich torturach delikatna dziewczyna godzi się na jeszcze więcej aby uchronić innych przed Złem. No sory ale we współczesnym świecie i z wartościami dzisiejszych ludzi to się zwyczajnie gryzie; film jest bardziej dramatem sądowym niż horrorem). I wiem co mówię, na maturę wybrałem temat 'Literatura/film grozy' a skoro zdałem to znaczy że coś wiem:). Na plus zaliczam odtwórczynię obrończyni czyli Laurę Linney - nie zagrała ona życiowej roli, wyróżnień też zapewne nie zdobędzie za ten film ale jest... ładna. Kobieta ma pewnie ponad 40 lat na karku ale mi się spodobała i dzięki niej ten film nabrał walorów estetycznych:). Generalnie obejrzeć można, ale tak jak wspomniałem - mając obok dziewczynę. Raz na jakiś czas, przy okazji scen z Emily, może się przytulić. A jeśli już się przytuli i więcej nie puści Twojego ramienia to możesz mówić, że seans był udany.
»Ocena: 6/10
»Autor: Ryben
tytuł oryginalny: Exorcism of Emily Rose