» Ryan Phillippe przybrał na masie 15 kg i nie golił się przez 3 tygodnie;
Denerwują mnie goście, którzy szlajają się po mieście w poszukiwaniu jakiejś bójki, zaczepki czy też żeby kogoś okraść. Nic innego nie robią tylko chodzą i namierzają potencjalne ofiary. Nienawidzę takich szumowin bo przez takich człowiek nie może nawet zwyczajnie wyjść wynieść śmieci bo musi się ciągle rozglądać czy nie złapał 'ogona'. Nienawidzę takich ludzi... Parker (Ryan Phillippe) i Longbaugh (Benicio Del Toro) są właśnie takimi ludźmi. Jeżdżą po miastach i szukają najkrótszej i najprostszej drogi do załatwienia sobie pieniędzy. Z jedną różnicą - tych dwóch jest dużo większego kalibru niż wspomniani we wstępie upierdliwi amatorzy. Bohaterowie 'Desperatów' działają profesjonalnie (shotguny, kamizelki kuloodporne), mają wprawę (ich życie to praktycznie jeden wielki napad) no i celują bardziej ambitnie, gdyż ofiarami nie są bezbronne staruszki czy gimnazjaliści. Nie są to jednak dżentelmeni którzy w progu drzwi mówią 'dzień dobry' czy kłaniają się paniom, co to to nie. Są bezwzględni, jeśli ktoś napatoczy się podczas napadu pod lufę to najpierw strzelają a dopiero później zastanawiają się jak mogliby inaczej strzelić żeby poleciało więcej krwi. Nie patyczkują się ze swoimi ofiarami (chodź w przypadku Robin (Juliette Lewis) było trochę inaczej, Phillipp w pewnym momencie zrobił się bardziej 'ludzki' co nie do końca mi podpasowało) a wspomniane panie klepią po tyłkach czyli zachowują się jak najbardziej zawadiacko. Ta para bandziorów nie jest dobra. Ona nie ma być dobra, ponieważ ich twórca (Christopher McQuarrie) chciał, aby przede wszystkim byli charakterystyczni. I to mu się udało bo poza paroma scenami można się pogubić w klasyfikowaniu bohaterów na dobrych i złych. Ale ten zabieg odróżnia ich od typowych głównych bohaterów i filmowi wychodzi na dobre. Sama fabuła filmu nie powala na kolana. Parker i Longbaugh dowiadują się o kobiecie która ma urodzić bogatej parze dziecko. Wpadają więc na genialny pomysł uprowadzenia jej i zarządania okupu za bobasa. Po dość nie do końca udanej akcji dziewczyna wreszcie jest ich własnością. Jednak problemem okazuje się być przyszły ojciec który ma dosyć brudną przeszłość. Od momentu uprowadzenia rozpoczyna się więc walka psychologiczna a później o przeżycie (dziecka, Robin, ekipy kidnaperów - w sumie można powiedzieć, że 1/3 ludzi która się pokazała w filmie to zginęła). Fabuła jest niezbyt przekonująca (choć i takie przypadki się zdarzają). Trochę jednak śmierdzi... Czy ta bogata para ryzykowałaby zdrowiem, pieniędzmi (bogaci dbają bardziej tylko o siebie i o swoje pieniądze, nic innego się nie liczy ani tym bardziej nikt) i reputacją dla odzyskania dziewczyny z 'ich' dzieckiem czy zwyczajnie poszukałaby nowego 'nośnika'? Ta druga opcja jest bezpieczniejsza a mimo to decydują się od razu na
tę pierwszą. Chociaż z drugiej strony, gdyby wybrali drogę na skróty to nie byłoby filmu. 'Desperatów' ratuje akcja - jest dynamiczna, obfituje w różne zwroty. Samo ukazanie filmu jest bardzo dobre, to nie miał być hollywoodzki kasowy film akcji, tu miał przede wszystkim panować realizm więc zabraknie potężnych eksplozji po lekkim uderzeniu samochodu o zderzak innego auta, nie będzie obowiązkowego miernego wątku miłosnego ( w ogóle go nie będzie), nie będzie heroicznego zabijania całej armii przeciwników w pojedynkę, choć tu trup ściele się gęsto aczkolwiek w ilościach pozwalających w nie uwierzyć. Jest za to myślenie podczas akcji (odwrót ze szpitala, nienaganne osłanianie się - to mi się podobało), są podchody, całkiem sporo krwi. W pewnym momencie styl filmu przemienia się w coś na wzór westernu - puste tereny, słońce, ciche miasteczko gdzieś w Meksyku. Pomysł jest ciekawy, wykonanie także. Wyszedł film surowy, z ładunkiem realizmu i pozbawiony śmiesznych elementów towarzyszących każdemu komercyjnemu filmowi akcji. Siłą "Desperatów" są także aktorzy odgrywający główne role. Del Toro, aktor świetny jednak nadal niezbyt znany. Gra bardzo oszczędnie, jakby od niechcenia. Nie wiem, może jest zbyt leniwy? Ale dzięki niemu jego postać nabrała wyrazu luzaka znudzonego akcjami ale konkretnego kiedy już bierze w nich udział. Phillipp natomiast to młodzik zabijający bez jakichkolwiek emocji - albo on albo ja. Dlatego niezbyt spodobała mi się scena gdy Parker gra w karty z uprowadzoną Robin - trochę zbytnio się do niej zbliżył. Jak morderca może mieć tak dobre kontakty z uprowadzoną kobietą która lada chwila może urodzić dziecko i która widziała go jak zabija ludzi? Czy Bush cieszy się taką sympatią wśród rodzin ofiar z Iraku? Ogólnie rzecz biorąc, 'Desperaci' to dobry film akcji który zdecydowanie różni się od innych pozycji z tego gatunku. Główni bohaterowie nie każdemu przypadną do gustu (choć już na samym początku, po przestawieniu nosa pewnej pyskatej damie bardzo ich polubiłem), koniec też jest daleki od happy endu. Daleko mu do filmu który zapadałby w pamięci jako coś przełomowego ale połączenie tego wszystkiego co już wymieniłem i dodanie do tego trochę czarnego humoru (scena z 'Ja umieram'; odstrzelenie skarbu każdego mężczyzny) tworzy obraz godny polecenia. Idealnie wypełni wolny czas w jakiś wieczór wieńczący cieżki dzień.
»Ocena: 7-/10
»Autor: Ryben
tytuł oryginalny: The way of the gun