» AM Fantastyka: wydanie #17

Dan Parkinson - Wrota Thorbardinu

Dragonlance, Dragonlance. Ostatnio niewiele jest książek, które wygrywają u mnie z tą Sagą. Książka Wrota Thorbardinu Dana Parkinsona, będąca przedmiotem tejże recenzji jest pierwszą powieścią, z jakże wspaniałej sagi Dragonlance, z którą miałem do czynienia. I jak to bardzo często u mnie bywa, pożyczyłem ją od kolegi.

Wrota Thorbardinu to drugi tom, drugiej serii Bohaterów.

Nie streszczę teraz tejże książki, a jedynie w jednym zdaniu opowiem, o czym jest. Uznałem, bowiem, ze powieść ta jest tak prosta i nieskomplikowana, że gdybym powiedział o jej fabule więcej niż jedno zdanie, opowiedziałbym całą historię. A oto i obiecane zdanie: Pewien krasnolud, z pewnego powodu wyrusza w podróż, aby odnaleźć hełm. OK. I tak za dużo powiedziałem. Dlatego też, przejdę teraz do mojej oceny :)

Już napisałem, że Wrota Thorbardinu to powieść bardzo prosta. Nie wiem jednak, czy powiedzenie tego wystarczy. Chyba, aby w pełni oddać obraz książki będę musiał dodać drugie „bardzo”. Tak. Bardzo, bardzo prosta – to odpowiednie stwierdzenie. Mówię Wam – fabuła tej powieści jest tak nieskomplikowana, ze chwilami myślałem, ze mam do czynienia z książką dla dzieci. Tylko proszę teraz – Nie myślcie, że książka jest zła! Prostota tej książki jest jednocześnie zaletą i to największą. Wszystkie sytuacje są prosto, jasno przedstawione czytelnikowi. Nie ma żadnych zagadek, po prostu czytelnik przewiduje, co stanie się dalej. Powiedziałem – książka nie jest zła. Ale nie powiem, ze świetna, że bardzo dobra, ale ze dobra – owszem, bo powieść jest dobra. Można czasami odpocząć od trudnych, zagadkowych książek i wziąć się za coś lżejszego. Nie zaobserwowałem większych wad w tej powieści. Autor pisze dobrze, odpowiednimi słowami, językiem i stylem, jak najbardziej pasującym do DragonLance.

Niestety. Takich lekkich czytadeł jest wiele na rynku. Wrota Thorbardinu to przede wszystkim powieśc dla fanów sagi. Inni czytelnicy zapewne sięgną po coś innego, może

Black Doggy Dog