» AM Fantastyka: wydanie #17

JRR Tolkien - Gospodarz Giles z Ham

...vel Aegidius Ahenobarbus Julius Agricola de Hammo, czyli opowieść epicka o tym, jak prosty gospodarz pokonał Gadzinę, zdobył Skarb i Chwałę, a także solidnie utarł nosa panom Młynarzowi i Kowalowi. Zresztą, jego dokonania można mnożyć, ale przecież nie bedę psuł wam radości z czytania!

O tym, że "Gospodarz Giles z Ham" jest formą kpiny z patetycznego stylu, jakiego sam Tolkien używał, i z rozlicznych opowieści o Światłości i Ciemności, która wkrótce ogarnie cały świat ;-), o Smokach i Bohaterach, o potężnych, magicznych artefaktach, ktore w zamieszchłych czasach wykuły krasnoludy - chyba wszyscy wiedzą. O tym, że jest to krótka książeczka, grubości nieledwie ponad stu stron- wiedzą równierz. O tym natomiast, że miałem przyjemność zaznajomić się z piękną wersją książki wydawnictwa "Amber", w przekładzie Cezarego Frąca, zawierającą także przydługi wiersz "Przygody Toma Bombadila"- nie wie zapewne nikt, bo i skąd?

Książkę(to chyba zbyt mocne słowo na sklasyfikowanie omawianego utworu) czyta się bardzo szybko- kwestia pół godziny czy czterdziestu minut, nie więcej. Ale bynajmniej tego czasu nie żałuję- bowiem przedstawionych jest tu wielu ciekawych bohaterów i wciągająca historia, a styl, chociaż daleki od patosu "Władcy", jawi mi się całkiem przyjemnym. Sama książka może nie jest bardzo śmieszna(z wyjątkiem kilku wyjątków) ale w roli kpiny sprawdza się całkiem dobrze. Zwłaszcza kiedy uświadomimy sobie że napisał ją ten sam człowiek co "Władcę Pierścieni".

Fabuła jest absurdalna i zupełnie wyprana z jakichkolwiek resztek prawdopodobności. Kolejne jej zwroty stanowią tylko pretekst do wysłania bohatera gdzieś dalej, ale z drugiej strony nie sposób odmówić tej konstrukcii pewnej logiczności i sensowności w następowaniu po sobie kolejnych wydarzeń. Słowem, typowa opowieść "od zera do bohatera" z tym, że w krzywym zwierciadle i przez to bardzo sympatyczna.

Główni bohaterowie to:

-Gospodarz Giles, chłop twardy i nie dający sobie w kaszę dmuchać, budzący respekt i szacunek u innych wieśniaków(nie miałem zamiaru nikogo obrażać ;-). Żyje sobie spokojnie i raczej dostatnie- ale, jak wiadomo, do czasu...

-Pies Garm, zwierzak ze skłonnościami ku włóczęgostwu, poza tym leniwy i tchórzliwy, ale niezwykle dumny ze swego pana Gilesa, któremu, jak już stało wyżej napisane, nikt w kaszę dmuchać nie miał prawa. Był to pies histeryk i kilka razy w czasie opowieści wszczynał alarm widząc nadciągające potwory różnego autoramentu. Warto zaznaczyć, że potrafił używać "pospolitej mowy", jak zresztą większość psów w tamtych dniach, oczym autor zaświadcza jako o rzeczy oczywistej i dla wszystkich pewnej. Zresztą, przecież wszyscy o tym wiemy, prawda? ;-)

-Smok Chrysophylax Dives, potomek starożytnego i cesarskiego rodu gadów, potomek, warto nadmienić, bogaty nieprzeciętnie, lecz okresowo przymierający głodem w swej jaskini, na szczycie góry skarbów wszelakich. Wysłuchawszy plotek z prawdą niezgodnych, smok wyruszył był na tereny zamieszkane przez ludzi...Nieszczęściem trafił na Gilesa, ale o tym musicie już sami przeczytać.

Nie godzi się tu nie wspomnieć jeszcze o dwóch postaciach: pierwsza z nich to olbrzym, wyjątkowo wielki i głupi, nawet jak na swoją rasę, któren stanowi zarzewie całej intrygi. Druga to stara kobyłka, niegłupia bynajmniej, na której Giles podróżował i staczał walki ze Złem plugawym, które w górach się zaległo.

A cóż to za opowieść bez potężnego artefaktu, wykutego dawno, dawno temu, gdy świat był jeszcze młody? No opowieść bezsensowna, powiadam wam! W "Gospodarzu Gilesie" potężny artefakt również występuje, ale żeby nie psuć wam przyjemności, nie powiem nic o jego naturze ani o nim samym. Może jedna wskazówka: Słuchajcie Proboszcza! ;-)

Wracając do samej powieści, nie godzi się nie wspomnieć o czasie i miejscu akcji. Musicie wiedzieć, że Tolkien wciela się tu w badcza starożytnych legend angielskich i przedstawia ich zmodyfikowaną przez wieki wersję "bez poprawek i dalszych komentarzy". Fabuła rozgrywa się(BTW: można tak napisać?)gdzieś w południowo-wschodniej części Anglii, w czasach króla Artura lub coś koło tego(nie zapominjcie o tym, że sam Tolkien dokładnie nie wie; wszak opiera się na przesłaniach, domysłach i podejrzanych dokumentach!).

Cóż ja jeszcze mogę dodać? Gdyby chciało mi się przeczytać wspomniany wyżej długaśny wiersz o przygodach Toma Bombadila, napisałbym o nim kilka słów. Ale że jestem leń, to nie napiszę, tylko w tym miejscu, niespodziewanie dla was, jak i dla siebie, zakończę.

Cava

PS.Jeszcze jedno, kluczowe słowo: Polecam!