» AM Fantastyka: wydanie #17

O tym jak Tolkiena zeszmacili

No,może "zeszmacili" to nieodpowiednie słowo. Ale z pewnością zmniejszyli wyjątkowość i niepowtarzalność jego dzieł. Jeśli chcesz dowiedzieć się,kto taki za tym stoi;-) i na czym owo zmniejszenie polega-czytaj dalej.

No więc tak. Tolkien stworzył wspaniały,wyjątkowy świat.Jego powieści fantasy(mam na myśli fantasy takie charakterystyczne,archetypiczne,z krasnoludami które władają toporami,długowiecznymi elfami i.t.p które chyba dopiero Tolkien zdefiniował)wyróżniały się z tłumu wszelkich innych opowieści-kryminałów,horrorów,thilerów i wielu innych,równie dobrych,choć nie tak orginalnych. To było po prostu całkowicie co innego,nowa ścieżka wytarta w dżungli literackiego świata. A Tolkien nie tylko wpadł na pomysł stworzenia Śródziemia-on w dodatku miał olbrzymi talent,poparty świetnym wykształceniem i doskonały pomysł doskonale zrealizował. Ale do rzeczy,bo póki co to słodzę panu Johnowi,a nie to miało być przedmiotem tego tekstu. Otóż wielu ludzi,zagłębiwszy się w ten świat,zapragnęło samemu coś stworzyć-no i w sumie dobrze, bo dzięki temu powstało wiele wspaniałych dzieł, które, gdyby nie opierały się na szkielecie tolkienowskiego Śródziemia-pewnie nigdy by nie powstały. Ale z drugiej strony-narodziło się setki książek i opowiadań kiepskawych, składających się z fabuły wymyślonej przez autora i świata zaczerpniętego z Władcy(może nie tyle świata,co pewnych stałych motywów-np.wspomniana już natura elfów i krasnoludów, postać czarodzieja-wątłego starca pod którego łachmanami czai się moc półboga i.t.p)Nastąpił przesyt. Wiecie,na czym to polega(a jak nie wiecie,to spróbujcie jeść na zmianę-tabliczka czekolady-paczka crunchips. Po kilku kolejkach zrozumiecie, w czym rzecz). Na rynku jest teraz tyle pozycji, opowiadających o tym samym co Władca,tylko w gorszy sposób, że pierwowzór traci na znaczeniu. Po prostu, jeśli dwadzieścia razy przeczytacie w książce/grze klasy b o tym, jakimi to krasnoludy nie są lojalnymi, silnymi wojownikami, to jeśli potem dwudziesty pierwszy raz przeczytacie to samo u Tolkiena-zemdli was. I w tym właśnie przejawia się, moim zdaniem, zmniejszenie wielkości Władcy Pierścieni. Po prostu tak często różni ludzie powtarzali w swoich zwykłych dziełach nadzwyczajne wzorce tolkienowskie, że straciły one na niezwykłości w pierwowzorze. Niezwykłość powieści została tyle razy powtarzna, że stała się standardem, rzeczą która powtarzana wiele razy przestała być tak wyjątkową-teraz jest wszędzie,jak Bar na przykład. I o ile to drugie od początku nie było niczym ambitnym czy wynoszącym się ponad przeciętność, to mnie osobiście smuci, że Władca tak skończył.

PS. Smuci mnie także to, że teraz wielu ludzi oceniać będzie książkę po filmie, który notabene stawiał na efekty specjalne, a nie na klimat. I wiecie co wam jeszcze powiem? Że Jacksonowi film by się po prostu tak dobrze nie sprzedał, gdyby nie wplótł chociaż kilku wątków z gatunku "zabili go i uciekł". Przykłady? "Przygoda"Aragorna z wpadnięciem do rzeki przed przyjazdem do Helmowego Parowu, czy idiotyczny moment gdy Legolas zjeżdża na tarczy po schodach, strzelając z łuku. Kretynizm! Idiotyzm! Bezsens! Absurdalność! Błazenada! ...Ufff, wreszcie to powiedziałem, ale mi ulżyło.(Żeby nie było-takich "momentów" znaleźć można więcej, jest też kilka pozytywnych rzeczy, ale negatywy przeważają)

PPS. Nie twierdzę, że wszystko co opiera się na Władcy jest złe-wręcz przeciwnie .Ale nawet w miarę przyzwoite klony upowszechniają ,czynią zwykłym, codziennym i szarawym te słynne, tolkienowskie założenia.

PPPS. Wyszperałem ten tekst dosłownie przed chwilą- nie wiem, co mnie kiedyś skłoniło, by uczynić go ukrytym, ale tak się właśnie stało, później o nim zapomniałem i znalazłem go dopiero przed chwilą. Strasznie fajnie czyta się coś takiego, co się napisało przed ponad rokiem- poglądy mi się troszkę zmieniły, a do filmu nie odnoszę się już z tak wielką niechęcią. Stwierdziłem jednak, że myśl przewodnia jest warta rozważenia i wysłałem go Tedowi- tradycyjnie, rad będę z wszelkich komentarzy.

Cava