ORYGINAŁ
Piję właśnie najgorszego jabola w życiu. Marki nijakiej. Dostałem go od
kumpla. Kumpel za pierwszego roku studiów robił
świetne wina. To dzięki niemu, a może przez niego, uniknąłem picia bełtów
przez całe studia. Jak raz wytoczył jabłkowe
z cynamonem to zahaczyłem o bramy raju. Ale potem te wina zaczęły się robić
średnie, a jeszcze potem nie chcieli ich pić
nawet studenci politechniki. W końcu skwaśniały do reszty, a ten kumpel też
skwaśniał jak jego wino.
Jakbym był mniej uparty, to bym już dawno ćpał. Przecież to odmóżdża jak
nic. Jestem osobą stworzoną do dragów, bo
chcę "siedzieć i żeby było fajnie". A jest staromodne narzekanie,
łażenie po mieście bez celu, czasem SDM... Nie idę
z duchem czasu. Wolę się odmóżdżać w tradycyjne sposoby. Piję (mało...),
palę (mało...), zarywam laski (mało...), pierdolca
dostaję często, ale jest to wynik naturalnych głupawek, a nie jakichś
wspomagaczy. Tak o. Siedzę sobie, nudno mi, to powiem
coś śmiesznego i sobie w to odpływam. I to się przeciąga do np. półtorej
godziny. Kocham fristajle. Przynajmniej nie jestem
taki jak wszyscy inni odmóżdżacze. Oni to komórki najnowsze, piw sto pięćdziesiąt
różnych, pięć klubów przez jedną noc
i trzy laski... A ja to się zalewam wódką jak się zatnę. Puszczę sobie 20
razy z rzędu ten sam kawałek Nirvany albo Metalliki.
Raz po meczu Polska - Armenia pokazałem cztery litery sąsiadce, będąc po
baterii piw. To była bardzo upierdliwa sąsiadka.
Taka nieszczęśliwa, ale była największą cipą bloku i lubiła mnie sobie
wypytywać (przez lata) o różne rzeczy typu : "A kto
cię uczy". itp. No to jej pokazałem dupę i wszystko się skończyło.
Wyprowadziła się potem. Uprzednio opowiadając swoją
przygodę wszystkim znajomym kumochom i kilku moim koleżankom. A jak dochodziłą
do słów "I pokazał mi tę czarną,
owłosioną dupę..." to wpadała w coś na kształt histerii podobno. Ale
i tak mnie lubi, bo wypytywała się potem kogoś tam jak mi
idzie na studiach. :P ! Stawiam na potęgę umysłu w odmóżdżaniu się, nie
dam się zdominować dragom i alkoholowi, dyskom,
laskom, karierze, kasie, nie. Tylko oldschoolowemu uporowi. Staremu dobremu dołowi
- lekarstwu na wszystkie bóle tego
świata. Do niego zawsze warto wrócić, poczuć się przytulnie na starych
śmieciach. Żadnych modnych ciuchów tylko te same
sprane koszule. Żadne techno trance w światłach wielkiego miasta. Stary dobry
blues o zimnym kotlecie, cztery dźwięki na
krzyż... Chyba tylko leniowi i niechceniu poszukiwania nowych wrażeń to
zawdzięczam, jak sądzę. Ostatnio spróbowałem
marychy i mi się spodobało. Po grassie wszystkie wariactwa są tak cudownie
naturalne, tak same ze mnie wypływają.
Na trzeźwo zawsze czuję że to w jakimś stopniu poza, że gram. Ale potem była
zmułka, więc nie sądzę że wprowadzę
trawę do swojego arsenału. Tym niemniej chcę zapalić drugi raz. Czemu nie
chwytam się jeszcze i tej metody umilania sobie
życia? Moja skorupa mnie chroni, wiecie, narkotyki, seks, takie rzeczy to
zawsze był w domu temat tabu, a jak nie potrafiłem
potem rozmawiać z rówieśnikami, to i mało się dowiedziałem. Więc niby skąd
miałem się przekonać do dragów? Alkohol też
był tabu, ale alkohol cała rodzina piła na imprezach. Więc takie tabu jak żona
księdza, wszyscy wiedzą, wszyscy cicho siedzą
Dlatego że się najzwyczajniej boję, to nie jestem popieprzony i nie biorę
dragów. Nie ćpam bo jestem zapyziały i ograniczony
i nie chce mi się palcem kiwnąć, żeby ćpać. Ogranizuję sobie wielkie
ucieczki na stopa, wiercę dziurę w kanapie pod niektó-
rymi ludźmi z którymi gadam na GG, bo tym ludziom w brzuchu to już dawno
wywierciłem, siedzę przed kompiskiem całymi
dniami, robię trzecie dokładki czwartego śniadania, wpierniczam śledzie i
razowy chleb, oglądam South Park i dobrze mi.
Czym ja próbuję zabłysnąć na tym świecie, który stawia na kreatywność i
dynamiczność? Powielaniem wzorów pierwszych
amerykańskich wieśniaków? Dziś miliony to jeden w jednego plagiatorzy, cała
masa ludzi, którzy w dzień wypruwają sobie
flaki dla Boga Zysku, a wieczorami i w nocy dla hedonizmu, faszerują się coraz
to nową grupą z tablicy Mendelejewa i kończą
w większości z dożywotnią dziurą w zwojach a w reszcie na cmentarzu.
Nowoczesne amerykańskie wieśniaki. Ja nadgryzam
sobie mózg w wybitnie reliktowy sposób. Pożegnam tych kreatywnych parafrazą
z Caleba, który to sparafrazował Tuwima:
"Jak i wy i ja kiedyś pochrzanicie sprawę, jedno będzie gówno".
Donald
14-01-2006
Prywata:
Pozdro dla Zabójcy, Tuxedo, R_T_N, Jędrzeja, aNomaLy, Michała Chmielewskiego,
Sato i innych, którzy aktualnie zalewają
AM swoimi tekstami.