Moje życie

Wrocilem do domu i stanalem w progu drzwi. Naszly mnie mysli...Dlaczego ja sie mecze? Przeciez moj dzien wyglada za kazdym razem tak samo... Dla kogo to wszystko. Dla kogo lub czego znosze meczarnie 8 godzin dziennie w moim zasyfialym biurze, z ludzmi czyhajacymi by mnie wkopac i wywalic z roboty by znalezc miejsce pracy dlaj rodziny? Jaki jest w tym sens?

Wstaje o 6.30 by w godzine wyszykowac sie do pracy i w 30 minut dotrzec do niej. 30 minut w zupelnosci mi wystarcza na to by sie ogarnac po nocnych zmaganiach ze snami i jawami. Czasami nawet siadam sobie na krzesle coby nie przyjechac do pracy za szybko. Wtedy bym sie wyroznil, a jak wiadomo robic tego nie wolno, lub przynajmniej nie powiinno, tak naprawde. 

W pracy zmagam sie z przeciwnosciami mojego umyslu a umyslami ludzi otaczajacych mnie zewszad. Jedni chca tego inni tamtego a jeszcze inniejsi tamtejszego. Nachodza mnie co kilka minut nie dajac chwili spokoju. Czasami miewam takie dni, ze do nikogo sie nie odezwe. Ot po prostu, bo po co mam do nich mowic, skoro i tak mnie albo nie uslysza bo uslyszec nie chca, albo nie maja czasu by mnie uslyszec.... Raz udalo mi sie zostac pracownikiem miesiaca. Zamiast 8 godzin robilem po 14, a co, nie mozna? Wtedy kilku ludzi jakos dziwnie na mnie zaczeli patrzec, ale postanowilem sie tym nie przejmowac, bo po co? Jak zazdroszcza to ich wina. Rownie dobrze oni tez moga robic po 14 godzin, heh....Ta tylko oni maja rodzine dzieci i tak im nie wypada. A kasy chca wiecej...tak naprawde. 

Po powrocie do domu, zamykam sie w nim. Czasami wydaje mi sie taki maly, czasami taki duzy. Zalezy od humoru mi sie widzi. Czasami wydaje mi sie, ze jakis pokoj nagle zniknal, albo jakis inny sie pojawil. Dziwne prawda? Od 2 lat nikt w moim domu nie byl. Bo po co? Rodziny nie mam, a jak juz jakas mam to o niej albo zapomnialem, albo nie wiem ze mam, wiec mnie nie odwiedzaja ani ja ich nie odwiedzam, bo nie mam kiedy i po co. Przyjaciol tez nie mam, bo po co? W koncu zaczna przychodzic pozyczyc kase, jak to przyjaciele prawda, a ja ta kase mam ale i tak nie dam bo wiem ze nie oddadza - to sa tzw przyjaciele. Gdy tak jestem kolo 17 w domu, to wtedy zaczynam zyc, tak naprawde. 

Po zjedzeniu jakiegos czegos szybkiego klade sie na loze, oczywiscie 2 osobowe - bo wygodny jestem. Zamykam oczy i staram sie zapomniec o wszystkim. O moim mieszkaniu, o pracy, o tym ze mialem cos dzis zrobic, a czego i tak nie zrobie, bo zazwczyaj nie jest to wazne. Sen blogi slodki i zazwyczaj krotki ogarnia mnie. Snie o kobiecie, tylko po kiego grzyba, bo niby do czego mi ona? Budze sie tak szybko jak wolno zasnalem, wstaje z loza i ide do lazienki popatrzec jak wygladam. W sumie jak co dzien dzien w dzien nic sie nei zmienilo. Doslownie i w przenosni. Szoruje szczoteczka po zebach mych by jezcze bardziej je wybielic, choc juz pewnie i tak nie mozna, bo gdy ktos myje zeby 6 razy dziennie, to bielszych juz miec nie moze. Splukuje twarz woda biezaca, by zetrzec z siebie starosc dnia i obudzic sie przed snem, by zasnac lepiej i lepiej mi sie spalo. Prawie pol nagi krocze mokry po domu, do kuchni, do lodowki, do stolu, by znowu cos niecos szybkiego na wpol cieplego z mikrofali odgrzanego wczorajszego zjesc. Staram sie oszczedzac, bo po co ma sie marnowac, skoro mozna wykorzystac troche pozniej...czy wczesniej...zalezy od humoru i glodu, tak naprawde. Czytac ksiazke próbuje, ale jakos ciezko mi to idzie, bo swiatlo mi zle pada. Ide spac by jutro do roboty wstac, bo trzeba isc by moc zyc i pieniadze miec by cos szybkiego cieplego zjesc... Klade sie sam, na moim wygodnym duzym i szerokim lozu dwuosobowym. Zasypiam snem ciezkim, bo zmeczony strasznie dniem calym i kawalkiem wczorajszego jestem, a najbardziej mnei meczy mysl o jutrzejszym, ze znow bede zmeczony dniem dzisiejszym i jutrzejszym. No ale nic, to jest zycie i trza zyc, tak naprawde. Branoc...

szpadel
ofca
mlody
szpadel@gmail.com
2620684