Jesteś



Jesteś. Światełkiem w tunelu, jakie widzą ludzie przeżywający śmierć kliniczną. Wiesz, co jest ciekawe? Czy ci, którzy nie wychodzą z tej śmierci cało, także widzą to światełko. A może to tylko kolejne oszustwo naszego świata, a my po prostu chcemy widzieć coś tam, gdzie kończy się nasze życie?

Jesteś. Istotą doskonałą, której nigdy nie ośmieliłem się czegokolwiek zarzucić. A jeśli nawet tak było - wybacz, robiłem to wyłącznie po to, by zwrócić na siebie uwagę. Sama wiesz jak to jest, gdy nie wiemy, jak zacząć i zwykłe niezauważanie może bardzo boleć. Właśnie... wiesz?

Jesteś. Orzechowym ciastkiem, na jakie czekałem całe życie. Dziesiątki, setki cukierni i zawsze rozczarowanie, za każdym razem smak mijał się z moim wyobrażeniem. A ja przecież nie mam specjalnych wymagań, trochę spulchniacza, kilka bakalii i już jestem kupiony.

Jesteś. Oparciem, trybikiem każdego układu, katalizatorem, motorkiem napędowym i może skończę już z tymi porównaniami, bo niebezpiecznie mi one schodzą na mechanikę samochodową.

Jesteś. Moim wyobrażeniem o tym, jak powinna wyglądać chodząca piękność i chociaż zwykle nie zgadza się to wyobrażenie z rzeczywistością, trafiłaś w nie idealnie. Albo inaczej: to wyobrażenie trafiło, zobaczywszy tak wspaniały twór przyrody.

Jesteś. Przestrzenią, w której można zatapiać wzrok godzinami, absolutnie niczego przy tym nie odnajdując. W oczach widziałem wielokrotnie próżnię, próbowałem się przejrzeć, ale towarzyszyło mi tylko uczucie pustki. Dziwne, bo przecież tak wiele dla tych oczu znaczę, a nie potrafię w nich nic zobaczyć.

Jesteś. Ucieleśnieniem tego, co wcześniej nazywałem marzeniem. Dwójka dzieci, pies, domek z białym płotkiem i ktoś, kto te dzieci nakarmi, będzie pamiętał o szczepieniu psa i czasami oprze się o płotek, popatrzy przed siebie i powie, że jest szczęśliwy. Przy mnie.

Jesteś. Nie wiem, doprawdy nie wiem, jak i komu mam za to dziękować. Kiedyś sobie postanowiłem, że jeśli tego będzie wymagało uczucie, przyjmę jakąkolwiek wiarę. A teraz nie mam najmniejszego pojęcia, czy czuwa nad nami jakiś Budda, czy strzelił do mnie Kupido, może inny jeszcze bożek, czy to się dzieje tak po prostu - bo kiedyś wybuchło coś naprawdę wielkiego, a z niepozornych atomów powstał najpiękniejszy układ tego świata. Ten, w którym oboje żyjemy. Słoneczny.

Jesteś. Nie wyobrażam sobie życia „obok”, nie wyobrażam sobie życia „bez”. Uzależniłaś mnie od siebie najmocniej, jak to tylko możliwe. Nie chcę nawet myśleć, co będzie, jeśli to się skończy. Może lepiej w ogóle nie myśleć? Chciałbym się już tylko cieszyć. Inaczej te resztki człowieczeństwa jakie we mnie pozostaną trafi szlag, nie pierwszy raz zresztą.

Jesteś. Gdzieś tam, przede mną. Miną jeszcze miesiące, może lata, ale ja i tak znajdę to, do czego dążymy wszyscy.

I pokocham. Na pewno.



Tuxedo

tuxedocomen@poczta.onet.pl