|
AKCJA NAD RZEKĄ 27.01.2oo6
***
Ostatnio bardzo
intensywnie wspominam beztroskie lata młodości. Robię to chyba z nudów,
jako że ferie trwają a na dworze zimno. Siedzę w swoich czterech
kątach i myślę co ja kiedyś robiłem. Cała rodzinka zgodnie kiedyś
potwierdziła, że byłem nie do upilnowania. Rozrabiaka pełną gębą. No
troszkę się tam przeskrobało:) Gdy miałem 7 lat chciałem imać się
każdego zajęcia. Wyobrażałem sobie, że umiem wszystko. Kiedy tylko widziałem
jak ojciec jedzie samochodem, powiedziałem sobie: "też tak umiem!".
Postanowiłem zwędzić klucze od samochodu i trochę pojeździć.
Wydedukowałem, że policji raczej nie spotkam, bo moja posiadłość
umiejscowiona jest na peryferiach mojej mieściny.
No i
pojeździłem. Przejażdżka skończyła się w rowie:) Pamiętam, że udało mi się
wrzucić wsteczny i przekręcić kilka razy kierownicą, ale to było za mało:)
Na szczęście furze za dużo się nie stało. Auto zostało wyciągnięte, a
ojciec stwierdził: "Ech, Błażej, rajdowcem to ty nie będziesz". Tak więc
kierowanie wehikułami różnej maści sobie darowałem, jednak znalazłem
następne zajęcie. Z mego pokoju rozchodzi się piękny widok na rzekę. Po
prostu cudny landszaft. Jako szkrab zastanawiałem się co robią panowie,
którzy siedzą nad brzegiem z jakimiś kijkami. Szybka zmiana w agenta
wywiadu i "wywiedzenie" się wszystkiego o tych gościach,
stwierdziłem: "Ja też będę łowił ryby!!!"
Rodzice z
początku sceptycznie odnosili się do tego, jednak przypomniałem im, że to
w miarę bezpieczniejsze zajęcie niż dajmy na to jeżdżenie samochodem przez
małego dzieciucha. Gdy już mała latorośl przekonała matkę i ojca,
przyszedł czas na omówienie zagadnień sprzętu. Jako dobrze zapowiadający
się młody rybak, obserwowałem programy w TV o ów tematyce. Po rozważeniu
przekazu płynącego z telewizora stwierdziłem, iż najlepiej dla takiego
wędkarskiego talentu jak ja od razu zacząć od spinningu. Spinning służył
głównie do łowienia tych większych ryb, jak np. szczupak. Gdy wymarzyłem
już sobie taką megahiperwypasekstratotalfull wędkę powiedziałem tacie o
tym jakiego sprzętu potrzebuje, i że liczę na jego poparcie, głównie
finansowe. Ojciec uśmiechnął się i powiedział bym poczekał do jutra.
Zadowolony tym, że udało mi się tak szybko przekonać ojca odkryłem w sobie
talenty negocjatorskie, ale te wypróbuję kiedy indziej.
Nazajutrz
obudziłem się wcześnie rano. Nie mogłem się doczekać gdy ujrzę ten
sprzęcior! Ojciec powiedział bym, że cały ekwipunek czeka w piwnicy.
Biegnąc po schodach widziałem już oczyma wyobraźnie, jak wśród wzburzonych
fal, wraz z platynową wędką i najlepszą przynętą wyciągam bestie ważące
wiele kilogramów. Niestety, gdy dotarłem do celu... najzwyczajniej się
zdziwiłem. Pomyślałem sobie, że to jakiś żart. Przed sobą miałem wprawdzie
spinning ale... nie, wybacz to była parodia spinningu. To był biały kij,
owinięty jakby korkiem [tak, takim jak od szampana!] tam gdzie był uchwyt.
Kiedy chwyciłem za ów cud techniki wędkarskiej doznałem kolejnego
zdziwienia. Zdziwienie było spowodowane tym co tam pisze. Ni w ząb nie
wiedziałem tego. Były tam jakieś śmieszne literki. Jedyne co zapamiętałem
to cztery duże, czerwone litery CCCP:) Nie wiedziałem co to znaczy,
pomyślałem: "Jaki kraj jest w stanie zrobić takie badziewie???". Teraz
właśnie wszedł mój ojciec, który chyba pomyślał, że jego syn ma łzy w
oczach ze szczęścia, iż posiada taki sprzęt, takie dzieło techniki,
cud świata. Zapytałem się skąd to wytrzasnął. Ojciec, pełen dumy,
powiedział że od dziadka. Wyjaśnił mi, że jest to wędka wysokiej jakości,
wykonana z włókna szklanego. Pomyślałem, że nie liczy się wygląd tylko
możliwości, ale przyznam szczerze, marzyłem o takim sprzęcie jaki mieli ci
panowie z TV.
Od ofiarowania
wędki a wypróbowania jej minęło kilka dni, ponieważ trzeba było ją jakoś
doprowadzić do stanu używalności. Kiedy była już gotowa chciałem udać się
nad pobliską rzekę by ukazać swój rybacki kunszt ale ojciec powiedział, że
nie pójdę sam, a on teraz nie może, tak więc trzeba to przełożyć. Szybko
znalazłem konkretny argument. Nad rzeką było wielu rybaków, a poza tym
łowił także sąsiad, więc on mnie przypilnuje. Ojciec z początku nie
chciał się zgodzić, jednak jakoś go przekonałem.
Zadowolony
udałem się nad wodę w celu wyłowienia rybich bestii z morskich czeluści.
Rozstawiłem sprzęt i zarzuciłem, lub jak to przekonywał Pewien Gość,
zapodałem przynętę:) Po około godzinie ciągłego rzucania i zerowych
efektów wyzwałem wszystkie ryby i myślałem gdzie popełniłem błąd. Nie
wiedziałem tego za cholerę, jednak ukradkiem zobaczyłem jak sąsiad wyciąga
dużą rybę. Zaczaiłem się w krzakach i obserwowałem jak to robi. Po 10
minutach, bogaty w doświadczenie chwyciłem za swój sprzęt i powtarzałem
procedurę. Jednak nadal fiasko. Mocno zdegustowany, stwierdziłem, że
potrzebuję chleba który wrzucę do rzeki. Przyciągnie on potencjalne rybie
zdobycze. Poleciałem więc do domu i wziąłem cały bochenek chleba. Dziś się
z tego śmieje ale przekroiłem go, zostawiłem trochę i tą większą część
wrzuciłem do rzeki... Jej, młody i głupi byłem:) Wtedy myślałem, że każda
ryba to zeżre, dziś wiem, że nawet Kraken miałby problemy ze
skonsumowaniem tego chleba. Czekałem długo i nadal nic. Znowu
zacząłem podglądać sąsiada i stwierdziłem, że on rwie chleb na małe
kawałki. Też chciałem tak zrobić, ale chleb, który mi pozostał sam był
małym kawałkiem. Nie poddałem się i wrzuciłem go, po wcześniejszym
przetworzeniu go na jeszcze mniejsze części.
Czekałem,
czekałem i jeszcze raz czekałem i nadal nic. Gdy tak siedziałem
stwierdziłem, że rybaków jest coraz mniej. Hmm, dziwne przecież nie zanosi
się na deszcz, a poza tym jest wcześnie. Mój sąsiad też zaczął się szybko
zwijać. Ja jednak zostałem. Nikogo już nie było, a mi zaczęła doskwierać
porządnie nuda. Z tych właśnie nudów zacząłem się rozglądać. Jakie
było moje zdziwienie kiedy ujrzałem faceta w pomarańczowej kamizelce.
Olałem go, jednak po chwili odczułem strach. Pamiętam jak ojciec
mówił coś o strażnikach, którzy sprawdzają czy ktoś łowi legalnie. Cały
zbladłem. Moja wyobraźnia zaczęła wymyślać, jak to po chwili pojawia się
helikopter, łódź szturmowa i samochód terenowy, a z wszystkich tych cudów
techniki wyskakują komandosi SAS, Navy Seals, SWAT, GROM, tylko po to by
pojmać małego chłopaka, który stawia swe pierwsze kroki w świecie połowów
rybnych, wprawdzie nielegalnie ale stawia. Facet nie widział mnie jeszcze.
Ja już ostro się bałem i nagle do głowy przyszedł mi pomysł, z którego
dziś mam ubaw po pachy. Przypomniały mi się filmy sensacyjne. Tam przecież
wszyscy bandyci chcą zatrzeć ślady i wymyślić sobie alibi. No i zrobiłem
to... Wrzuciłem szybko spinning do rzeki i wymyśliłem alibi, że to niby
jestem na spacerze. Facet przyglądał mi się dziwnie ale nic nie powiedział
tylko poszedł dalej. Gdy oddalił się chciałem wyciągnąć spinning, ale nie
było go widać, a ja pływać nie umiałem.
Pozostało mi
tylko wrócić do domu i przyjąć porażkę. Musiałem się też wytłumaczyć co
się stało z moim ekwipunkiem. Gdy to opowiedziałem, wiedziałem, że kara
będzie, jednak wszyscy zaczęli się śmiać. Po tym
incydencie postanowiłem darować sobie łowienie ryb.
HAVOC
503464033 |