WILK BARDZOZŁY

 

 

 

 

 

 

 

Tam, gdzie las stoi potężny a zwierzątka radośnie harcują żyje Wilk Bardzozły. Bestia, demon, diabeł, tak właśnie nazywają go kochani mieszkańcy lasu. Większość się go boi, no ale zawsze znajdzie się jakiś maczo przed którym drży nawet Bardzozły! Tak, serio! Zaprawdę powiadam wam, w lesie żyje osobnik, wywołujący ataki panicznego strachu u Wilka. Ten pogromca to nikt inny jak miś. Miś Zenobiusz S. Pokojny, z zamiłowania leniuszek i degustator miodku z pobliskiego ula. Jednak Zenobiusz nie wyżył się za bardzo w młodości i teraz cierpi. Mianowicie ma FAZY. Smutne to, ale miś dwa, trzy razy w miesiącu wpada w amok. Demoluje wszystko co spotka na swej drodze, a jeśli spotka jakiegoś nieboraka to... oj lepiej nie mówić, bo można osiwieć ze strachu! Ostatnio burmistrz lasku musiał wzywać spory oddział prewencji by uspokoić szaleńca. Jednak cięcia w budżecie spowodowały, że prewencja nie posiadała odpowiedniego ekwipunku. Jedyne co mieli to hełmy, tarcze i pałki, wzięte od dawnych funkcjonariuszy ZOOMO, a cały ten sprzęt miał poważne wady.  Zmieńmy temat lejdis end dżentelmen, bo dzisiejszy dzień zasługuje na uwagę! Bardzozły ma URODZINY!!! Yeah! Będzie balanga na całego, będzie miodek z przemytu bo miś nie chciał się podzielić [pitny, no a jak inaczej!], nagie laski będą się słaniać i ogólna euforia. Ale, niestety, to tylko marzenia, w końcu nikt nie będzie balował w towarzystwie Bardzozłego, ponieważ strach przed nagłym skonsumowaniem przez solenizanta jest jednak większy, no a sam Wilk z Zenobiuszem, też balować nie będzie, chyba, że tak bardzo lubi dostawać w kuchnię. Jest godzina 11 rano, a główny bohater tej opowiastki, wpadł na iście genialny pomysł.

TRZA COSIK ZJEŚĆ!!! - pomyślał Wilk, a jego mózgownica cały czas zastanawiała się nad poszukaniem pożywnego pokarmu. Jako, że Bardzozły bystrym wilkiem nie był tak trochę się zeszło.

...godzina

...dwie

...trzy

Aż w końcu! Nastała ta chwila w której Wilk wykombinował co by tu wrzucić na ruszt. Zapomniał przecież, że w piwnicy ma suszone grzybki, zakupione od pewnego pana, który tak jak szybko sprzedał swe dobra tak szybko się zmył! Wilk nie myśląc nad tym wiele, szybko przygotował patelnię aby sprawić, że suszone grzybki zmieniły się w grzybki smażone. I tak nasz kucharz-amator, po kilkunastu minutach [i oparzeniach się, ba! Jak wilk głodny to i niecierpliwy tak więc pcha paluchy do patelni], danie było gotowe. Jednak czegoś Wilkowi brakowało w potrawie. No tak - szczypiorku! Ale zwierz nie wiedział skąd tu wziąć warzywo. Wychylił łeb przez okno, patrzy... w lewo... w prawo... w górę... w dół... Patrzy w dół... Patrzy łapczywie na trawę... A co tam! Na bezrybiu i rak ryba! W myśl tej dewizy, Bardzozły chciał ręką sięgnąć świeżą, zieloniutką trawkę, bynajmniej nie po to by zajarać:) Jednak nie trafił w trawę swą wielką łapą. Poczuł takie dziwne łaskotanie, stęknął i wystawił łeb za okno.

- AaaaAAAAaaaAAAAAaaaaaaaaaAAAAAAch!!! MROWISKO!!! - wydarł się Wilk tak głośno, że okoliczne drzewa straciły liście. Wilk chciał bardzo szybko wyciągnąć rękę z "posiadłości" mrówek, ale nie wyszło i... doszło do tego, że wychylił się za bardzo i wypadł przez okno prosto w mrowisko. Malutkie zwierzątka szybko rozeszły się po jego ciele. Wilk wyrwał jak oparzony. Biegnąc tak nie zauważył gałęzi, która akurat była na wysokości szyi Wilka. Huknął zdrowo, gałąź pękła a on sam majaczył:

- Ga..ga..ga.. Mamo ja naprawdę byłem w szkole... HuuuuUUUuuuu... Mówcie mi Napoleon! De..de..de...

Jedyna pociecha była taka, że po tak silnym uderzeniu Wilk w try miga pozbył się mrówek, no ale to już sam Wilk wie co by wolał: gryzące stworzonka czy kraksa z gałęzią.

Kiedy Bardzozły odzyskał przytomność, zaklnął siarczyście pod nosem, wstał, rozejrzał się, i patrząc na trawę przypomniał sobie o daniu, więc zerwał dwie garści i ruszył do domku.

Będąc w swej posesji zaklnął siarczyście po raz drugi, cholera, grzybki wystygły totalnie. No więc Wilk powtórzył procedurę z podgrzewaniem. Stojąc tak nad garami rozmyślał nad tym jakże ważnym dla niego dniem. Miał pecha bo ma urodziny raz na cztery lata, z tego powodu po raz trzeci walnął bluzga, tak że omal sztuczna szczęka wpadłaby do grzybków [swe ostre zębiska wilczur stracił podczas ostatniej fazy Zenobiusza]

Wszystko zapięte na ostatni guzik! Grzybki już czekają na talerzu a sam solenizant już rozpoczął konsumpcję, jako, że głodny był bardzo! Po posiłku wilk rzucił talerzem do zmywaka i przeciągnął się na krzesełku.

- BBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUURRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

- Jezu! Co to było? - przeraził się Bardzozły, nie na żarty. Po chwili skumał jednak, że potężny odgłos pochodzi z jego brzucha...

- Eeee, objadłem się... To pewnie nic takiego... - pocieszał się Wilk, ale na darmo, bo za chwile dostał tak potężnego ataku biegunki, że spędził całe 50 minut w WC.

10 minut...

20 minut...

30 minut...

40 minut...

50 minut upłynęło i Bardzozły wyszedł z kibla. Nie wiedział zupełnie co spowodowało tak szybki atak, ale stwierdził, iż to wina tego podniecenia spowodowanego tym jakże ważnym dniem.

Później, coś koło godziny 17 Wilk Bardzozły, chciał zastraszyć mieszkańców lasu po raz n-ty. Posiadał on monopol  w tej kniei na prawie wszystko. Wódka, piwo, dragi, diwki, ooops sory, Wilk nazywał je diwami. Jego dewiza: "Mogę się nawalić, mogę walnąć se w kanał ale po co gdy mogę dmuchnąć se diwkę!". Wszystko było jego prócz jednego - miodu pitnego, którym rządził S. Pokojny. Uradowany tym, że rozkwasi komuś facjatę udał się nad strumyk. Akurat koło 17 dilerzy sprzedawali mieszkańcom lasu różne "fajne rzeczy"

- Tam będzie dużo tego tałatajstwa, czyli tałatajstwo = gęby do obicia! - w głowie Wilka narodziła się myśl, ale to skomplikowane obliczenie matematyczne sprawiło, że Wilk omal nie stracił przytomności. Musiał zatrzymać się na moment by dotlenić mózg po tym wysiłku. kiedy dotarł już na polankę zdziwił się bardzo, ponieważ nie było tam żywej duszy. Wkurzony Wilczur, pomyślał gdzie oni do cholery mogą być?           - Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm pójdę na Górkę Niedoszłego Abstynenta, tam pewnie coś się dzieje!!! - olśniło go, i jak pomyślał tak uczynił! Ale... Też ni ch... znaczy się nikogo tam nie było. Pusto wszędzie, głucho wszędzie, zaraz Wilk wkur***ny będzie!!! Obskoczył tak jeszcze z 20 różnych miejsc i jeden społeczny przybytek ale nikogo nie znalazł. Leśny burdel był zamknięty na cztery spusty. Wilk usiadł na kamieniu i aż zawył ze zdenerwowania. Wył głośno, ale już miał na karku swoje lata i wycie przypominało śpiew dachowców w marcową noc. Wilk zapewne też tak pomyślał i ucichł, zawstydzony tym, że się starzeje.

 

I tak, nasz bohater postanowił wrócić do domku, jako że robiło się już późno. Całą drogę myślał nad tym gdzie wcięło tych łapserdaków. Nagle zatrzymał się, zimny pot oblał jego skronie i żyły, które aż wyszły ze zdenerwowania na jego skroniach. Sięgnął za pazuchę i gorączkowo wyjął kalendarz dla dorosłych z Playwolfa.

- O..o...oby...obymmm... obym się mylił - szeptał nerwowo - SHIT! Dziś jest 18 a Zenobiusz jeszcze nie miał fazy!

 

TTTTTRRRRRRRAAAACCCCHHHHHH!!!!...

...

...

...

...

...

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ

 

- Cooo sięęęęę stałooooo??? - pyta się wilk - Kiiimmmm paniii jesttt? Czyyy tooo krainaaa wiecznychhh łowówww?

Pielęgniarka uśmiechnęła się - Jest pan w szpitalu, na OJOMie.

- Alee czemuu? Achhhh boliii mniee łebbb!!! - zawył pacjent

- Heh, nie dziwię się, co za głąb wychodzi do lasu, wtedy gdy Zenobiusz ma fazę - powiedziała pielęgniarka tonem nader władczym i zostawiła jakąś karteczkę. Wilk chciał sprawdzić co to jest i... zemdlał. Tak, to był... rachunek.

 

KONIEC

KURTYNA!!

 
 
 
 
 

HAVOC
503464033