Alienacja religijna Feuerbacha

Przyznacie, że sam tytuł tego arta powala. Ale spoko, to nie jest takie straszne jak wygląda. Feuerbach (Ludwik) to taki bawarski filozof, a jego poglądy są wielce interesujące. Dlatego kiedy mój wykładowca z filozofii (zresztą najbardziej wykręcony człowiek jakiego znam) oznajmił, że na zaliczenie trzeba napisać esej na temat któregoś z poruszanych na wykładach zagadnień od razu wiedziałem, że będę pisał o poglądach Ludwika na wiarę. Do sprawy zabrałem się rzetelnie, bo przyznać muszę, że mój wykładowca zainteresował mnie filozofią. To jest niebywałe co niektórzy myśliciele wyczyniali! Jeden nosił nogawki różnej długości (awangarda, proszę Państwa, awangarda!), inny (dodajmy że chodzi o Nietzschego) długo chorował na kiłę i swoje podniosłe myśli często dyktował w wielkiej gorączce, a zatem niekoniecznie będąc w pełni władz umysłowych. Ale wróćmy do Feuerbacha. Gotowi na mini wykładzik?

Feuerbach w młodości był głęboko religijny, dopiero potem coś mu się poprzestawiało w temacie wiary. Stał się bardzo niechętny religii. Wydaje się, że korzeni tej niechęci należałoby poszukiwać w latach trzydziestych XIX wieku, gdy zaczęto domagać się radykalnej przemiany stosunków społecznych. Bardzo mocnej krytyce został poddany między innymi ustrój monarchistyczny. Wtedy to kręgi, którym zależało na utrzymaniu panującego wówczas porządku rzeczy próbowały religią chrześcijańską uzasadnić istnienie hierarchii społecznej oraz monarchii.

Ludwik Feuerbach za źródło powstania religii uznał świadomość człowieka, świadomość własnej egzystencji. Filozof twierdził, za Ksenofanesem, że nie Bóg stworzył człowieka, tylko człowiek stworzył Boga, na swój obraz i podobieństwo. Religia jest według Feuerbacha wyrażeniem ludzkich pragnień: człowiek pragnie być dobry, a więc stworzył Boga, który jest dobry. Człowiek pragnie być nieśmiertelny, więc stworzył Boga, który jest nieśmiertelny. Myśliciel wyraził przekonanie, że człowiek zawsze czcić będzie w swoich bogach wartości, które ceni sobie najbardziej, cechy ludzkie, które uważa za najszlachetniejsze. Dlatego też według Feuerbacha człowiek tak naprawdę zawsze wielbił siebie. Ponieważ system wartości człowieka w miarę upływu wieków zmieniał się, stąd i bogowie się zmieniali. Ewoluowali razem z człowiekiem. Dlatego też przed wiekami człowiek, będący pełen podziwu dla siły fizycznej i witalności, stworzył i czcił bogów, którzy imponowali siłą i bezwzględnością. Gdy natomiast człowiek za najwyższe wartości uznał miłość, mądrość, roztropność; wówczas pojawił się Bóg będący Miłością, Mądrością i Roztropnością - Bóg chrześcijan (strach pomyśleć co będzie jak człowiek uzna, że taka Doda Elektroda to przykład cnót wszelkich godnych naśladowania :)).

Jesteście tam jeszcze? No to jedziemy dalej. Filozof uważał, że człowiek umieszczając w Bogu najcenniejsze cechy swojej istoty wyobcował, wyalienował ją od siebie. Człowiek "oddał" w ten sposób Bogu to, co miał najcenniejsze. A skoro "oddał" Bogu uczciwość, to sobie "zostawił" tylko łajdactwo. Skoro "oddał" Bogu moralność, to sam już musi być niemoralny.

Feuerbach chrześcijaństwo uznał za szczytową, ostatnią formę świadomości religijnej, od której dokonać się musi przejście do świadomości nie - religijnej, a więc "ludzkiej" (ufff...). W tym filozof widział ratunek dla ludzkości. Religia była bowiem dla myśliciela "dziecięcą istotą ludzkości." Dopiero gdy człowiek zrzuci jej kajdany (ale zabrzmiało) pozbędzie się złudzeń co do własnej istoty i będzie w pełni świadomy prawdy o sobie samym. Feuerbach mówił do człowieka: "Twój Bóg to Ty." Według filozofa gdy człowiek uświadomi sobie tą prawdę wszystkie szlachetne cechy jakie "oddał" Bogu zostaną mu przywrócone. Feuerbach zatem najpierw zdetronizował Boga, a następnie na jego miejscu postawił człowieka. "Człowiek człowiekowi Bogiem" - ogłasza dumnie filozof przy czym nie ma on na myśli pojedynczego człowieka lecz cały rodzaj ludzki. To ludzkość jest Bogiem. Wychodząc z tego założenia myśliciel twierdził, że należy zbudować wspólnotę opartą na wzajemnej miłości wszystkich ludzi (jak to pięknie brzmi!). Zbudowanie takiej wspólnoty jest możliwe ponieważ jednostki różnią się od siebie, a poprzez to mogą się wzajemnie dopełniać (jakie to proste!). Ludwik Feuerbach był w pełni przekonany (skąd ta pewność?), że wspólnota ta może osiągnąć prawdziwe szczęście ponieważ odrzucił on ideę, że w naturze ludzkiej zawarty jest pierwiastek zła (naiwniak, co nie?). Dla myśliciela sama natura człowieka jest dobra. Stąd też wynika wiara Feuerbacha, że w społeczności możliwy jest autonomiczny system norm regulujący harmonijne współżycie, bez potrzeby formułowania nakazów i zakazów, których złamanie groziłoby sankcjami (totalna utopia, nawiasem mówiąc).

Feuerbach poddał religię totalnej krytyce, uważał ją za źródło zła społecznego. Twierdził on z całą mocą, o czym już wspomniałem, że człowiek "umieszczając" w Bogu najcenniejsze właściwości (dobro, piękno, prawda), sam je w ten sposób traci. Im bogowie są większymi masterami tym słabszy jest człowiek. Im bardziej człowieczy jest Bóg tym mniej człowieczy jest człowiek. "Człowiek potwierdza w Bogu to, co neguje w sobie samym" - pisał filozof. Religia zatem według Feuerbacha odarła człowieka z jego prawdziwej natury, pozbawiła go najszlachetniejszych cech.

Według Feuerbacha wiara jest siłą niewolącą rozum. "Dogmat to nic innego jak wyraźny zakaz myślenia" - stwierdził filozof zaznaczając, że religia uniemożliwia swobodne posługiwanie się rozumem, wyobraźnią i uczuciem. Według Feuerbacha religia hamuje również, poprzez ograniczanie swobody, postęp, nie sprzyja rozwojowi człowieka.

Za warunek wkroczenia w nową epokę historyczną Feuerbach uznał porzucenie religijnej iluzji nieśmiertelności. Filozof uważał, że człowiek, który łudzi się obietnicą wiecznego szczęścia rezygnuje tym samym z walki o szczęście ziemskie. "Myśl o przyszłości historycznej posiada nieskończenie większą zdolność pobudzenia człowieka do wielkich czynów niż marzenie o wieczności teologicznej" - powiadał filozof.

Zapoznałem się z poglądami Ludwika Feuerbacha z niezwykłym zainteresowaniem. I cóż, mogę powiedzieć bardzo krótko: dziwaczne toto. Przede wszystkim sprzeciw wzbudza we mnie stanowisko filozofa, że religia jest zjawiskiem złym, działającym na szkodę pojedynczego człowieka jak i całej ludzkości. Jestem osobą wierzącą i ten fakt na pewno determinuje do pewnego stopnia moje poglądy i mój sposób rozumowania. Sądzę jednak, że obiektywnie rzecz ujmując religia jest zjawiskiem pozytywnym. Religia jest odniesieniem człowieka do Boga, do boskości. Najważniejszym celem dla człowieka wierzącego jest osiągnięcie Zbawienia, czyli wiecznego obcowania z Bogiem w pełni szczęścia. Drogą do osiągnięcia tego stanu jest natomiast życie zgodne z Przykazaniami Bożymi, a więc mówiąc w skrócie nie bluźnienie Bogu i nie krzywdzenie bliźnich. Religia zatem ma czynić, i czyni, człowieka lepszym!

Wydaje się, że Feuerbach mocno przecenił rolę religii w dziejach człowieka. Była ona dla niego tak istotnym czynnikiem, że nawet dzielił okresy w dziejach ludzkości w zależności od tego jaka w danym czasie panowała religia. Uważał również, według mnie błędnie, że jedynym antidotum na poprawienie stosunków społecznych jest zniesienie religii. Działo się tak w dużej mierze dlatego że Feuerbach, na co zwrócili uwagę Marks i Engels (na fajnych kolesi się powołuję, nieprawdaż?), rozpatrywał człowieka poza stosunkami społecznymi, poza historią. Za zło, jakie było obecne w świecie, za zły stan ludzkości nie obwiniał utrzymującej się nierówności społecznej, systemu monarchii, krwiożerczego kapitalizmu (dzisiaj byśmy dodali jeszcze takie klęski jak Doda Elektroda czy Jarosław Kaczyński :)) a tylko i wyłącznie religię.

Największy mój sprzeciw budzi jednak teoria Feuerbacha mówiąca o tym, że człowiek "umieszczając" w Bogu (alienując - szpanuję mądrymi słówkami) poszczególne swoje cechy sam je utracą. Według mnie przeczą temu obiektywne fakty. Gdy mamy bowiem wymienić największe autorytety moralne w dziejach najczęściej padają nazwiska osób duchownych (Jan Paweł II, Matka Teresa, Dalajlama), osób które są głęboko wierzące i które swoje życie bardzo mocno związały z religią. Wiara zatem nie uczyniła ich gorszymi ludźmi, a wręcz przeciwnie: uszlachetniała ich. Ponadto tok myślenia Feuerbacha doprowadziłby do absurdalnych wniosków, że ludzie w Starożytnej Grecji nie posiadali siły fizycznej ponieważ czcili ją w swoich bogach (a więc sami ją utracili) oraz że starożytny barbarzyńca był bardziej moralny niż człowiek XIX czy XX wieku ponieważ poprzez brak wiary w moralnego Boga nie wykopał z samego siebie moralności.

Twierdzę zatem, że religia może pozytywnie wpływać na człowieka. Co więcej, uważam że brak odniesienia człowieka do Boga może, choć nie musi, być bardzo szkodliwy. Czy na przykład przekonanie o śmiertelności człowieka nie może przynosić bardzo szkodliwych skutków? Weźmy jakiegoś ziomala z bloków. Nie ma pracy, nie ma chleba, nie ma perspektyw. Ma tylko spodnie z krokiem w kostkach. Gdy ziomal taki nie ma przed sobą perspektywy lepszego życia w wieczności, perspektywy rozliczenia się ze swoich czynów, może wyjść z założenia że skoro życie ziemskie jest jedno, jedyne i niepowtarzalne to dlaczego ma przejść przez nie wegetując. Dlaczego nie miałby, choćby w nieuczciwy sposób, choćby krzywdząc drugiego człowieka, dorobić się majątku aby godnie wieść swoje jedyne życie? Zwłaszcza że nie zostanie on ze swojego życia rozliczony. Odpowiedzialności karnej można uniknąć, a zresztą jeżeli i tak miałby wegetować to dlaczego nie podjąć ryzyka?

Feuerbach wykluczając istnienie Boga stwierdził jednocześnie: "człowiek człowiekowi Bogiem." Również wielu innych filozofów akcentujących swój ateizm w miejsce Boga stawiało człowieka: "ponieważ nie ma Boga, ani nieśmiertelności, nowy człowiek ma prawo stać się człowiekiem - Bogiem" - powiedział Fiodor Dostojewski. Feuerbach uważał, że człowiek stanie się lepszy jeżeli zyska świadomość, że jest Bogiem i detronizując Boga postawi się na Jego miejscu. Ja natomiast widzę w takim zabiegu ogromne zagrożenie. Jan Paweł II w swojej ostatniej książce "Pamięć i tożsamość" omawiając przyczyny wystąpienia XX - wiecznych totalitaryzmów napisał, że człowiek w wyniku zapanowania ateizmu mającego swe źródło w Oświeceniu został sam. "Sam jako twórca własnych dziejów i własnej cywilizacji, sam jako ten, który stanowi o tym co dobre, a co złe. (...) Skoro człowiek sam, bez Boga, może stanowić o tym, co dobre, a co złe, może też zdecydować, że pewna grupa ludzi powinna być unicestwiona." Czy papież nie przesadził w swojej ocenie? Przyznać jednak trzeba, że wielu filozofów ateistycznych rzeczywiście sprzyja tezom, że człowiek sam decyduje o tym co dobre a co złe. Fryderyk Nietzsche (nazywany zresztą "filozofem Hitlera") napisał: "Nasze oceny i wartości, a w szczególności wartości moralne są względne, subiektywne. Nie ma moralności powszechnie obowiązującej, każdy ma taką jaka jest mu potrzebna dla jego celów życiowych i jaka odpowiada jego uczuciom. Każdy ma taką moralność jaką ma naturę." Omawiany tu Feuerbach poszedł nawet dalej: "Idź bez wahania za swoimi skłonnościami i pożądaniami, ale za wszystkimi: wtedy nie będziesz ofiarą jednego z nich". Przy takim rozumowaniu moim zdaniem bardzo łatwo o sytuację, w której to, co dla jednej osoby będzie dobre, będzie krzywdzące dla innych, w której korzyść dla jednych okaże się dużą stratą dla innych.

Feuerbach, zupełnie moim zdaniem błędnie, przypisał religii odpowiedzialność, mówiąc ogólnie, za całe zło tego świata, jednocześnie znajdując antidotum w całkowitym zniesieniu religii, w wyzwoleniu człowieka z jej więzów. Bawarski myśliciel wyraził przekonanie, że aby miłość mogła zatriumfować i rozwinąć się w człowieku wystarczy usunąć z jego życia religię. Powyższe stwierdzenie brzmi jednak bardzo egzotycznie, skoro w Biblii na co drugiej stronie przeczytać możemy, że Bóg jest Miłością i że miłość jest najważniejszą z cnót. Wydawałoby się zatem, że to właśnie w religii znaleźć można olbrzymie pokłady miłości.

Feuerbach z góry założył, że człowiek jest z natury dobry. A jest to przecież założenie naiwne. Zgadzam się, że w człowieku ukryte są olbrzymie pokłady dobra. Człowiek jednak jest również zdolny do czynów okrutnych, złych, haniebnych. Uważam że religia, zawierająca zbiór zasad według których należy postępować i wskazująca cnoty jakie należy w sobie rozwijać, jest zjawiskiem pozytywnym. Wielu ludzi dzięki niej staje się lepszymi, szlachetniejszymi. A że wielu ludzi religia nie czyni szlachetnymi nie wystawia złego świadectwa religii tylko tym ludziom. Wynika to ze złej natury człowieka, a nie ze złej natury religii. Wiara jest oczywiście sprawą dyskusyjną. Można wierzyć lub nie. Jednak określenie religii jako przyczyny wszelkiego zła społecznego jest moim zdaniem mocno nietrafione. Można oczywiście krytykować pewne wynaturzenia, zarówno zresztą ateizmu jak i religii, lecz do samej religii należałoby odnieść się z szacunkiem.

A osobom które uważają, podobnie jak Feuerbach, że za wszystko co złe na tym świecie odpowiada religia mówię: według mnie jest wielce prawdopodobne, że gdyby ateizm panował na świecie od paru wieków to dawno już byśmy się wszyscy nawzajem pozabijali.

Jacek Stojanowski

PS1: Zrzekam się dobrowolnie mojego tytułu.
PS2: Zapraszam na moją stronkę:file:///C:/Różności/AM%2074/Donald/www.siewy.prv.pl
PS3: Zapraszam do mailowania:stoja@wp.pl