| Kolejny chory tekst (c) by Pewien Gość | Reklamacji nie uwzględniamy |
Młody człowiek dorasta. Chce mieć poglądy. Jego zwoje mózgowe nie są jeszcze dostatecznie rozwinięte, by wykształcić własne zdanie na jakikolwiek poważny temat i jeszcze je obronić, więc szuka cudzych. I znajduje je - o to w epoce Internetu nietrudno. Pozostaje tylko zebrać wszystkie pozyskane od innych opinie i podpisać je własnym imieniem. W ten oto sposób młody człowiek zaistniał. Napisał tekst.
Załóżmy, że nasz młodzieniec chce napisać tekst o polityce. Co się dzieje aktualnie w polityce, to wiedzą wszyscy - Kaczyńscy wygrali wybory, Donald przegrał. Tu kaczki, tam kaczki, więc tekstowi nadamy tytuł "W Kaczogrodzie". Teraz trzeba zadecydować, po której stronie należy stanąć. Braci bliźniaków poparli ich głównie mieszkańcy wsi, wariaci i idioci, miastowi głosowali na Tuska. W mieście czytają AM-a, we wsiach nic nie czytają - więc kalkulacja prosta, młody człowiek chcący napisać do AM będzie zwolennikiem Tuska (w danej grupie łatwiej reprezentować poglądy większości).
Tym sposobem nasz ambitny małolat przechodzi do właściwego procesu pisania. Wytyczne są ustalone, wszystko według prostej zasady (z prywatnej kolekcji Donalda T.?) - trzeba wymyślić jak najwięcej efektownych inwektyw pod adresem braci K. Zacznijmy od zbagatelizowania ich sukcesu w wyborach. Sukces? Jaki sukces, czysty przypadek! Może tak: "Ku przerażeniu moich wszystkich w miarę rozsądnych znajomych wybory na prezydenta Polski wygrał Lech Kaczyński. Udało mu się". Tak. To jest dobre. Jedziemy dalej.
Jeszcze więcej obraźliwych treści. Zróbmy wrażenie, że Kaczyńscy kupili sobie władzę. Udajmy, że kampania takiej PO czy innej partii w porównaniu nie kosztowała nic. Zróbmy to tak: "Wybulona kasa na bilbordy [pisownia oryginalna - PG] i reklamy oraz intensywne tourne po kraju w celu przekonywania naiwniaków do swojej osoby...". Dobre! Teraz małolat dopiero zapala się do dalszej pracy nad swym dziełem.
Jak powszechnie wiadomo, Kaczyńscy podpisali pakt z dia... Lepperem oraz z Ojcem Dyktatorem. No to wytknijmy im to z całym impetem, na jaki nas stać! Roztoczmy apokaliptyczne wizje kraju rządzonego na spółkę przez Rydzyka i Leppera, stwórzmy teorie spiskowe: "będzie źle", "IV Rzeczpospolita przypominać będzie ciemnogród", "nowa konstytucja będzie konstruowana (...) rączką Rydzyka", "pięć lat politycznej jazdy bez trzymanki i hamulców w ciągniku Leppera" (niezła figura stylistyczna, ciekawe skąd też autor ją zerżnął).
Załóżmy, że nasz nastolatek z ambicją stworzenia tekstu o polityce gdzieś tam zasłyszał, że partia Kaczyńskich domaga się surowszych kar dla przestępców. Teraz pewnie zechce tę rozległą wiedzę wykorzystać przeciw obiektowi swego ataku. Oczywiście zastosuje efekt wzocnienia: zamiast "surowszych kar" da "karę śmierci", zamiast "dla przestępców" da "dla oskarżonych", zamiast "domaga się" da "ma być wprowadzona" i mamy nowy argument gotowy: "Jednocześnie reaktywowana ma być kara, polegająca na przymusowym odesłaniu oskarżonego na łono Abrahama". Uwaga świecie, jestem geniuszem!
Teraz młodzieńca ogarnął już najgłębszy zapał twórczy. Już nie bardzo wie, co było naprawdę, a co sobie sam ubzdurał, więc idzie na całość - kwestia homoseksualistów. Trzeba pokazać Kaczyńskiego jako wielkiego tępiciela gejów, delikatnie zaznaczyć, że samemu się gejem nie jest, ale bardzo się przejmuje gejowską sprawą, wreszcie dorzucić od serca jakąś małą zniewagę dla Kaczyńskiego o charakterze najlepiej seksualnym i zakończyć filozoficznym stwierdzeniem, jaką to wielką chorobą jest homofobia. No to jedziemy: "Bo Kaczyński prędzej podda się publicznemu obrzezaniu, niż pozwoli dwóm przedstawicielom tej samej płci stanąć na ślubnym kobiercu. W końcu homofobia, jak inne fobie, nie zalicza się do chorób łatwo wyleczalnych". Genialne, tak, genialne!
Warto na zakończenie wspomnieć o drugiej stronie Księżyca. Oczywiście, nie można przesadnie gloryfikować kogoś, kto przegrał z gorszym od siebie. Tym bardziej, że tekst ma być utrzymany, jak pamiętamy, w nastroju zapowiedzi Armageddonu. Uczyńmy mu zatem wyrzuty - coś w stylu retorycznego "Jak mogłeś przegrać z tym ***!?". Podkreślmy przewagę naszego faworyta (jeśli brakuje innych atrybutów, to przewagę w centymetrach) nad zwycięzcą, dorzućmy kilka mrocznych perspektyw, na jakie skazał nas swą porażką szlachetny Donald T.: "A co z Donaldem? Przegrał, dał się pobić pół metra mniejszemu od siebie (...) czeka nas, wierząc zapowiedziom, pięć lat (...) w ciągniku Leppera".
Pora kończyć. Nasz młody talent nauczył się już, że zakończenie winno być efektowne, ale nie bardzo wie, jak to osiągnąć. Więc zadowolony z siebie napisze je w tej samej stylistyce, którą tak misternie szlifował przez wcześniejsze siedem akapitów tekstu: "Ale na razie oddycham z ulgą na widok blaknących plakatów z uśmiechem naszego obecnego, pożal się Boże, prezydenta. Z uśmiechem, dodam, tak fałszywym, jak banknot 120 zł". Świeżo upieczony autor tekstu politycznego uśmiechnie się w tym momencie z satysfakcją, że tak błyskotliwe porównanie mu się udało (samodzielnie!) wymyślić i przekonany święcie, że porządnie dopiekł zwolennikom obu panów K.
Sława na wieki. Gdybym był na miejscu tego młodego autora, to już teraz zaczynałbym zbierać pieniądze na wykupienie wszystkich płyt CD, na których wypalono Action Maga z tekstem o Kaczogrodzie. Żeby nie zepsuć sobie reputacji, kiedy już zostanie wielkim i cenionym publicystą. W co nie wątpię ani trochę. Ani troszeczkę.
Pewien Gość
zlosliwiec@epf.pl
PS. Czuję, że ze strony Naczelnych mam przechlapane, więc z góry wyjaśniam - nie głosowałem na nikogo, pozostaję skrajnie apolityczny, krytykuję dyletanctwo ogólne, a nie konkretne poglądy polityczne ;-).
29.01.2006