Tekst matrymonialny
Właściwie nie wiem, od czego zacząć. Nigdy nie pisałem ogłoszeń, a już na pewno nie TAKICH. Cóż, zacznę może od tego, że mam dziewiętnaście lat. Za pół roku stuknie mi „dwudziestka” i bardzo nie chciałbym być dalej „samotną duszą” bez widoków na ciepłe kapcie, telewizor i dwójkę rozwrzeszczanych dzieciaków na pierwszym piętrze. I na psa, koniecznie jamnika (bo trzeba otaczać się stworzeniami niżej usytuowanymi w hierarchii).
Moje oczy mają kolor szary, a może piwny? Kiedyś były zielone, wiem to na pewno. To było wtedy, gdy wychodziłem jeszcze pobiegać za piłką i odbijała się w nich świeża trawa. Szara jest obudowa mojego monitora, szary jest blok mojej szkoły i wreszcie szary jest polonez, który codziennie podwozi mnie na przystanek autobusowy.
Jestem gruby. To znaczy według wskaźnika BMI (Body Mass Index) mam pół kilograma niedowagi, ale kto by się tym przejmował, skoro i tak jestem gruby? 69 kilogramów (bez podtekstów) i 186,5 cm. wzrostu. Te „pół” to tak na wszelki wypadek - niby już nie rosnę, ale jeśli by mi się to jednak przytrafiło, a podałbym 186, to byłbym już nieścisły o cały centymetr. A nikt nie lubi kłamczuchów, prawda?
Jestem zdolny. Świetnie piszę, trochę gorzej radzę sobie z angielskim, ale instrukcję od odkurzacza prawie załapałem. Złota rączka ze mnie żadna, ale od czego fachowcy? Ja się wolę nie mieszać, elektryka wyraźnie nie darzy mnie sympatią. Kiedy ostatnio machnąłem ręką, żyrandol uderzył z hukiem o sufit i roztrzaskał jeden klosz wraz z żarówką. Chciałem wykręcić jej resztki (gwint?), niestety zapomniałem zgasić światło. Dziwne, że przy pierwszym, leciutkim i szybkim dotknięciu, nic się nie stało. Podskoczyłem dopiero, gdy złapałem solidnie.
Jestem leniwy. Tak często się mówi o takich uczniach - zdolny, ale leniwy. Bo zawsze jest jakieś „ale”, czemu ja miałbym go nie mieć? Na pewno nie jestem gorszy od tysięcy dzieciaków, którzy nie rozumieją o co chodzi w skeczu, w którym czytelnik w bibliotece prosi o książkę pt. „Pan Tadeusz Wołodyjowski”. Moje lenistwo nie przekłada się bowiem na wszystkie aspekty życia: lubię czytać - ale nie lektury, lubię pisać - ale nie sprawdziany, lubię się uczyć - ale nie tego, co jest w podstawach programowych. Dla takich jak ja powinny powstawać szkoły o odmiennym toku nauczania, np. licea polityczno-sportowe.
Właśnie, nauka - kończę Technikum Ekonomiczne, szkołę nijak nie zgadzającą się z moimi zainteresowaniami, ale kto w dzisiejszych czasach robi to, co lubi i jeszcze dostaje za to pieniądze? Nie wiem, czym się będę zajmował za kilka miesięcy. Maturę zdam, to pewne. Do wojska mnie nie wezmą - mam kategorię „D”. Jej zdobycie nie było takie trudne, jak mówią - wystarczą chore zatoki i skrzywiona przegroda nosowa. Przy czym o tej przegrodzie dowiedziałem się dopiero, gdy Szanowna Komisja mnie odesłała do lekarza specjalisty (ze słowami: w twoim interesie leży, byś się dzisiaj do niego dostał). Komisja stwierdziła ponadto, że w dzieciństwie miałem złamany obojczyk. Doktor powiedział, że może wypadłem z wózka, potem trochę popłakałem a rodzice nie zauważyli. A to mi wyrodni starzy, nieczuli na krzywdy pociechy!
Co do umiejętności nabytych to potrafię kierować samochodem, chociaż na prawo jazdy jeszcze sobie długo poczekam. Pojutrze mam piąty egzamin, już na nowych zasadach. Podobno trzeba grzebać pod maską, a ja nawet nie wiem, gdzie olej, a gdzie... no, nawet nie wiem, wloty czego powinny się jeszcze znajdować niedaleko... hm, silnika?
Kogo szukam? No tak, nie powiedziałem jeszcze najważniejszego! Otóż szukam osoby ładnej, to znaczy takiej nie za grubej z miłą buzią. Zawsze zwracałem uwagę na twarz i to w nich się tak naprawdę za... durzałem, powiedzmy. O mitycznym związku dusz nie może być mowy, nie potrzeba mi do pary malkontentki, która w dodatku za dużo myśli. Ona nie musi być nawet zbytnio rozgarnięta - w końcu coś za coś. Fajnie by było, gdyby potrafiła prać, prasować, myć okna - ale to nie jest przeszkoda, ja się mogę nauczyć. Gotować też nie musi umieć, jajecznicę i spaghetti (szumna nazwa makaronu z sosem ze słoika) potrafię zrobić, a kurczaka zawsze mogę kupić w budce. Właściwie jedyny warunek (prócz wyglądu) stawiany niewieście to wierność (czyli jednak za ładna być nie może). Po jakimś czasie mogłaby się też trochę we mnie zakochać, chociaż to może być dosyć trudne. Niemniej sądzę, że moje CV nie pozostawia wiele do życzenia i już wkrótce na mojej skrzynce kontaktowej pojawi się wiele konkretnych ofert.
np. Pidżama Porno „Do nieba wzięci”
Tuxedo