Nienawidzę was wszystkich


Pchnę ten kamień, by potoczył się w dół. Niech wywoła lawinę, co swą siłą zabija! Gińcie wszyscy, których ja nienawidzę! Poznajcie mej ręki moc! Że niby Bóg dał wam życie? Że niby Bóg je odbiera? Gińcie równo, nędzni grzesznicy! Nie będzie dla was zbawienia. Skończycie w grobach, marni ludzie. Tam światło nie dochodzi. Co wam tam zrobi różnicę? Śpijcie na wieki, grzesznicy! Nic was już nie obudzi, gdy przyjdzie sen twardy, jedyny. Śpijcie spokojnie bez lęku. Nie martwcie się, skurwysyny.

Czy mogę mieć się za boga? Nieważne jak mam na imię. Czy mogę być sługą szatana? Czy mogę bezkarnie zabijać? Psychoza mnie ogarnęła. Stworzyłem burzę i deszcz. Jam jest wysłannik cierpienia! Grzesznicy, módlcie się na śmierć! Ty będziesz się w smole gotował! Ty będziesz z wężami żył! Ty będziesz pokutował! Ty będziesz w gnoju gnił! Krzyż na drzwiach kościoła ja wyryłem, odwrotny do krzyża Jezusa. Szatan mnie zmusił do tego, a teraz innych zmusza. Byłem przyczyną i skutkiem! Teraz się kończy ma władza. Ja już nie jestem potrzebny. Zły innych na swą drogę sprowadza.

Nieważne ile mam życia. Nieważne czy za wariata mają mnie. Będę zabijać póki jeszcze żyję. Na wszystkich grzesznikach zemszczę się! Utnę ci rękę debilu! I fiuta ci utnę też! Urwę ci głowę, skurwysynu, gdy tylko spotkam cię! Ile łez spłynęło po policzkach? Ile myśli okropnych? Co za ból! Nienawidzę cię, sukinsynu! Pchnę kamień co wywołuje lawinę! Zacznę zabijać znów!

Czy mogę przeklinać lekarzy? Psychologów, psychiatrów i psy? Czy mogę wskrzeszać Łazarzy? Czy ja mam siłę, czy mi się śni? Psychoza mnie ogarnęła, od stóp po czubek głowy. Boję się wyjść z mego pokoju. Nie mam siły już na nic. Jestem nerwowy. Czy ja wyglądam na wariata czy bardziej na sługę szatana? Czy chcesz mnie ubierać w kaftan, czy padać przede mną na kolana? Ty również zginiesz z mej ręki! Możesz być tego pewien. Ja skończę czas twej udręki! Tylko ja mogę to zrobić! Ja jeden!

Gdy zamknę cię w domu wariatów, co szpitalem psychiatrycznym się zwie, poznasz tam wielu przyjaciół, poczekasz tam na śmierć! Dwa miesiące to mało. Dla ciebie będą to wieki. Zamknę cię znowu na dwa, by bardziej cię bolało. Będziesz się czołgał i wołał o pomoc, lecz nikt tobie nie uwierzy! Co za różnica czy żyjesz czy nie? Łatwiej by było nie żyć. Będziesz się musiał trzymać, bo jak nie, to przywiążą cię do ściany. Przez to sam w sobie znów będziesz na wieki pogrzebany.



Autor: Leniwiec
l.e.n@wp.pl