Słowa
<23 marca, dzień deszczowy, dla sumienia dzień przełomowy>
Serwisy informacyjne, cieszą się sporym zainteresowaniem. Oglądając kiedyś jeden z nich, zapytałem sam siebie: po co ja to robię? Czego chce się dowiedzieć? Wzruszają mnie czyjeś tragedie? Płaczę na widok trupów? Serce zaczyna mi bić szybciej, gdy widzę obrady sejmu? Nie. Nic z tych rzeczy. Raczej brak reakcji na przedstawione fakty. Nie robi na mnie wrażenia kolejna informacja, że poraz niewiadomo który, na wolność wyszedł edwidentny bandzior. Nie możńa go skazać. Brak dowodów. Wymiar sprawiedliwości musi udowodnć, że zostało popełnione przestępstwo. Zasada domniemania niewinności rulez. Możesz coś mieć na sumieniu, ale żeby ponieść konsekwencje, muszą Ci czarno na białym pokazać, że to TY jesteś winien zbrodni. Naciskam przycisk off. Ten temat mam głęboko w poważaniu. Przestępcy bez winy. Społeczeństwo się podnieca, a po mnie to częściowo spływa. Sam jestem przestępcą. Przestępcą, który nie poniósł odpowiedzialności.
Czasami słowa rzucamy ot tak. To tylko słowa. Chociaż te potrafią zdziałać większe spustoszenie, niż nóż wbity pomiędzy trzecie, a czwarte żebro. Potrafią, na moment zatrzymać serce, potrafią, że zacznie bić tak szybko iż omal nie pęknie. Metalowe ostrze tylko przecina tkanki. Tylko pozbawia życia. Słowa, zanim pozbawią życia, pozbawiają nadzieji, sensu samego istnienia. Pozbawiają złudzeń. Albo wręcz odwrotnie.
Szukając kluczyków od samochodu, na pytanie zadane gdzieś z końca korytarza odpowiedziałem, że wrócę albo na śniadanie dnia następnego, albo w ogóle. Jedno zdanie. Ono pozbawiło złudzeń rodziców, że będę chciał zostać w domu.
Nocna jazda. Szeroka Dk1 warszawa - katowice. Auto z towarem. Cisza, radio, ciemność, senność. Ostatnie tygodnie wyglądały właśnie w ten sposób. I weekend. Wolny wieczór.Czasami nie warto wyświadczać przysług.
Słowa wiatr niósł. Kto chciał, usłyszał. Kto chciał, wsiadł. Kto chciał, zapiął pasy.Słowa składąjące się w zdanie; Mogę was odwieźć.
Dwa kilometry to dużo na piechotę. Mniej rowerem. Samochodem to ułemek godziny.
Zamknąłem oczy, zamyśliłem się. Udało mi się uderzyć w dwa drzewa. Z tego wszystkigo nie czułem nic. To dziwne zważywszy na fakt, iż teoretycznie koło wraku samochodu powinny leżeć cztery czarne, plastikowe worki. Kto chciał, zapiał pasy. Chciał tylko ten, któremu w tamtym momencie najmniej na tym zależało. Zapiąłem tylko ja. Pasażerowie latali po aucie. Metal wbijał się do środka, odłamki szyby przecinały zimne powietrze. Dwie poduszki otwarły się z maksymalną mocą. Air Bag pasażera sprawił, że ten nie wyleciał przez przednią szybę. Nie było trupów. Nie było wielkich ran. Trochę krzyku. Telefon na pogotowie. Już w tamtym momencie teoretycznie powniennem ponieść odpowiedzialność. Ale nie przyjechała policja. Tylko ambulans. Do poszkodowanego, który podobno spadł z niewysokiego dachu. Ściema jak ściema. Podli i okrutni już tak mają, że nic ich nie wzrusza. Nic. Auto zostało ukryte w pobliskich zabudowaniach. Licznik rozbity. Wskazówka ze sporej wartości, zawędrowała na zero. Przyjechali rodzice. Przyjechali zdrajcy. A może Ci, którzy walczą, aby za popełnione czyny ponieść odpowiednią karę? Może. Ktoś po cichu powiedział lekarzowi z karetki, co się stało naprawdę. Nie zastanawiali się długo. Policja. Uryty samochód, zatarte ślady, i poszkodowany. Ranny, jak sie później okazało, z trwałymi obrażeniami ciała. Dokłądnie z takimi, które zmuszają do leczenia dłuższego, aniżeli siedem dni. I się zaczęło. Za takie coś wyrok w zawiasach. Zabrane, do rozprawy, prawo jazdy. Przekreślone perspektywy. Ale to teoria. Praktyka to znów słowa."Auto, rzecz nabyta. Kupi się nowe. Tak miało być. Najważniejsze, że wszyscy żyją. Jakoś załatwi się tą sprawę" Rodzice podłego i okrutnego, mają naprawdę ciężkie życie. Wcześnej nie chciałem. Zostałem w domu.
Tak naprawdę, nigdy nie poniosłem konsekwecji, za tamto zdarzenie.200 zł mandatu to nic w porównaniu z wyrokiem i zabraniem na jakiś czas prawka. W teorii wszystko świadczyło na moją niekorzyść. Ale tylko teoria. W praktyce ciężko jest znaleźć prawdę. Tak naprawdę czasami nie istnieje. Istnieje kłamstwo, podparte innymi kłamstwami, bo kłamstwo powtarzane wiele razy staję się prawdą.
Ktoś się obruszy, powie, należy go ukarać. Ukarać, przekreślić szanse na dobrą pracę i lepsze jutro. Przestępca. Jestem podły i okrutny. Skreślony z listy społeczeństwa.
A czy my wszyscy ponosimy odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny? Za chwilę dekoncentracji.Co z takimi banałami, jak choćby to, że się nie uczę? Nie uczę sie. Rzecz często spotykna. Zaliczenia jakoś sie zdobywa, trójka na świadectwie jakoś jest. A co później? A może kiedyś, przez to, że nie wiedzieliśmy czegoś tam, co widzieć mieliśmy, komuś stanie się krzywda? Też powinniśmy się cofnąć w czasie i wymierzyć wyrok? Słowa "przykro mi" coś będą znaczyć? Co z bezdomnym proszącym o pomoc? Jutro być może zamarznie. A może ponownie się cofniemy i sprawdzimy, czy nie przyczyniłeś się do tego faktu, gdy odmówiłeś pomocy? Czy zdanie składające się z trzech słów "pieprze to wszystko", kogoś nie rani, nie pozbawia złudzeń i popycha do głupich rzeczy? Czy ktoś na tym świecie nie uroni łzy? Gupia łza, a przecież tak ciężko o naprawdę szczerą, w sytucji osoby zupełnie obcej.
Niby życie to jasne reguły:coś jest dobre, coś złe. Za dobre jest nagroda. Za złe kara. Ale czy zawsze należy wymierzyć karę? Czy zawsze należy ponieść konsekwencje? A może czasami przeznaczenie ustala za nas bieg wydarzeń i nic nam do tego?
Temat odpowiedzialności spędza sen z powiek. Zamiast spać, wsiadam, zatrzaskuję drzwi. Przekręcam kluczyk w statycje. Nigdy nie zabieram paseżerów. Nie licząc tego co znajduje się bagażniku.Spogladam na kulę światła na niebie wysyłaną przez miasto świętej wieży.Mimo wszystko poniosłem inną, ale adekwatną do czynu, karę. Są wspomnienia wydarzeń sprzed dwóch lat, jest brak zaufania. Czy jeżeli ten jeden raz oszukałem świat, stałem się gorszym człowiekiem? A może hasło, <nikt nie jest idelany>, powinno rozwiać wszystkie wątpliwości? Z drugiej strony, co z brakiem reakcji na krzywdę innych? Coś się zmieniło w moim zachowaniu? Czy to aż tak wiele, że w ogóle myślę czasami co jest złe a co dobre? Czy to oby nie za mało, aby nazwać to przełomem? Zanim wyjdę z domu, mówię, że będę na 10 z powrotem. Przynajmniej jak coś, nie będzie żalu. Żalu za wcześniej wypowiedziane słowa.
copyright by pierwiastek <cop.b.p>
wszystko, co prawie prawdziwe, jest fikcyjne. prawie robi olbrzymią różnicę.