Spróbujmy
być szczęśliwi

Były święta. Tak jak co roku, nic nowego. Czego jednak czuliśmy coś magicznego? Nie ze względów religijnych (ci, co nie wierzą, też mogą czuć się... bajecznie) ale z tego, że są z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi. Nie są wtedy samotni, śmieją się z życia, z problemów itd. Na naszych twarzach zagaszcza uśmiech, a normalnie to jesteśmy ostatnie gbury, zrzędy itd.

A ja mam to gdzieś! I to dosłownie!:D Teraz to chamskością zajechało, wiem. Ale chciałam to wytłumaczyć w najprostszy sposób. Nie chodzi o to, czy mam w dupie święta (nie mam, jak ktoś ciekaw), ale to co my wyprawiamy.

A co takiego, zapyta się ktoś pewnie. No, co my robimy? Nie śmiejemy się! Poważniejemy! Narzekamy na wszystko dookoła, na zdrady, przyjaciół, nauczycieli, pracę, dyrektorów, płacę, sytuację w kraju. A czy to zrzędzenie na wszystko dookoła coś daje? Nie. Mamy jeszcze większego doła!

Zrzędziłam jak każdy- to fakt. Ale wyobraźcie sobie, co by było, gdybyśmy byli sami. Nie byłoby pracy, przyjaciół, rodziny, żony, dzieci itd. Ty sam. Pomyśl sobie. Na początku byłoby pewnie fajnie, ale człowiek jest istotą społeczną. Musi mieć z kim pogadać. Na pewno przywitacie lepiej następny dzień. Bardziej... miło, przychylniej.

Wyobraźcie sobie, że każdy dzień, to twoje nowe życie. Kończysz coś i zaczynasz. Wyobraź sobie, że następnego dnia ma cię nie być. Jak się wtedy zachowasz? Będziesz chciał naprawdę żyć, uśmiechać się będziesz do przechodniów, kłaniał się staruszkom, pomagał kolegom w pracy, okazywał szacunek nauczycielom.

To nie takie trudne, nie? Nie możemy być happy tylko w święta. Święta są codziennie, naprawdę. Święta twoje, przyjaciela, kota, psa, pralki, szczurka, wroga. Bądźmy dla siebie dobrzy, kochajmy życie, walczmy o dobro i zostańmy sobą.

Wiem, że to trudne. Zwłaszcza dla osób starszych. Ale my, młodzi też coś wiemy. Niektórzy przeżywają w domu coś przerażającego, mimo to cieszą się z życia, bo mają przyjaciół. Okazują szacunek, śmieją się.

Gdyby każdy z nas był gburem, to świat byłby nudny:) Spójrzcie na drugiego człowieka- na jego roześmianą twarz, odpowiedzcie- zrobi mu się cieplej na sercu. Wie, że znalazł bratnią duszę. A gdy widzicie kogoś przygnębionego- pozdrówcie go, poklepcie po plecach i obdarzcie uśmiechem- to nic nie kosztuje, a tak wiele daje.

Bo gdyby każdy na poważnie brał życie, to szpital dla obłąkanych w Jarosławiu byłby przepełniony. A ja tam trafić nie mam zamiaru!:D Dlatego uśmiechnijcie się do kogoś obcego. To nie jest takie trudne. Mi się udało. A tobie?


Dhampirzyca Chaosu


PS. Dość poważny temat, ale dziękuję wszystkim, którzy są moimi przyjaciółmi. Dziękuję za to, że jesteście!
Dhampirzyca Chaosu