Autobiografia

Rocznik 1986. Pokolenie Czarnobyla i ludzie będący królikami doświadczalnymi w reformie edukacji. Ale nic - jakoś to wszystko przetrwałem i uszedłem z życiem bez większego szwanku. Przynajmniej tak mi się wydaje, ponieważ nie zauważyłem w swoim wyglądzie i zachowaniu czegokolwiek, co mogłoby odsunąć mnie na margines społeczeństwa.

Urodziłem się w czasach, gdy czerwoni chylili się już ku upadkowi. Nie oszukujmy się - nie pamiętam długich kolejek po mięso i godziny policyjnej. Nie wiem jak to jest, kiedy na sklepowych półkach leży tylko makaron i ocet. Mimo, że wtedy żyłem to za cholerę nie przypominam sobie chwil, w których ojciec przywoził do domu świeżutkie parówki z nie całkiem legalnego interesu.

Przeżyłem rządy trzech prezydentów, a czwarty właśnie rozpoczął swoje rządy. Komuch, robotnik, krętacz i oszołom. Zawsze może być gorzej. W Polsce na szczęście nie ma Teksasu, ale społeczeństwo i tak nie docenia swojego prawa głosu. A może ludzie woleli po staremu?

Przeżyłem podstawówkę. Pierwsza pała, pierwsze wagary, pierwsza styczność z muzyką rockową. Ale: fascynacja kiczem, dresowe spodnie i wzorowy uczeń. Diabeł w ciele anioła. Przy rodzicach spokojny, a z kumplami prawdziwy. Pierwszy wpierdol za głupie gadanie w wieku siedmiu lat. Bolało, ale teraz się z tego śmieję tak jak z numerów, które wycinałem. Podrobiona karta telefoniczna i całe miasto nasze...

Przeżyłem przekazanie władzy z prawej na lewą. Oprawcy w nowych garniturach. Wtedy mało mnie to obchodziło, bo wolałem pogrywać w Super Mario na nowiuśkim Nintendo. I dobrze mi z tym. Tak byłbym skażony od dziecka, a dzięki małemu zbiegowi okoliczności żyłem sobie w najlepsze w pełnej nieświadomości. To prawie tak jak z tym Czarnobylem.

Przeżyłem boom technologiczny. Pecet w domu stał się normalnością. Wielu moich kumpli go posiadało, ale moich rodziców nie było stać na taki wydatek. Przynajmniej tak mówili. Mnie się momentami wydaje, że po prostu uznali, że jestem na taką zabawkę za młody. Dziękuję im za to. Dziękuję, że wiem co to znaczy dzień w dzień siedzieć na dworze od dziesiątej do dziesiątej. Dziękuję za to, że nie jestem kaleką sportowym i do dzisiaj wiem jak uderzyć piłkę, żeby wpadła do bramki.

Władza znowu zrobiła zwrot. Wisiało mi to. Mimo to już byłem lekko skażony. Wiedziałem, że będzie jak dawniej. Wiedziałem, że politycy to złodzieje. Wiedziałem...

Przeżyłem gimnazjum. Pierwszy rocznik nowego tworu MEN. Było dobrze. Uczeń już nie taki wzorowy, ale za to przestał wagarować. Towarzystwo cały czas to samo. Wreszcie doczekałem się peceta. Na początku tylko gry, później nauka programowania i zabawa w Internecie. W końcu pierwsze teksty pisane dla większej publiczności i pierwszy alkohol spożyty w dużej ilości. Powrót do muzyki rockowej.

A w trakcie znowu przewroty na scenie politycznej. Prawica odchodzi w niesławie, a zastępuje ją... trudno nie zgadnąć. Poziom skażenia bardzo wysoki. Zaczynam się zastanawiać kto zostanie premierem i ile nakradnie.

Przeżyłem liceum. Pierwsza poważna próba życiowa. Rozstanie z kumplami. Nie całkowite, ale chodziliśmy do różnych klas. Druga próba to przeprowadzka z miasta na wieś. 10 kilometrów od szkoły, 10 kilometrów od kumpli. Koniec świata. W praktyce nie okazało się tak źle, ale wcale nie było dobrze. Zmiana otoczenia. Nagminne wagary. Odnowiłem stare kontakty i poznałem ludzi, którzy idealnie do mnie pasowali. Dzisiaj nie żałuję, ale wtedy były momenty, że prawie płakałem. Pierwsze wakacje bez starszych też były w dechę. Zwłaszcza rzeczy, które robiło się będąc pod znaczącym wpływem. Dzisiaj to wielki wstyd, ale wtedy to było takie trendy...

Przeżyłem maturę. Miało być ekstremalnie, a w praktyce okazało się całkiem znośnie. Zdałem bardzo dobrze. Dostałem się na studia na bardzo dobrą państwową uczelnię. Fakt, że na zaoczne, ale tak to już jest, kiedy składa się papiery na jeden kierunek, na którym jest jedenastu na jedno miejsce.

Teraz jestem w połowie pierwszego roku politologii. Poziom skażenia niebezpieczny dla życia. Brak perspektyw, załamanie nad metryką. Spoważnieć i starać się usamodzielnić, czy olać system i korzystać z życia? Sprzedać duszę diabłu, czy posłuchać aniołka? Nie wiem, drogi czytelniku. Faktem jest, że rozdział pierwszy już się skończył. O resztę pytaj za dwadzieścia lat.


zabójca /zabojca@buziaczek.pl/