Inkwizycja - mity i rzeczywistość (oraz moje zdanie na temat rzeczywistości)


 

 

Od autora – Opisy „mitów o inkwizycji” nie są mojego autorstwa, jakkolwiek nie mam pojęcia kto je napisał – po prostu znalazłem je ostatnio na swoim dysku i postanowiłem na ich podstawie napisać swoje zdanie na temat poruszonych tutaj „faktów i mitów” ;-) Wszystkie przypisy są mojego autorstwa. Sądzę, iż czytelnik może w ten sposób obejrzeć „na raz” problem widziany pryzmatem dwóch różnych poglądów.  Enjoy.

Wstęp

Na temat inkwizycji dużo się pisze i mówi. Ale czy zawsze obiektywnie? Kilka myśli, które może pomogą spojrzeć na ten problem z innej strony.

<gha – słusznie zauważone – inkwizycja była problemem, a obecnie jest tematem, choć drażliwym, to takim, do którego się całkiem często w historii wraca>

Mit I: Inkwizycja jako wszechwładny potwór

Inkwizycja nigdy nie była instytucją ogólno kościelną w tym znaczeniu, że nie posiadała stałych, scentralizowanych struktur (nawet wtedy gdy podlegała bezpośrednio papieżowi), zorganizowanych na wzór - jak usiłuje się to przedstawiać - mafijny. Mówiąc o konkretnych działaniach inkwizycji, trzeba mieć na myśli konkretnych inkwizytorów działających w konkretnym miejscu. Winy jakiegoś niegodziwego inkwizytora nie mogą obciążać pozostałych, którzy nie mieli wpływu na jego poczynania.

<gha – potępiany dzisiaj jest jednak ogół i tego się nie zmieni. Krwi tysięcy zamordowanych wtedy ludzi nie da rady teraz rozdzielać na poszczególnych inkwizytorów – jest to wina ogółu, jako że dopuścił swych braci do tego haniebnego czynu.>

Mit II: Inkwizycja powstała mino społecznego sprzeciwu

Można odnieść wrażenie, obserwując kreślony w kulturze masowej obraz inkwizycji, że powstała ona po to, by uprzykrzać życie ludziom i wszyscy poza hierarchią i władzą byli jej przeciwni, bali się jej i nienawidzili ją. Tymczasem pojawienie się inkwizycji nastąpiło przy społecznym poparciu i odebrane zostało raczej z ulgą. To heretycy postrzegani byli jako zagrożenie, zatem dlaczego tym, którzy chcieli przeciwdziałać herezji, miałoby się sprzeciwiać społeczeństwo?

<gha – za heretyków uważano wtedy również wielu ludzi którzy nie byli chrześcijanami, ale już samą niechęć do takowych rozpętały władze kościelne. Wielka część społeczeństwa (szczególnie w czasie średniowiecza) była zgrają półanalfabetów którymi kościół manipulował jak marionetkami. Jako że wtedy nadal w kulturze tkwił obraz gniewnego boga, kościół wykorzystywał to jak mógł zwracając gniew ludu w każdego kto mu w danej chwili przeszkadzał. Mówiąc więc o tamtejszym społeczeństwie jako o dobrze zorganizowanej grupie mocno przesadzasz.>

Mit III: Inkwizytorzy to fanatycy i prostacy

Inkwizytorów Kościół dobierał bardzo starannie, dbając, by z jednej strony byli wykształceni, z drugiej - byli ludźmi nieskazitelnymi moralnie. I tak w większości przypadków było. Inkwizytorami zostawały często wybitne umysły tamtej epoki. Wśród setek inkwizytorów znaleźli się jednak na przestrzeni kilku wieków tacy - i dodajmy uczciwie nie było ich mało, choć byli w zdecydowanej mniejszości - którzy swoim postępowaniem podważyli autorytet inkwizycji. Kościół nie kryje tego i nie broni ich haniebnego postępowania. Wielu z nich upominał już wtedy i odwoływał z funkcji. Robert le Bourge, inkwizytor w XIII w. dla północnej Francji, przywoływany często symbol fanatyzmu, po kilkuletniej działalności został odwołany, osądzony i uwięziony. Kościół uważał niegodnych inkwizytorów za groźnych dla wiary na równi z heretykami. Z drugiej strony mamy takie postacie jak św. Piotr z Werony, inkwizytor, męczennik i autorytet moralny dla sobie współczesnych.

<gha – tutaj nie ma w sumie czego dodawać, bo w gruncie rzeczy to się z tym zgadzam. Było kilka osób szlachetnych w sądach inkwizycyjnych, lecz sądzę, iż kościół karał raczej tylko tych najbardziej agresywnych inkwizytorów przymrużając oko na tych pomniejszych. Aha! Zahaczając o tytuł - mimo że inkwizytorzy niekoniecznie byli prostakami, to sądzę iż w istocie byli fanatykami.>

Mit IV: Inkwizycja nie miała nic wspólnego ze sprawiedliwością

W opinii historyków - nawet tych niechętnych Kościołowi - podkreśla się, że sądy inkwizycyjne były w tamtym okresie z reguły najbardziej obiektywnymi sądami. Nie był to oczywiście ideał. Choć procedura wychodziła naprzeciw potrzebom oskarżonych to w praktyce najwięcej zależało od inkwizytora. Jeśli był uczciwy, sumienny, nie ulegał naciskom, to oskarżony miał gwarancję autentycznie sprawiedliwego procesu. Jeden przykład: templariusze we Francji zostali oskarżeni o herezję przez króla dybiącego na ich majątek. Wielki Mistrz sam poprosił papieża o dochodzenie inkwizycyjne, mając głębokie przeświadczenie, że tylko sądy inkwizycyjne mogą wydać sprawiedliwy wyrok. I rzeczywiście, w wielu miejscach Europy odbyły się dochodzenia i wszędzie uniewinniono templariuszy od zarzutu herezji. Król za nic miał te postanowienia i spalił kilkudziesięciu templariuszy na stosie.

<gha – cóż, z tego co wiem, to było zgoła inaczej. Co prawda król (Filip Piękny o ile dobrze pamiętam) kazał spalić kilkudziesięciu Templariuszy, ale nie bez wyraźnego udziału papieża. Papież był już wtedy nastawiony negatywnie do zakonu i również widział własny zysk w ich majątku, tak więc po zawarciu umowy z królem dał sygnał do przeprowadzania akcji w której setki templariuszy zginęło, przez co zakon ten musiał usunąć się w cień i zniknąć w ówczesnej postaci. W tamtych czasach zakon nie był tak niedostępny jak teraz, nieprawdasz? A stał się taki przez ciągłe prześladowania pozostałych przy życiu członków. Wiele majątków zostało zarekwirowanych przez kościół - więc król tak bardzo się na tym nie obłowił.>

Mit V: Oskarżenie równało się skazaniu

Inkwizytor przybywający na dany obszar zbadać, czy nie szerzy się tam herezja, najpierw ogłaszał "czas łaski", czyli okres, w którym heretycy mogli się przyznać do winy bez jakichkolwiek konsekwencji. Po tym czasie rozpoczynało się powołanie ławników (miejscowych, o nieskazitelnej reputacji). Oskarżony miał prawo zrobić listę swoich wrogów i ci nie mogli być świadkami. Nazwisk: świadków nie ujawniano oskarżonym z obawy przed zemstą. Oskarżony miał prawo (postanowieniem Grzegorza IX), nawet obowiązek korzystania z usług obrońcy. Jeśli raz nie stawił się na przesłuchanie, trafiał do więzienia. Przez cały czas trwania procesu przydzielano mu teologów, spowiedników, szanowanych obywateli lokalnych społeczności, którzy mieli go nawracać. Dawano także czas na przemyślenia. Karano surowo świadków, którym udowodniono składanie fałszywych zeznań. Nie ma wątpliwości, że cel procedury (poza nawróceniem ewentualnego heretyka) był jeden: poznanie prawdy. Oczywiście, co już wspomnieliśmy, uczciwość procesu i przestrzeganie procedury zależało głównie od uczciwości inkwizytora.

<gha – często powodem postawienia kogoś przed sądem była chęć zagarnięcia jego majątku czy to przez kościół czy to przez lokalną społeczność. W takim przypadku ciężko jest mówić o „dochodzeniu prawdy” gdyż była ona nie na rękę powodom (a więc gdy powodem był kościół, który dopatrzył się u rzekomego heretyka jakichś „karygodnych postaw” to ten nie miał co liczyć na obiektywny osąd czy też pomoc adwokata (przydzielanego wtedy często przez kościół); zaś gdy powodem była społeczność, w ruch szły pomówienia, zmowy milczenia czy fałszywe zeznania które były potwierdzane przez resztę (przecież oskarżony nie mógł wszystkich wstawić jako wrogów…)).>

Mit VI: Tortury

Stosowanie tortur w procedurze sądowej przez inkwizycję nie jest mitem, mitem jest przedstawiana dziś skala zjawiska. Uznane dziś słusznie za barbarzyńskie (acz stosowane w XX w. równie często) tortury, były w ówczesnym prawodawstwie... metodą śledczą. Były legalne i miały ściśle określoną procedurę. W połowie XIII w. dopuszczono tortury także w sądach inkwizycyjnych. 

Były dwa zastrzeżenia: po pierwsze tortury nie mogły prowadzić do okaleczeń, utraty zdrowia oskarżonego, po drugie: zeznania wymuszone przez tortury musiały być powtórzone dobrowolnie. 

W związku z tym drugim inkwizytorzy sporadycznie sięgali po ten okrutny sposób wymuszania zeznań.

<gha – tja, jasne, a więc dlaczego stosowano tak znane tortury i „przymuszenia” do zeznań jak chociażby przypalanie, albo „testy” typu wyciągania przedmiotu z kotła z gorącym olejem? Skądś jednak przesłania musiały się wziąć prawda? Więc proszę mi tutaj nie gadać o „zastrzeżeniach” bo zdecydowana większość ze świeckich jak i duchownych ich nie przestrzegała>

Mit VII: Wyrok równał się śmierć

Kary dla heretyków lub sprzyjających heretykom (tych też sądzono) były zróżnicowane: od ofiary na Mszę św., poprzez noszenie okrycia pokutnego, banicję, więzienie (wyrok więzienia przypominał częściej skazanie na celę klasztorną, gdzie nadal "pracowano" nad nawróceniem heretyka), wreszcie wyrok śmierci. Nie jest prawdą, że wszystkich uznanych za winnych palono na stosie.

Wyroki śmierci, w zależności od miejsca i surowości trybunału, stanowią z reguły od 1 do 3-4 proc. wszystkich wyroków skazujących.

<gha – a więc skąd te setki tysięcy zbitych w czasie inkwizycji osób? Rozumiem że działała ona przez kilkaset lat, ale procent skazywanych był z pewnością o wiele wyższy. >

Mit VIII: Polowanie na czarownice

"Kto wierzy w nocne wyjazdy czarownic, będzie się musiał poddać pokucie kościelnej" - pisał biskup Wormancji w 1000 roku. Przez długie lata było piętnowane nie samo "uprawianie czarów", ale wiara w możliwość uprawiania czarów. W pierwszych latach działania inkwizycji cieszący się słusznie złą sławą inkwizytor Konrad z Marburga przeprowadzał procesy "oddających cześć szatanowi". W połowie XIII w. papież zabronił inkwizytorom sądzenia za czary. W Hiszpanii na przykład za herezję uznawano sam fakt... posądzenia kogoś o czary. Dopiero pod koniec XV w. papież zezwolił na działania przeciwko osobom podejrzanym o uprawianie czarów. Wtedy też ukazała się słynna księga "Młot na czarownice" autorstwa dwóch niemieckich inkwizytorów. 

<gha – jeżeli kościołowi tak bardzo przykro z powodu inkwizycji to czemu, ach czemu „Malleus Maleficarum” nadal znajduje się na liście ksiąg aprobowanych przez kościół choć nawołuje do tak jawnej nienawiści i kategoryzacji ludzi? Ale czego ja się spodziewam, jeżeli podstawy inkwizycji wypracowywali już wasi „święci” (vide św. Tomasz z Akwinu w „Summa Theologica” . Twierdził on w niej, że heretyków nie należy tolerować, lecz trzeba karać śmiercią.).>

Wiek XVI i XVII to okres "polowania na czarownice". Na stosie spalono kilkaset tysięcy osób, głównie kobiet i choć inkwizycja ma w tym procederze procentowo znikomy udział (dwa na trzy stosy płonęły w protestanckich już, a nie katolickich Niemczech, czarownice palono masowo w Anglii odłączonej od Kościoła i na terenach, gdzie w wyniku reformacji nie działała inkwizycja), to jednak wcześniejsze uznanie uprawiania czarów za herezję stało się większym lub mniejszym impulsem niekontrolowanych już działań.

Inna sprawa, że w czasach "polowania na czarownice" tam, gdzie istniała inkwizycja, oskarżeni mieli przynajmniej gwarancję normalnego procesu (mimo europejskiej histerii bardzo często uniewinniano oskarżonych), podczas gdy na przykład Kalwin palił "czarownice" bez sądu.

<gha – Te argumenty uważam za niemożliwe do weryfikacji, przez co są wątpliwej wiarygodności. Uważam je za raczej kulawą i nieudolną próbę oczyszczenia kościoła katolickiego z jego winy w tym haniebnym procederze poprzez zrzucenie jej na ludzi którzy „wyłamali się” z kościoła jak Kalwin.>

Mit IX: Inkwizycja hiszpańska

U schyłku średniowiecza powstała, uważana za okrutną, inkwizycja hiszpańska. Była tworem bardziej państwowym niż kościelnym i papież miał na nią bardzo ograniczony wpływ. Stąd zdarzały się tam niegodziwości znaczone choćby nazwiskiem słynnego Torquemady. Jednak ich skala nie była tak wielka, jak przedstawia się to w popularnych publikacjach. Także podawana liczba wyroków śmierci bywa znacznie zawyżana. Wiarygodni historycy najczęściej mówią o kilkuset bądź kilku tysiącach skazanych na śmierć. Dla rzetelnego osądzenia inkwizycji hiszpańskiej koniecznym byłoby poznanie historycznego tła, na jakim się narodziła i działała.

<gha – tutaj również widzimy próbę oczyszczenia kościoła z winy nad czymś co sam rozpętał. Za wiarygodnych uważani byli ci historycy, którzy nie chcieli zadzierać z kościołem przez co podawali zaniżone liczby. Uważam że chociażby godność powinna skłonić kościół do przyznania własnej winy miast zapatrywania się w dogmaty o nieomylności. A o Torquemadzie to można pisać jeszcze wiele – ale można go również streścić w kilku słowach – antysemita, hipokryta, rasista religijny, sadysta. Tępił również rozwój nauki (co jednak było w ówczesnym kościele powszechne – zresztą kościół próbuje blokować naukę do dzisiaj, jak na przykład sprzeciwy w stosunku do rozwoju techniki klonowania itp.).>

 

Cóż, "psy kochają przyjaciół i gryzą wrogów, w odróżnieniu od ludzi, którzy niezdolni są do czystej miłości i zawsze muszą mieszać miłość z nienawiścią" - w tym wypadku kościół w chęci obrony swego ludu wylał swą nienawiść na odstających od jego jakże nadgorliwej moim zdaniem "miłości"

 

*** uważasz że się mylę? że jestem zbyt agresywnie nastawiony do kościoła? nie zgadzasz się w jakikolwiek inny sposób z poglądami wyrażonymi w tym tekście? Polemika na maila albo na łamach AM. ***

 


..:: Ghael ::..     |     ghael@o2.pl      |     GG 9684504