Ludzka głupota


Do krawędzi strasznej otchłani, czarnej dziury niczym, sunę, sunę, jadę, sunę, jadę, jadę... 8 i 3. 4 i 4 i 3. 8 i 6. 4 i 4 i 6... sunę, sunę, sunę, jadę, jadę, jadę... Wszystkie linie proste wraz się zakrzywiają, pędzą, lecą i schodzą się na granicy owej otchłani. Przygwożdżony jestem do platformy na szynach, która zatrzymać się wcale nie ma zamiaru. Kto mi poda rękę? Kto mi rzuci linę? Potrzebuję pomocy - kupię zbawiciela! Wszystkie moje nadzieje już się dawno załamały. Pędzę ku otchłani ludzkiej głupoty, która nie zna granic. Chyba zaraz zginę, przepadnę. Potrzebuję na gwałt wiary, która mnie ocali! Co mam robić w takiej sytuacji? Czy modlić się czy przeklinać? Nie chcę zginąć! Zginę, zginę, przepadnę, zniknę, zginę, przepadnę... 7 i 7 i 5. 8 i 6 i 5...

Potrzebuję mądrości, matematyki, filozofii, która mnie zatrzyma, zawróci, przy życiu utrzyma. Czym wypełnić pustkę, zalać nieskończoność? Skumuluję liczby, cyfry oraz myśli, bym, gdy będę blisko, wszystko mógł wywalić, zasypać, zasypać, zalać, wywalić, zasypać, zalać... 2 i 2 jest 4. 0 i 0 i 4. 6 i 6 jest 12. 4 i 4 i 4... Gdzie granica czeluści, piekła ludzkiej głupoty? Czy daleko jestem? Ile drogi jeszcze? Pędzę, pędzę i jadę... Gdzie jest koniec podróży? Gdzie jest krawędź czarnej tej dziury, którą ludzie wykopali swym bezmózgowiem, swoim idiotyzmem, nieskrępowanym debilizmem? Gdzie jest ta spuścizna, którą po sobie zostawili? Głupi, głupi głupcy, głupi głupcy, głupcy... 7 i 7 i 5. 8 i 6 i 5... Ja im jeszcze pokażę siłę mej mądrości! Ja im jeszcze pokażę mego mózgu wytwory, gdy tylko wystarczająco się zbliżę do odmętu idiotyzmu, bezmózgowia, nadludzkiego debilizmu.

Już widzę gdzie załamuje się światło i czuję przeokropny smród stamtąd wionący. To śmierdzą, wydalone z trudem, ludzkiego mózgu ekskrementy. Tam zaraz będę, gdzie los mój mnie rzuci, bym stoczył walkę na śmierć ludzkiej głupoty. Więc płynę spokojnie i żyję, żyję, trwam, żyję, trwam, trwam... 2 razy 2 jest 10. 5 i 0 i 5. Nie boję się stawić czoła idiocie, nie boję się głupszych od siebie. Mam wiarę, której tak potrzebowałem - nie liczę na zbawiciela, wierzę w siebie. Sam sobie wystawiam ocenę i sam obliczam procenty, sam stwierdzam, że jestem mądry i jak daleko w tej mądrości posunięty. Czuję, że dam radę. Czuję, że zwyciężę, wygram, wygram, pokonam, zwyciężę, wygram, pokonam... 5 i 5 i 6. 6 i 4 i 6...

To tu, to tu! Jestem na miejscu - zbliżyłem się dostatecznie do krawędzi otchłani! Teraz muszę wytężyć swój mózg by móc przystąpić do ataku i wroga mojego rozgromić. Najpierw rozgrzewka, ćwiczenia drobne, umysłu stymulacja - 8 i 8 jest 16. 4 przez 2 daje 2. Bolesław Chrobry był królem Polski, Matejko malował obrazy, a pod Grunwaldem bitwa była w tysiąc czterysta dziesiątym. 1000 i 400 i 10. 900 i 500 i 10. A teraz do ataku, a teraz wroga bić! Ładuję więc w otchłań daty, liczby, ułamki, całki, pierwiastki, symbole nieoznaczone, pochodne, cytaty... Nie mogę dać rady głupocie! Co rzucę, to głupota pożera, zjada, zjada, pożera, pożera, zjada... 2 i 2 daje 5. 8 i 8 jest 3... Ta czarna dziura pochłania mą mądrość i wysysa całą wiedzę z mej głowy. Ratunku! Pomocy! Mądrością nie zwalczę głupoty! 4 i 4 jest 2. 7 i 4 jest 2... Otchłań jest za głęboka! Głupota jest za głęboka! Dupa, dupa, gówno, dupa, gówno, gówno... 8 przez 8 jest 4. 2 razy 2 daje 2...



Autor: Leniwiec
l.e.n@wp.pl