|
<< poprzednia
| spis treści
| następna
>> |
INNE| Ze starej taśmy..
Zdziwienie może człowieka ogarnąć, kiedy w samym środku wyjątkowo mroźnej zimy widzi relacje majowe... Jednak w tym szaleństwie jest metoda: postanowiłem rozgrzać nieco zaśniedziałe, kibicowskie serduszka wspomnieniem rzeczy wielkich, jakie bez wątpienia dokonały się 25. maja 2005r. w Stambule. Wydarzenia, jakie miały miejsce tego wieczora, na zawsze zapadną w pamięci kibiców, a nasz bramkarz już może czuć się człowiekiem, który zmienił historię i zapisał się w niej złotymi zgłoskami Z tamtej nocy pamiętam w zasadzie tylko jakieś chaotyczne emocje, w kolejności: zdziwienie, rozczarowanie, smutek, pogodzenie z porażką, nadzieję, ponownie zdziwienie - tym razem pozytywne i przede wszystkim wielką radość, kiedy ostatnim graczem, który dotknął w tym meczu piłki, odbijając strzał Szewczenki, został Jerzy Dudek. Pamiętam jeszcze jego bieg z Pucharem Mistrzów i kapitalny materiał, który naprędce zmontowała "jedynka", podkładając pod parady Dudzia przebój The Beatles "Twist and shout". Teraz słuchając tego kawałka mam w pamięci nie Czwórkę z Liverpoolu, ale właśnie naszego Jurka z "The Reds". Od tego czasu zmieniło się wiele, Polak nie ma łatwego życia na Anfield. Co z tego, że zbliżył się do formy, jaką prezentował za najlepszych czasów w Feyenoordzie, skoro wkrótce po tym Benitez ściągnął do zespołu swego kolejnego rodaka, Reinę? Pozostaje pytanie, które zadaje sobie z pewnością większość kibiców z naszego kraju - dokąd i czy w ogóle przejdzie Jurek? Na to jednak nie odpowiem, zrobi to czas - mniej więcej dwa tygodnie w chwili pisania tego tekstu, zatem Wy już pewnie znacie odpowiedź. Ale to tylko taka "wstawka", nie o tym dzisiaj chciałem. |
Finał w Stambule był magiczny, to powie każdy, kto oglądał całą relację. Ale jeszcze bardziej niesamowitą historię opowiedział sam Dudek: oto w przerwie meczu Benitez w szatni powiedział do Djimiego Traore "schodzisz!". Ten zaczął ściągać już strój, kiedy okazało się, że kontuzjowany jest Finnan. Trener oczywiście zmienił swoją decyzję, a Traore okazał się tym, który wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Kaki... Oczywiście, że dzisiaj inaczej patrzymy na te wydarzenia. Rozczarowani tym, co się potem stało z karierą naszego bramkarza, widzimy mecz smutny, przygnębiający, niosący za sobą wielkie rozczarowania. Moim zamierzeniem jest jednak przypomnieć Wam, że sukces to sukces, a to, co osiągnął Dudek tego jednego dnia, nie dane było wielu innym piłkarzom. I patrząc przez ten pryzmat nie żal nawet, że Jurek zamienił Rotterdam, w którym cieszył się wielkim szacunkiem, na niegościnną Anglię - dla sukcesu w lidze Mistrzów warto było! W tym numerze serwujemy Wam dwa "zabytkowe":) artykuły. Pierwszy to moja obszerna relacja z finału, gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć to niezwykłe spotkanie. Drugi to humorystyczne podejście do tematu, również stworzony w kilka dni po triumfie Liverpoolu, autorstwa Union Jacka. Dodam, że tekst jest dość krótki, a przy tym świetnie napisany - dlatego szczerze polecam. Finał Champions League [Tuxedo] Autor: Tuxedo |
|
<< poprzednia | spis treści | następna >> |