strona: 48        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


SUCHE GNATY

| Popis czwarty


8. Na zakupy

JIVŚ: Trzy... Dwa... Jeden... JEEEEAOUHOU!!! Mniej więcej w tych okolicznościach świętowaliśmy rozpoczęcie Nowego Roku. Jednak wystrzały korków od szampana były również sygnałem startowym dla piłkarskich menadżerów. Oto bowiem zaczęło się zimowe okno transferowe. Znowu kibice krajowych drużyn będą rwać sobie włosy z głowy na wieść o tym, że ich ukochane zespoły sprzedają wyróżniających się zawodników do drugoligowych klubów z zachodniej Europy, na ich miejsce sprowadzając kopaczy, którzy, delikatnie mówiąc, o wybitnośc się nie ocierają. Jak na razie exodus się jeszcze nie zaczął, ale każdy gracz naszej ligi, który potrafi zrobić z piłką coś więcej niż odegrać ją do najbliżej stojącego partnera jest od razu przymierzany jest za granicę. Póki co korzystnie wypada Legia z zakupionymi Bronowickim i Edsonem. W Wiśle też wrze, ale bardziej w związku z zamieszaniem wokół transferu Grzelaka i Kaźmierczaka, do tego dochodzą Kaczorowski i świeżo upieczony reprezentant Australii - Thwaite. Nie wiem jak te nazwiska mają zatrzymać tytuł pod Wawelem, ale obawiam się, że nie wie tego także Dan Petrescu. Ale czego ja oczekuje po trenerze, który doświadczenie w trenerce ma mniej więcej takie jak ja w modelowaniu fryzur. A zważywszy na to, że za każdym razem przed wyjściem z domu tocze z moimi włosami morderczą walkę, w dodatku zwykle przegraną, to Wisła jest w niezłych tarapatach.

Tuxedo: Tuxedo: Ja świętowałem Nowy Rok nieco skromniej. Pięć minut przed północą rozlałem połowę szampana bezalkoholowego, którego mój brat cioteczny przez cały wieczór niemiłosiernie tarmosił. Z normalnym poszło już lepiej, ale żadnego "hura" nie było - ot, następny rok. Sytuacja w Wiśle przypomina mi naszą kadrę skoczków sprzed dwóch lat - no, może Kuttin był wtedy trochę bardziej doświadczony. Nie, moment... lipa z tego wychodzi, zamykam temat ;p

JIVŚ: Ja tam bym to pokazał innym, żeby sobie nie myśleli, że to jest tak, że natchnienie, herbatka, komputerek i ciach Suche Gnaty :P

Tuxedo: A wiesz, że niezły pomysł? Przynajmniej nikt nie będzie potem mówił, że lanie wody jest łatwe ;)

JIVŚ: No właśnie, a nalać tyle wody na dwa, trzy tematy co miesiąc to już naprawdę jest sztuka :P

Tuxedo: Taaak, czytelnicy na pewno to docenią :)

JIVŚ: Czytelnicy? Pawła masz na myśli?:) 28 kilobajtów mówisz? To z moim dzisiejszym wlewem wody przekraczamy trzydziestkę... Nawet Paweł tego nie przetrzyma. Dobrze, że mamy dwóch naczelnych. A i tak jeszcze ze trzy popisy i będzie trzeba szukać nowych:)

Tuxedo: A myślisz, że on te nasze wypociny czyta? W całości? Akurat ;) (Ekhhem.. :> - Publo)

9. Sporty, co są be..

JIVŚ: Prawa... lewa... rzut... PRAWA LEWA RZUT! NOSZ K...WA PRAWA LEWA RZUT! Te oto słowa słyszałem na w-fie tyle razy, ile mój w-fmen podejmował z góry skazane na niepowodzenie próby nauczenia mnie najbardziej podstawowych zagrań piłką od kosza. Ale ja byłem twardy. Przy 154 cm wzrostu, z którymi kończyłem podstawówkę kosz był dla mnie równie nieosiągalny jak abonent telefonii komórkowej na terenach przygranicznych. Zazwyczaj stałem z boku i modliłem się, żeby ktoś nie wpadł na szatański pomysł dogrania do mnie piłki. Kiedy już to nastąpiło wcale nie zamieniałem się w legendarnego Krótkiego Jędrka, mknącego w kierunku kosza, skocznego niczym Artur Partyka, do tego zdobywającego punkt efektownym wsadem. Ja po prostu jak najprędzej oddawałem tą gumową kulę w bardziej powołane ręce. Sama idea gry też mnie raziła. Jak piłka wpada do dziury, to czemu by tej dziury nie zatkać? Punkty sypią się w dziesiatkach, w dodatku nie wiadomo dlaczego jedno trafienie między obręcz liczy się za dwa punkty, a nie za jeden. Nikt nie stoi na bramce, bo bramki nie ma, a jak ktoś stanie na dziurze to... a z resztą, chyba każdy wpadł kiedyś do dziury, efektowne momenty zdarzają się rzadko, a jeśli już to co to za radość widzieć rozpędzonego atletę tryskającego potem jak fontanna na rynku, który wrzuca piłkę do kosza i wiesza się na jego obręczy, dyndając jak makak, he? Jak ma zachwycać, kiedy nie zachwyca?

Tuxedo: Gombrowiczem lecimy, co? ;-) Więc ja może nie o sportach, które są "be", ale o tym, co w niektórych dyscyplinach jest nienajlepsze :) Więc przede wszystkim skoki narciarskie - gdy oglądam zawody i widzę, jak wielki wpływ na wyniki ma wiatr, to krew mnie zalewa. Zawodnicy trenują dzień w dzień, wkładają mnóstwo energii w przygotowania i potem okazuje się, że o wyniku nie zdecyduje ani forma czy dyspozycja dnia, ani nawet warunki fizyczne i sprzęt - karty rozdawać będzie Pan Wicherek wspomagany przez Mirana Tepes'a. Oczywiście, że nie zawsze tak jest. Ale poprzedni rok był pod tym względem wyjątkowo złośliwy, teraz jest zresztą tak samo, bo na pogodę póki co sposobu nie ma. I nie piszę tak dlatego, że od jakiegoś czasu Małysz to ma zawsze wiatr w plecy. Tu chodzi o zasadę, pewną uczciwość. Chyba nie potrafiłbym trenować czegoś, w czym nie mógłbym mieć pełnego wpływu na osiągane rezultaty. Drugim sportem na "be" jest niewątpliwie siatkówka. Ktoś powie, że kiedyś to dopiero były nudne, kilkugodzinne spotkania. A mi jeszcze mało, zaliczanie punktu po każdej akcji to nie wystarczy. Nudzą mnie początki setów, nudzą ich środki. Najlepiej, gdyby jakaś telewizja robiła skróty tak mniej więcej od drugiej przerwy technicznej w każdym secie. No, tie-break można by ewentualnie puścić w całości. Bo siatkówka to jednak wdzięczna dyscyplina, tyle że złotówki nie przeznaczyłbym na bilet, dzięki któremu bite dwie godziny siedziałbym i oglądał zmagania zawodników. Choćby nawet grała nasza reprezentacja. Natomiast wspomniany kosz... cóż, kiedyś nałogowo śledziłem relacje z polskiej ligi, ale wtedy to były czasy... CAŁA POLSKA, W CIENIU ŚLĄSKA!!! Chciałoby się tak zakrzyknąć jeszcze raz, ale nie ma już ani tandemu Zieliński-Wójcik, ani spiker nie może się popisać przy czytaniu nazwy Zepterrr... Śląsssk... WroooocłaaaaWWWW!!!!! :)

JIVŚ: Jak ktoś jest w formie to poradzi sobie we mgle i zamieci, tu bardziej wiatr wpływa na tych co skaczą tak sobie, ale co poradzisz, takie życie. Jednemu weźmie, drugiemu da. W biatlonie zresztą jest podobnie, ci co biegną na początku mogą strzelać przy huraganie, a na końcu równie dobrze może być cisza. Ale jest tyle zawodów, że jeżeli ktoś naprawdę dobrze skacze, to i tak parę udanych wyników zaliczy. Wątpię, że jest jakiś sport w którym masz pełen wpływ na osiągane rezultaty. Bo nawet w piłce nożnej jak strzelisz piętnaście goli w jednym meczu, to Twój bramkarz może być tak przekupiony, że zawsze wpuści o jedną więcej:). Z siatkówką kiedyś coś kombinowano, żeby wprowadzić ograniczenie czasowe spotkań, pomysł chyba upadł. Fakt faktem, że meczu w całości to chyba też bym nie wytrzymał. Robię pewnie tak jak i Ty i włączam w okolicach dwudziestego punktu, oglądam do końca seta, potem znowu przełączam itd. Nie martw się gorzej jest z piłką ręczną. To dopiero jest nuda. Model każdej akcji: podanie od bramkarza, drugie podanie do przodu, dwa kozły, trzecie podanie w bok, potem seria zagrań wzdłuż linii pola karnego (czy jak się ono tam nazywa), mających na celu rozmontowanie (bądź też uśpienie) rywali, dalej straceńcza szarża i gol lub nie. Po chwili zaczynamy od początku. Mniej więcej równie to ciekawe co i trafianie piłką do dziury.

Tuxedo: Jasne, że forma zwykle bywa decydująca, ale ostatnie konkursy w Japonii dobitnie pokazały, że wiaterek zmieniający kierunek jeden, jedyny raz potrafi wywindować słabszego zawodnika na sam szczyt... Przykład Daiki Ito jest tu chyba najwyraźniejszy, o nim komentatorzy zawsze mówili, że leci, jak mu powieje. Ale fakt - jak już ma ten wiaterek pod narty, to rzeczy wyczynia niesamowite. Na biathlonie się nie znam, ale chyba w przysłowiu to nie wiatr kule nosił... ;p Nie chodzi mi o "absolutną kontrolę", bo zawsze jakaś mucha może wpaść do oka albo co... :) Ale trudno się nie zgodzić z Szymonem Ziółkowskim, który zapytany kiedyś, czy mógłby uprawiać piłkę nożną odpowiedział "w życiu!". A to dlatego, że tam możesz być nawet w super formie, a i tak musisz liczyć na kolegów z zespołu. W sumie szkoda, gdyby "Ziółek" nie był takim indywidualistą, to może dziś mielibyśmy libero z prawdziwego zdarzenia, który nie da się przepchnąć w polu karnym :) Ograniczenia czasowe w siatce to beznadziejny pomysł, mogłoby dojść do sytuacji, w której przy kilkupunktowej przewadze zawodnicy prowadzącej drużyny podbijaliby piłkę baaaaardzo wysoko... Ja nie przełączam siatki - nie mam na co :) Po prostu odchodzę od telewizora. Tu się może wypowiedzieć Publo, który doskonale wie, ile mam kanałów u siebie na wsi :) Akurat "szczypiorniaka" lubię - w gimnazjum trenowaliśmy to non-stop, dyrektor (i nauczyciel w-fu jednocześnie) miał do tej dyscypliny ogromny sentyment. Niestety, nigdy nie udało mi się zdobyć choćby punktu, chociaż raz zaliczyłem asystę przez niemal całe boisko :) No i pięknie musiała wyglądać moja prawie-obrona karnego, kiedy rzuciłem się w prawy róg niemal jak zawodowy bramkarz piłkarski - niestety piłka poleciała w kierunku dokładnie przeciwnym :)

JIVŚ:Już nie przesadzaj, że potrafi wywindować najsłabszego, bo co niektórym naszym skoczkowym Rasiakom to nie pomógłby nawet tunel aerodynamiczny między progiem a punktem konstrukcyjnym:) Biatlonistom może i nie wiatr kule nosi, ale co takiego zrobili Norwegowie, że im kule ta siła nosi prosto w cel? A odwracając sytuację, to Magdalena Gwizdoń musiała nagrzeszyć, że hu:) W sportach drużynowych jest z drugiej strony o tyle dobrze, że jeśli Tobie coś nie wyjdzie, to Twój błąd mogą naprawić inni. To może działać w obie strony, ale nie martw się, nawet przez chwilę nie spodziewałem się, że spojrzysz na ta jaśniejszą:) Zapewne u siebie na wsi masz tyle kanałów co ja w swoim lokum we Wrocławiu, a odbioru Ci najprawdopodobniej mogę pozazdrościć, bo antena pokojowa umieszczona na wysokości gruntu odbiera naprawdę fatalnie. Czasami piłkarze na murawie wyglądają jak meble... Nie, złe porównanie... :) W ręczną grać też mogę. Raz popisałem się fenomenalnym rajdem przez pół boiska, wyszedłem na sam na sam z bramkarzem, wpadłem w pole karne i... niestety nie zauważyłem jego linii, wbiegając nań swawolnie i musiałem dobrowolnie oddać piłkę rywalom... Do grania to nie jest najgorsze, ale żebym miał to jeszcze oglądać... Co do siatkówki, to jakbyś wysoko tej piłki nie podbijał, to musiałaby kiedyś spaść. Zresztą w większości dyscyplin drużynowych można grać na czas prowadząc. Czy to byłoby takie złe?

Tuxedo: O naszych skoczkach nie mówię, bo im nawet dłuższych nart strach by dać - jak nic by się połamali :) Tak, jak w Japonii powiało Żyle (:p) i skoczył 125,5 metra - ta jego niepohamowana radość, kiedy przy tym samym wietrze średniej klasy zawodnicy skakali poza metr 130. :) Co zrobili Norwegowie - tego nie wiem. Może mieli ślepaki a w tarczy już tkwiły jakieś... hm, dziury? Mówiłem, nie znam się;) Jeśli wszyscy myśleliby, że ich błąd naprawią koledzy z drużyny, to wszystkie zespoły miałyby zamiast obrony takie sito, jak my albo Arabia Saudyjska :) Jak sam widzisz - potrafię spojrzeć z każdej strony :) U siebie na wsi mam "obrotową" antenę, co oznacza, że długi drąg zabetonowany przy ziemi został upiłowany przy podłożu i teraz mogę kręcić (dopóki nie ukręcę ;p) na linii TVN - dobrze odbierający Polsat :) Pamiętam łzy radości, kiedy manewr udał się po raz pierwszy i mogłem obejrzeć jeden z odcinków Jestem Jaki Jestem :) A to pytanie na koniec to już wyraźnie po to, by przedłużyć dysputę i mnie sprowokować, bo przecież każdy wie, że granie na czas jest be i w ogóle :) I nawet nie zaczynajmy tematy, no chyba, że tu akurat zespół narodowy Polski usiłuje grać na czas. Tak, "usiłuje", chyba dobre słówko ;)

JIVŚ:Nie narzekaj, tylu co my mamy następców Małysza to za jakieś 5 lat w skokach nie powinny się w ogóle liczyć inne kraje. To tylko kwestia czasu, wymiany trenerów, rozbudowy infrastruktury, pieniędzy i cierpliwości. Niczego więcej. Dzisiaj w nocy oglądałem na tej swojej antenie nasz eksportowy debel tenisowy. Nie widziałem piłki. Manipulowałem z kontrastem, ostrością i kolorami przy telewizorze, aż mój współlokator zaproponował "zrób ich na szaro". Pomogło:) Co prawda tą klapę widziałem w czarno- białych barwach, ale przynajmniej wiedziałem gdzie jest piłka. Granie na czas to świetna sprawa. Pod warunkiem, że się wygrywa, wiec często ta taktyka stosowana jest przeciwko naszym. I nie chciałem przedłużać dysputy. To było pytanie retoryczne, myślałem, że uda mi się zakończyć dramatycznym przesłaniem rzuconym w pustkę, ale jak zwykle ktoś coś spieprzył:) Czyż nie?:)

No popatrz, jakie to wszystko proste - wystarczy uzdrowić infrastrukturę i już będziemy potęgą skoków narciarskich :) Tylko to może nie być tak bardzo niedługo, bo najpierw państwo musi wybudować obiecane 5 milionów mieszkań... chociaż nie, potem była mowa już tylko o trzech milionach. No, ale to i tak... zaraz, zaraz - jaki ja jestem jednak durny :) Państwo wybuduje, ale NASZYMI rękami, stworzy nam warunki a my sobie rach-ciach mieszkanka postawimy. Zatem wszystko w porządku, już przyszłego lata Adaś mistrzem świata :P To żeś nam zrobił na szaro chłopaków, a niektórzy się pewnie napalili na wielki sukces naszego tenisa. I co im teraz powiesz? No co? Brutalu Ty... ;p No dobrze, lecimy dalej, tutaj się jakoś dziwnie robi... ^-^"

Publo: Mogę się wypowiedzieć? Jejć, dzięki Tuxedo ;P Poświadczyć mogę, że wyżej wymieniony redaktor Tux, liczbę kanałów telewizyjnych posiada "u siebie na wsi" ograniczoną, i to w sposób bardzo nieprzyjemny (trzy kanały bodajże ;P). Ale ja nie o tym chciałem.. Skoro się już wtrąciłem w Waszą wypowiedź to odniosę się do tej siatkówki. Trenowałem ją 3 lata więc mam trochę inne spojrzenie na ten sport niż Wy, przede wszystkim dlatego, że w transmisji TV zwracam również uwagę na zagrania taktyczne, poruszanie się zawodników itd. Co prowadzi do tego, że umiem - bez nudy - oglądać mecz od początku do końca (chociaż zdarzają się i takie spotkania, kiedy się nie da ;P). Zresztą spotkania polskiej reprezentacji, w polskich halach ogląda się chyba z dużą przyjemnością od początku seta, do jego końca. Ta atmosfera i w ogóle ;P Jeżeli zaś chodzi o skoki narciarskie.. Zgodzę się z Jędrzejem, że jeżeli ktoś jest w formie to żaden wiatr mu nie straszny. Małysz cztery lata temu umiał wygrać i skoczyć w Trondheim 138.5m przy wietrze dochodzącym do 4-5 m/s. Co prawda w końcówce powiał mu pod narty, no ale nie na całej długości. Jedynym przypadkiem zawodnika, który sobie z wiatrem nie poradził, będąc w doskonałej formie był Hannawald w Willingen (2003 rok). Nie wspomnę już o Mateji na tegorocznych MŚ w lotach ;)

10. Sportowe gierki

Tuxedo: Jasne, że komputerowa rozrywka to tylko żałosny substytut tej prawdziwej. Jasne, że o wiele więcej przyjemności daje kopanie piłki po zielonej murawie i strzelenie chociażby jednego gola w r(R)ealu niż pokonanie bramkarza wirtualnego przeciwnika. Ale w końcu mamy zimę, a więc porę roku obowiązującą w Polsce przez pięć do sześciu miesięcy :) Co więc każdy fan powinien mieć na dysku twardym w tym jakże niekorzystnym okresie? Cóż, nie wiem, co powinien mieć każdy - wiem, co mam ja :) I tak zaszczytne miejsce na pulpicie zajmują skróty do trzech tytułów sportowych i... to w zasadzie wszystko. Strategii porządnej ni widu, tzn. może i widu, ale drogie to wszystko... Więc po kolei: Championship Manager 03/04, upatchowany do granic możliwości. Towarzyszy mi już dobre dwa lata, z czego pierwszy okres wspominam zdecydowanie najmilej - kilka sezonów prowadzenia Herthy Berlin i wreszcie jest - propozycja z samej Barcelony! Nie wypadało odmówić :) Żeby jednak sielanka nie trwała zbyt długo, to zaledwie po kilku meczach zdarzyło się tak, że oddałem komputer do serwisu (słaba konfiguracja zaczynała mnie powoli dobijać i trzeba było coś z tym zrobić) i, niestety, stało się: utraciłem je, kochane save'y... Jeszcze się łudziłem, uruchomiłem program do odzyskiwania danych i nawet odszukałem odpowiedni plik - cóż z tego, skoro przywrócony do macierzystego folderu nie chciał działać? Rzuciłem wtedy grę w cholerę, przeklinając stracony czas. Powrót doń zaliczyłem jakieś dwa tygodnie temu - łatwo nie było. Okazało się, że wiele rzeczy ulatuje z głowy i dopiero za trzecim podejściem udało mi się zostać w klubie dłużej niż do końca sezonu, co tylko dobrze świadczy o złożoności gry. Dwie ikonki w górę znajduje się skrót do Pro Evolution Soccer 4, póki co króla piłek pecetowych. I niby mam już "piątkę", niby gra się rozkręca, ale najbardziej irytujący mnie błąd z poprzedniej części jest tu jeszcze bardziej uwypuklony - jakakolwiek próba standardowego odbioru piłki z tyłu czy z boku, bez pomocy wślizgu, kończy się odgwizdaniem przewinienia. Irytuje, bo ile można czekać po stracie piłki aż łaciata znowu znajdzie się przy nodze naszego kopacza. Chciałoby się już teraz, a tymczasem sędzia nieubłaganie odgwizduje kolejny faul :/. Co nie zmienia faktu, że w porównaniu do nowych gierek z serii FIFA i tak Japończycy prezentują się o wiele lepiej. Szkoda, bo to do tytułów ze stajni EA mam sentyment (pierwsza gra w szkole - FIFA 2001, w domu - 2002, po upgradzie kompa - no, zgadnijcie? "2003"). Trzecim z tytułów są Skoki Narciarskie - gra wydawana rokrocznie, u mnie gości ta z numerkiem 2004. Uwaga! Bez nowych sterowników nie ma co podchodzić - wiesza się częściej niż chińskie nastolatki. Nie ma też co ukrywać, że mimo dość mocno rozwiniętego trybu kariery (zaczynamy od Roberta... przepraszam, od zera) jest to jedynie zręcznościówka. Po wytrenowaniu zawodnika tak, by wszystkie statystyki miał "na maksa" nadal nie mogłem lądować tam, gdzie zdarzało się komputerowi, czyli na 135-7-9 metrze skoczni o punkcie K-120. I to jest właśnie największy niedosyt, wielogodzinny trud i wszystko na marne, o tym, czy wygramy i tak zdecyduje kaprys komputera :/ Na koniec, jako bonus, gierka ze słabszą grafiką, bez licencji, za to z wyśmienitą grywalnością. Wiecie, o czym mówię? Tak jest, oto DSJ we wszystkich możliwych wcieleniach. Obecnie zagrywam się w demo "trójki", ale kiedy tylko zbierają się u mnie bracia cioteczni odpalamy wcześniejszą wersję i toczymy zażarte pojedynki o miano Króla nad Królami (bez skojarzeń zoologicznych). Gdyby tak połączyć grywalność DSJ, grafikę PESa i dodać to coś, co przywiązuje do CMa na dłuuugie godziny to nie mam wątpliwości, gra byłaby ideałem. Chociaż... symulacja menedżera skoczków narciarskich - to aż takie ciekawe? ;)

JIVŚ: Zapominasz o podstawowej kwestii. Do gry w piłkę są tylko dwie pogody: dobra i bardzo dobra. Aktualnie mamy tą pierwszą, gdyż dziś przy temperaturze minus kilkanaście, stopy zamarzały mi w butach zimowych podczas dwudziestominutowej wędrówki do najbliższego uniwersytetu:). Myślę jednak, że grając w korkach szybko straciłbym czucie w palcach i przestałoby mi to przeszkadzać:). Ale fan sportu, jak to fan, musi być przygotowany na sytuacje krytyczne (boisko zalane przez powódź, rekonwalescencja po kontuzji biodra itp.) i posiadać na twardym dysku jeden z produktów oferowanych przez speców od komputerowej rozrywki. No, tak ten temat trzeba było zacząć, wyszlibyśmy na zdrowsze duchy niż jesteśmy w r(R)ealu, ale skoro już się wydało to trudno...:). Na CM straciłem więcej życia, niż niektórzy z czytelników na sen (obawiam się, że nie przesadzam, zwłaszcza jak patrzę na te zaspane mordki z kierunku farmacji:).



Począwszy od części trzeciej wygrałem wszystko co było do wygrania najpierw Man Utd, potem Wolfsburgiem (Juskowiak rzecz jasna:), przy części 01-02 przerzuciłem się na Wisłę i zostało mi do dziś. CM4 było dla mnie porażką, co chwilę mi się dogrywało, zwalniało, haczyło, po prostu nie dało się grać. Wiarę odzyskałem dopiero po metamorfozie w FM. Ponownie objąłem Wisłę i... okazało się, że jest dużo trudniej. Raz doszedłem do półfinału LM i oprócz tego nic. Potem wprawdzie była oferta z Moenchengladbach, z którą zdobyłem Puchar UEFA, ale to marny wynik jak na kogoś przyzwyczajonego rokrocznie wygrywać LM z Wisłą. Gra się teraz dużo realniej, nie ma szans, że na końcówkę kariery przyjdzie do Ciebie Dudek czy Henry. Dopiero teraz to jest realizm... W Skoki Narciarskie grałem w edycję 2002 (natychmiast wyłączyłem komentarz) i jakoś mnie to specjalnie nie wciągnęło. Owszem pograłem parę dni, czasem wracam, ale po oddaniu paru skoków wyłączam. Co innego z DSJ, pamiętam Puchary Przyjaźni, które rozgrywałem z kolegami (nazwa stąd że przy próbie "pomocy" przy wyjściu z progu kolega miał wypadek i złamał sobie palec:). Ostatnio też dorwałem demo trójki i musze przyznać, że nadal ta gra ma Moc. Nawet bez Adama. No i jako nieuleczalny romantyk trzymam na twardym dysku tadadadam! Sensible World of Soccer! Gra ma lat więcej niż moje świadectwo ukończenia podstawówki, a jakoś sobie nie wyobrażam, żebym miał ją skasować. Tyle zmian systemowych, tyle komplikacji z odpaleniem, a ona nadal trwa... Ech... Szkoda, że nie mam dżojstika...:)

Tuxedo: Dla mnie podstawową kwestią są totalnie zakotłowane:) zatoki, dzięki którym potrafię złapać infekcję nawet siedząc w domu :) Tak jest choćby w tym tygodniu, z tym, że akurat zima stulecia nadeszła. I nie czepiaj się mojego wstępu, jak mawiał nasz dawny premier - mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy :) Mordki ^-^" Ty już nie zniechęcaj ludzi do studiów, bo spadniemy na liście wykształconych krajów za Uzbekistan :) CM 03/04 po prostu potrzebuje łatek. Od razu dodam: dwóch POTĘŻNYCH łatek, które jednakowoż uprzejmy kolega dostarczył mi na płycie, za co jestem mu ogromnie wdzięczny, chociaż z drugiej strony jak ktoś ma stałe łącze, to pomoc bliźniemu powinna być jego obowiązkiem... Co do końcówek karier, to jak na razie moim największym sukcesem jest Sunday Oliseh, który przyszedł chyba nawet tuż przed trzydziestką. Inna sprawa, że akurat w środku pomocy miałem już Szymkowiaka i genialnego młodziaka Marcina Morawskiego (dostępny z wolnego transferu, z miejsca staje się gwiazdą - polecam!). A jeśli idzie o sukcesy, to już cieniutko - np. dziś ograłem w fazie grupowej Bayern na jego boisku tylko po to, by ulec u siebie słabemu Rapidowi :/ I to w sytuacji, gdy miałem dwa tygodnie przerwy, bo liga się skończyła. A pamiętam, o co chodzi z tą "pomocą" :) Może nie wszyscy wiedzą, ale w DSJ da się wybić nawet w połowie drogi dojazdowej - co oznacza, że przypadkowe kliknięcie wystarczy, by pogrzebać szanse na zwycięstwo. Ów "przypadek" zwykle przypadkiem wcale nie był :) Sensible Coccer ponoć ma powrócić, przynajmniej tak napisali w CDA, a ja im wierzę :) Byłoby fajnie, bo ja się z tym tytułem jeszcze nie zetknąłem.

JIVŚ: Nie czepiam się wstępów, po prostu trzeba się jakoś lansować. Zamiast pisać "mam chore zatoki" mogłeś walnąć "poważne kłopoty ze zdrowiem hamują moja świetnie zapowiadającą się karierę". Mówię Ci, rób tak a skończysz lepiej:) Ja ludzi wręcz zachęcam do studiów. Patrzcie na mnie! Jestem totalnie beztroski i już mi wszystko jedno:). Ostatnio cała moja grupa zamiast się uczyć przesyłała sobie kawały o Chucku Norrisie (typu "Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni, ale Chuck Norris dał mu tylko 6":). Chodźcie na studia, dalej, dalej, Uzbekistan nas dogania:) A wracając do rzeczy, to ja w Wiśle miałem Andrzeja Juskowiaka (chyba oczywiste:), Dudka, Henry'ego (29-latka!), Cesara Sampaio i Sukera. Ale to było w 01-02 bodaj. W FM 05 dla słabszych klubów polecam Naldo, Grisalesa, Golańskiego, Gołosia i Martinsa Ekwuemme (to jest fenomen normalnie- 15 meczów z rzędu ocena 10). Właśnie z nimi w składzie miałem półfinał LM z Wisłą i to najwięcej, co udało mi się osiągnąć w FM. W DSJ "przypadkowe" kliknięcie w połowie drogi oznacza ujemne punkty i nie tylko brak szans na zwycięstwo, ale i brak szans na wylizanie się z ostatniego miejsca. No chyba, że rywalowi też "pomożemy":) Ale to stwarza też okazję do zawodów, kto odda najkrótszy skok. Raz mi się udało 4,5 metra na K60 i ustać, rekord świata wynosi bodaj 3 metry, chociaż jak wspomnę Pochwałę na Velikance k-185, gdzie wylądował na głowie na 38 metrze to nie wiem czy jego obita kopuła nie powinna nosić palmy pierwszeństwa w tej dziedzinie. Też słyszałem o powrocie SS (dla tych co czytają nas wybiórczo: nie, naziści nie wracają). Trochę się obawiam czy to się uda, ale czekam z niecierpliwością. Tam tryb kariery był naprawdę fenomenalny. Można było wybrać klub nawet z czwartej ligi Salwadoru . Robiliśmy klasowe turnieje jeszcze za czasów Amigi, a z kolegą mieliśmy zeszyt przedmiotowy do Sensible, gdzie notowaliśmy nasze wyniki z kariery. To było coś, zdobyć Puchar Mistrzów z HB Thorshavn, kupiwszy za ciężko zarobione pieniądze Shearera i Schmeichela:) To chyba jedyna gra, w której coś takiego było możliwe...

Tuxedo: A Ty chcesz zostać sztabowcem PiSu w przyspieszonych wyborach, czy jak? :P Będzie mi tu początki "kariery" przeinaczał :P "Poważne kłopoty ze zdrowiem" nie miały nawet czego hamować, bo je miałem praktycznie od zawsze - tylko nie zawsze wiedzieli, co mi jest. Jak to na wsi :) Ej, nie może Ci być wszystko jedno, bo już wszystko jedno jest mnie :) Zresztą nie wierzę, by z taką postawą można się było na studiach utrzymać :) Szkoda, że wybrałem czteroletnią szkołę średnią, może teraz by mnie właśnie wywalali z jakiejś trzeciorzędnej uczelni :) Chuck Norris, aj, wspomnienia :) Jak się miało kilka lat to nawet ten Chuck wrażenie robił, nie powiem. Nie wiedziałem, że masz na nazwisko Juskowiak :) A ja też jestem teraz w półfinale LM, tyle że w CM03/04. Padło na Juventus, cóż, tym razem w finale zabraknie włoskiego zespołu :P A to ja jeszcze wspomnę, że stara pracownia informatyczna w moim technikum miała tak wolne komputery, że skoczek jechał po rozbiegu przez około minutę (mówię o tych największych skoczniach). Gdyby w realu była taka szybkość, raczej nikt by wybicia nie spóźniał :) Inna rzecz że trafić było wyjątkowo ciężko, ale z jaką gracją obserwowaliśmy potem dłuuugi lot - nawet, jeśli kończył się na 38 metrze :) Skrót od Sensible Soccer rzeczywiście niefortunny, dlatego ja go nie użyłem :) W PESie można sobie stworzyć własny klub (np. Pućka Kraków ;)), wybrać stadion, zrobić badziewną flagę i tylko szkoda, że nie można nagrać nazwy teamu, żeby potem słyszeć ją na początku komentarza :) A za czasów Amigi to mi pozostawały jedynie książki, co jednak ma swoje dobre strony - poznałem niesamowite przygody Doktora Dollitle'a :)

JIVŚ: Ja sztabowcem w PiS? Hmmm... Trzeba by się ustawiać na reszte życia... A bycie betonem partyjnym w przyszłej dyktaturze rodzi niespotykane dotąd możliwości:) Nie rób z tej swojej kariery jednej wielkiej historii choroby, pisałem Ci już przecież, to poważna rubryka jest mamy być okazami zdrowia, tężyzny i kultury fizycznej połączonej z ekolwe... ewolk... eklow... dobra, wystarczy to co powyżej:) Na studiach można się utrzymać z każdą postawą, a najłatwiej z uniżoną względem profesora - egzaminatora. Jeśli dasz mu poczuć, że jesteś robakiem to wygrałeś:) Nad nazwiskiem Juskowiak myślałem, ale uznałem, że to byłoby świętokradztwo, gdybym na takowe zmienił, może być tylko jeden Andrzej Juskowiak. A swoją droga to niżej podpisany Andrzej też się kiedyś w CMowej Wisełce pojawił. Gdybyś widział jakie sobie statystyki dałem:) Tylko coś pokręciłem z kondycją, po 40 minutach miałem wydolność sflaczałej opony. Muszę to jeszcze dopracować:) W SS też był fajny edytor, wpisałem moją klasę z podstawówki i grałem z Anglią. Fajne uczucie strzelić gola Seamanowi:) Niestety kosztem lektury "Doktora Dollitle'a":)

Tuxedo: Jakiej historii choroby, byłem jak na razie bardzo zwięzły, by nie powiedzieć miniaturowy :) Betonie jeden ;p To ja słyszałem dobry pomysł na jedną profesorkę: róża za 3zl. Na zaliczenie, kawa na czwórkę. Ale ta pani ma zasady: na piątkę już się trzeba nauczyć :) Mnie w CMie nie zdziwi nic, odkąd w pierwszym składzie pewnej pierwszoligowej drużyny pojawił się Jakub Zmyślony :) Ja "przekręty" mam jeszcze przed sobą, chociaż na "stare lata" pewnie się pobawię budżetem Wisełki, bo po dotarciu do półfinału LM (Juve jednak wygrało dwumecz :/) okroili mi pieniążki na transfery o połowę. Ale mam lepszą taktykę: Grzesio Rasiak:) wahał się z podpisaniem nowego kontraktu z Groclinem, to kupiłem zawod... człowieka:) Był wart ponad dwa miliony euro (szok;p), więc szkoda było nie wziąć... i tak sobie siedział u mnie na rozbudowywanych trybunach dwa lata, wystąpił w czterech meczach, zaliczył dwie asysty i nawet bramkę zdobył (co dobitnie pokazuje, że autorzy gry nie znają realiów polskiej piłki :-)). Wartość Grzesia spadła o 50%, kiedy do gry wkroczył Celtic, proponując zawrotną kwotę 1,1 euro w dwudziestu czterech ratach :) Przyjąłem, a wtedy panowie z Groclinu przypomnieli sobie, że Rasiak im parę bramek jednak strzelił... no to ja im odpowiadam na ofertę, że owszem, mogą go sobie zabrać z powrotem, ale pod jednym warunkiem. Warunek nazywał się Sebastian Mila (wartość rynkowa: 6 milionów i zainteresowanie ze strony Betisu Sevilla) :) I wiecie co? Groclin na to poszedł! Bezgotówkowa transakcja sprawiła, że po trzech sezonach gry w lidze nie ma absolutnie żadnego piłkarza, którego chciałbym mieć w swoim składzie :) I jak tu nie wierzyć, że marzenia się spełniają? A Dolittle'a żałuj. Wprawdzie to chyba żadna lektura nie była, ale i tak wymiata :)

Publo: To ja jeszcze raz skorzystam z okazji i się wypowiem :). Co do gier sportowych goszczących (a raczej już mieszkających) na moim komputerze.. Jestem zwolennikiem FIFY od lat kilku, i chyba nic tego nie zmieni, chociaż najnowsza odsłona 2006 mimo, że "na legalu" mogę grać w niej Lechem Poznań nie wywołuje u mnie jakiś większych emocji. Jej poprzedniczka (2005) była moim zdaniem o wiele lepsza! No cóż, może to już wina sprzętu. Zobaczymy jak mi się będzie grać po planowanym wkrótce "upgradzie" kompa. Posiadam również dwie pozycje związane z moją ulubioną dyscypliną zimową: "Skoki Narciarskie 2006" polecam każdemu! Jest to z całą pewnością najlepsza gra z serii, która zostaje wydana od 2003 roku (edycja 2002 była spolszczoną wersją niemieckiego RTL Skispringen 2002). Z tego co pamiętam wersję 2006 nie robiło już studio L'Art co zresztą widać. Komentatorzy jacyś dziwni (bodajże z TVNu :P), ale grywalność gry o niebo lepsza niż w poprzednich częściach! Cena 19,90 - polecam każdemu, kto lubi poskakać! Drugi tytuł ze skokami w tytule to "Deluxe Ski Jumping 3.0" czyli najnowsza wersja popularnego DSJ 2.1. Lepsza grafika, a grywalność moim zdaniem tak wspaniała jak była w popularnym "Małyszu" (czyli właśnie DSJ). Tak w ogóle to pierwszą grą o skokach w którą miałem przyjemność grać był właśnie DSJ 2.0, w którego zagrywałem się już w 2000 roku, przed sukcesami Małysza. Poza tym "RTL Skispringen 2001", pozycja z którą chyba mało kto w Polsce miał styczność, a w którą nadal od czasu do czasu gram. I tak jeszcze odnośnie Juskowiaka - w czasach odległych był to mój ulubiony polski piłkarz :) Mam jeszcze gdzieś jego reprezentacyjną koszulkę z orłem na piersi ;)

11. Wiosenny wysyp bramkarzy

JIVŚ: Często się mówi u nas o wysypie zawodników na jakiejś pozycji. Błysnęli Niedzielan, Rasiak, Franek i Żuraw i mieliśmy wysyp napastników. Wcześniej podobna historia była z lewym skrzydłem jak w formie byli Zieńczuk, Kosowski i Krzynówek. Teraz przyszedł czas na bramkę. Nie tak dawno mieliśmy czasy kiedy Dudek bronił, bo nikogo lepszego pod ręką nie było, teraz on sam, jako bohater ostatniego finału LM nie może być pewien wyjazdu na mundial. Ma na to wręcz mizerne szanse, gdyż ostatnio lepiej prezentuje się od niego co najmniej kilku golkiperów, on sam gra tylko w reklamach, a trener mówi mu przez pocztę głosową TP czy będzie na ławie czy trybunach w kolejnym meczu. On sam zaś nie może odebrać, bo szlaja się z jednego balu mistrzów sportu na drugi. Przynajmniej nie wraca samochodem... Niekwestionowanie numerem jeden jest Boruc, tylko czekać jak zacznie grać w lepszym klubie niż Celtic. Najpoważniejszym kandydatem do walki o miejsce miedzy słupkami mundialowych bramek będzie Kuszczak. Długo czekał na swoją szansę i się wreszcie doczekał. Broni wszystko to co można wybronić, a często i to, czego nie można. Jest jedyną wyróżniająca się postacią w swoim klubie, prasa na Wyspach rozpływa się w zachwytach, a ja obawiam się, że razem z WBA spadnie do drugiej ligi i tyle tego dobrego będzie... Kto trzeci: Kowalewski, Dudek, Fabiański, Przyrowski, Majdan albo Małkowski. Majdan odpada, bo nasz polski Beckham (jaki kraj taki Beckham) już uprzedził, że na wycieczkę jechać nie zamierza, a w jego wykonaniu to by nic więcej nie było. Jako rezerwowy odpada też Dudek, bo po co ma zajmować miejsce na ławie. Przyrowski pokazał, że reprezentacja, to jeszcze dla niego za wiele. Zostają Fabiański i Małkowski, ja stawiam na tego pierwszego, niech zbiera młody doświadczenie. A wracając do wysypów, to przydałby się też jakiś na innych pozycjach, zwłaszcza na bokach obrony. A tam posucha od lat...

Tuxedo: No toś zapomniał o pierwszym z wymienionych - Kowalewskim. Kiedy decydowało się, kto "na Anglię", szczerze kibicowałem właśnie jemu. Może i nie "wyjąłby" czegoś w stylu Dudka z pamiętnego finału, ale sprawia wrażenie bardzo solidnego. I wygląda lepiej od Boruca :) To moje prywatne zdanie, ale byłemu bramkarzowi Legii nie było dobrze ani w długich włosach, ani bez :) Chociaż jak sobie przypomnę obszerny wywiad i fotoreportaż (z żoną, Kasia piękna :-)) w Piłce Nożnej Plus to tam prezentował się najlepiej - krótkie włoski na żel i do góry :) Z Kuszczakiem to jest dziwna sprawa, bo jeszcze w młodzieżówce bardziej kibicowałem Pawłowi Kapsie. Jest chyba wyższy (przynajmniej tak to wygląda ;p) i ma fajne nazwisko ;) No, ale jak to ktoś powiedział - "nazwiska nie grają" :P Wywiad z Majdanem też pamiętam, nawet sobie czytałem wczoraj. Nie wiem, czy się obraził na kadrę, ale parę(naście) miesięcy temu, gdy Panathinaikos był jeszcze daleką perspektywą, Radzio utrzymywał się w doskonałej formie, czego selekcjoner dostrzec nie chciał. Skutki sięgania po zbyt niedoświadczonych (mało meczy w lidze) zawodników widzieliśmy, gdy na końcówkę (kolejny błąd Janasa!) któregoś meczu towarzyskiego został wprowadzony Przyrowski. Fabiański myślę, że zniknie tak, jak z obszaru kadry narodowej wyleciał Cabaj. I co Ty masz do naszych bocznych obrońców? Toć ja niedawno kupiłem w CM-ie Tomka Rząsę i ten nie schodzi poniżej średniej 7.0 :-) (Chociaż z drugiej strony w tymże CM-ie gwiazdą Bundesligi jest Artur Wichniarek... :))

JIVŚ: A fakt, Kowalewski mi się zapodział, ale nie wydaje mi się, żeby teraz miał jakieś szanse. Boruc i Kuszczak grają świetnie w świetnych ligach, a Fabiański łapałby się ze względu na wiek. Wprawdzie Jop też wytrzaśnięty zza wschodu jakoś się trzyma, ale Kowalewski jak już dostał szansę, to nie prezentował się zbyt pewnie. Cabaj nic dziwnego, że wyleciał z kręgu zainteresowań (nawet tego najszerszego - z dziećmi, kobietami i starcami;), bo puszczał takie szmaty, że gdyby bronił w czwartej lidze to kibice by go zatłukli w ciemnej uliczce. W trzech meczach trzy razy piłka wypadała mu z rąk gdy już ją miał. Sam zamknął sobie drogę do kadry. Radzio ma opinię nie do końca spełnionego talentu, spośród polskich bramkarzy ma chyba najlepszy refleks, a jednocześnie na przedpolu wyraźnie nie wie, co ma robić. Skoro idąc za Twoim tokiem rozumowania bramkarz ma ładnie wyglądać, to już rozumiem czemu wpuszczam tyle goli:) Może niech na bramce stanie Dorota "Doda" Majdan w takim razie:) Jak naprzeciwko będzie Kahn to wygramy z 93:0:)

Tuxedo: Kowalewski nie ma szans, bo Janas zakochany w Borucu jest, nie wiedziałeś? Niedługo będą razem na polowania jeździć :) Może ja podpowiem: w Tottenhamie są świetne tereny łowieckie, dokładnie w samy środku miasta. Polujcie na wysokie ssaki :P Niestety ani Boruca, ani Kuszczaka nie widziałem w akcji w klubie, a np. taki debi... tfu, debel Matkowski-Frystenberg to ostatnio specjalnie transmitowali w nocy... zaraz, to było TEJ nocy... Może by wynik sprawdzić? Nie, nie chce mi się. Telewizor za daleko, zresztą na pewno będzie w Sporcie o sensacyjnej porażce naszej genialnej pary (to i już w sporcie rewolucja obyczajowa... ;)). Nie "ładnie" wyglądać, ale groźnie :) A Boruc ogolony na łyso wygląda co najmniej śmiesznie. Oj Refleks Radek ma - pamiętam jeden z ostatnich meczy ligowych transmitowanych przez TVP, Pogoń - Widzew. W ostatniej minucie, przy stanie remisowym, kapitalny strzał Łukasza Masłowskiego i fenomenalna interwencja Majdana... mało się nie popłakałem z żalu :) Idąc moim tokiem rozumowania podstawowym bramkarzem jest Jurek Dudek, drugim Tomek Kuszczak a jako trzeci turystycznie jedzie Radek Majda, ja się opiekuję Dodą i wszyscy są zadowoleni :) No, może oprócz wokalistki Virgin :) Ale to by były... jaja jak berety ;)

Tuxedo: No cóż, nie pozostawiłeś mi wyboru - muszę złamać niepisaną zasadę, że kto zaczyna "Gnaty", ten ich nie kończy :) Cassano w Realu to kolejny dowód głupoty włodarzy madryckiego klubu. Nie ma trenera, nie ma obrony, a nie zdziwię się, jeśli Casillasowi też się znudzą te gierki z pseudogwiazdorami. Realowi gratulujemy jedenastki napastników. Hala Madrid... (już się zastanawiam, kto im dokopie w Lidze Mistrzów :-))

JIVŚ: Jakie tam ssaki. Niech się zabawią w hiszpańską inkwizycje i zrobią stos ze wszystkich mebli, jakie znajdą w Tottenhamie. W końcu trafią na ten właściwy:) Albo niech szukają po mieszkaniach kto w szafce na kosmetyki chowa Pronto:) Jak mogłeś nie widzieć Kuszczaka w akcji, przecież po jego meczach w WBA pokazują w Sporcie około 30- sekundowy skrót, czyli dwie akcje z powtórkami. Bramkarz ma groźnie wyglądać? To dlatego połowa bramkarzy w wiejskich dyskotekach wygląda tak, że aż strach się zbliżać:) Może by ewentualnie dać jakiemuś Brewsterowi cynę, że Boruc nabija się z niego ukradkiem:) Wtedy stojącym naprzeciwko bramkarza Celtiku nie byłoby do śmiechu:) Zaproś Dodę w swoje Górskie pielesze:) Już ja to widzę: "O kurde ale masakra, to jest to miejsce którego nie ma na mapie???!!! Iiii O ja Cię!!!":) Zaopiekuj się Doda przez 15 minut to tak Ci Radzio skopie fizys, że z taką będziesz mógł być bramkarzem gdzie będziesz chciał:) I zapomnisz o zatokach:P

Tuxedo: Pronto, Pronto, brud pos... przonto? Jakiś wiejski rym był w tej reklamie ;P Nie wiem, o jakim Sporcie mówisz - jest ich wiele :) Eeej, nie śmiej się z Dody :) Ładnie wygląda, dobrze śpiewa - oby takich młodych, zdolnych więcej - mandarynki wpieprza na śniadanko :) Może jakby mi ktoś porządnie "skopał fizys"(że co? ;)), to by mi to pomogło w "karierze"? Nawet nie tej zawodowej, ale amatorskiej... "Amatorki w akcji", to jest to ;))

Przy zimowej nudzie
Jędrzej i Tuxedo
Siedzieli w psiej budzie
Grzejąc swe libido :)


Autor: Tuxedo

Andrzej Gomołysek



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>