|
PUBLICYSTYKA
Sprawa Dudka
Zawodnik, którego triumf w
finale LM widział cały świat, którego taniec zaczarował takich as-ów jak
Szewczenko czy Pirlo, a co za tym wszystkim idzie doświadczył największego
sukcesu w życiu, teraz przeżywa niemałe rozczarowanie czując, że z góry jest
skazany na porażkę.
Mowa tu, rzecz jasna, o
Jerzym Dudku. Polak przed którym wydawałoby się stoi ostatnia wielka
impreza w życiu - mistrzostwa świata - obecnie ma świadomość, że z każdym
kolejnym dniem traci szanse na tamtejszy występ. W Liverpoolu jest zaledwie rezerwowy, mało to, często lądującym
nawet na trybunach. Nic więc dziwnego, że bardzo zależy mu na grze i koniecznej
w tej sytuacji zmianie otoczenia. Jeszcze do nie dawna sprawa była otwarta, bo
zainteresowanie Dudkiem wyrażało kilka klubów. Od początku okna transferowego
Dudek robił sobie nadzieje na litość ze strony Beniteza, a w Polsce
rosły oczekiwania, na temat tego, kto będzie nowym pracodawcą wychowanka
Concordii Knurów. Do opuszczenia "The Reds" pozornie wydawałoby się wystarczyło
jedno proste i niemal sakramentalne w tej sytuacji słowo tak - wypowiedziane z
ust Beniteza. Hiszpan jednak ani myślał puszczać Dudka z Anfield, swą
upartością i zawziętością grał nie tylko na nerwach samemu Dudkowi ale też
wyraźnie na zwłokę. Nie na darmo "Rafa" jest uważany za jednego z największych
taktyków na świecie, więc w negocjacjach z Dudkiem jego posunięcia były iście
mistrzowskie. No właśnie cały okres poświęcony w Europie na transfery zamiast
na dyskutowaniu o wysokości nowego kontraktu, w nowym klubie Polak spędził na
błaganiu o "wolność" Beniteza. Na czym się to skończyło? Żelazny szkoleniowiec
"The Reds" stwierdził, że byłby głupi gdyby sprzedał Dudka. No i osiągnął swój
cel, tyle, że to ze swego rezerwowego bramkarza zrobił idiotę - robiąc mu
nadzieje. A co pozostaje teraz Dudkowi?
Choć w Liverpoolu wyraźnie
potraktowano go jak kukiełkę, znowu musi zakasać rękawy i naiwnie wierzyć, że
wygryzie ze składu Reine. Bo co innego ma zrobić? Teraz to już
nawet plucie w twarz nie pomoże, choć
wątpię czy kiedykolwiek by pomogło.
|
|
To, że na Anfield zachowano się nie fair wobec Dudka, wiedzą wszyscy.
|
| Jerzy Dudek - niewolnik Anfield Road.. | |
Nie wszyscy wiedzą
jednak na co komu bramkarz grzejący klubową ławę w reprezentacji? Tym bardziej, że w kolejce po koszulkę z
orzełkiem na piersi stoją jeszcze Kuszczak, Boruc i Kowalewski
a sam jeden Bóg wie kto jeszcze? Czy Dudek może grać za zasługi?
Przedstawiciele reprezentacji mówią, że dostanie on szanse w jakimś meczu
kontrolnym i tu się rodzi pytanie, czy Dudek może być traktowany inaczej,
wyjątkowo i jednocześnie niesprawiedliwie względem innych? Oczywiście każdy ma
prawo do subiektywnej oceny, jednak czy właśnie takiego bramkarza, nie potrzeba
w drużynie narodowej? Doświadczenie i znajomość smaku takiej imprezy jaką są
MŚ, z pewnością za wyborem Dudka przemawiają. To może okazać się jednak cechami
nie wystarczającymi ku temu, aby spełniło się jego ostatnie sportowe marzenie.
Polska słynęła i słynie z dobrych oraz utalentowanych bramkarzy, więc
zastąpienie Dudka sprawą trudną być wcale nie musi. Boruc mimo straty dwóch
goli w Manchesterze z Anglią był jednym z najlepszych na boisku tamtego
wieczoru, zatem w pojedynku na wysokim poziomie sprawdził się bez dwóch zdań.
Kuszczak już teraz uznawany jest za gracza z wielką przyszłością, a broni w
mocniejszej lidze i gra w słabszym względem krajowych rywali klubie niż Boruc,
więc jeśli utrzyma formę Janas na MŚ zabrać go po prostu musi. Argumenty
leżące po stronie Dudka, wyglądają w stosunku do reszty jego kolegów po fachu
wręcz mizernie i blado. Zawsze jest wyjście, nawet z najczarniejszej sytuacji -
tę zasadę powinien wyznawać Dudek. Może przyjdzie gigantyczna oferta któregoś
ze stajni Abramowicza i Dudek wybierze wschód? A może Reina dozna
kontuzji i przed Dudkiem otworzy się brama do raju, od której klucz szczelnie i
bezkompromisowo trzyma w swej dłoni Rafael Benitez? Pozostaje cała masa pytań i
jedna rzecz pewna - Dudek niewolnikiem Liverpoolu.
Autor: Mateusz Kornas
| |