strona: 36        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


PUBLICYSTYKA

Dookoła bramki (11)


Ostatnie rewelacje na temat finału Ligi Mistrzów z 1993 roku mocno zachwiały ideą fair play w europejskim futbolu. To co dla wielu jest tajemnicą poliszynela dla innych jest całkowitym zaskoczeniem. Jednak kolejne wydarzenia: ostatnie doniesienia Eydeliego, nagranie z finału Pucharu UEFA, gdzie widać jak Cannavaro robi sobie przed meczem tajemnicze zastrzyki, czy też oskarżenia turyńskiego Juventusu spinają się w klamrę i jasno pokazują - zawodowy futbol zmierza zdecydowanie w złym kierunku!

Co prawda Juventusowi nigdy nic nie udowodniono, a ostatnio sąd drugiej instancji uniewinnił byłego lekarza klubu Riccardo Agricole tym samym oddalając zarzut jakoby ten w latach wielkich sukcesów Juve (lata 1994-1998: trzykrotnie mistrzostwo Italii, Puchar Europy oraz Puchar Interkontynentalny) podawał zawodnikom niedozwolone środki dopingujące - EPO. Przypomnijmy, że sąd pierwszej instancji skazał go na 22 miesiące więzienia w zawieszeniu. Niesmak jednak pozostał. Podobnie jak w przypadku Fabio Cannavaro. W tym wypadku należy jednak pamiętać, że wydarzenia tamte miały miejsce kiedy obrońca ten grał w Parmie, a nie w Turynie, co nie dla wszystkich wydaje się oczywiste. Jednak najnowszy przykład jest precedensowy. Bo oto jeden z piłkarzy sam wyznał winy jakich dopuścił się jego klub. Coś na rzeczy musi być, bo ten mecz normalny na pewno nie był. "Śledztwo wykazało, że sędzia był przekupiony" - przypomina Fabio Capello, wówczas trener Milanu.

Rzecznik prasowy Ol. Marsylia Nathalie Paolie powiedziała, że klub póki co nie będzie komentował rewelacji jakie pojawiły w wywiadzie J.J. Eydeliego, ponieważ wiele osób zamieszanych w ten skandal nie jest już w żaden sposób związanych z klubem. Pytanie tylko czy w taki sposób można unikać odpowiedzialności? Na pewno nie i na pewno ta sztuka Francuzom się nie uda. Pytanie tylko na ile rewelacje są prawdziwe, chociaż jakoś trudno sobie wyobrazić, że jest to jedynie próba autopromocji piłkarza, który chciał o sobie przypomnieć opinii publicznej. O Eydelie było głośno kilkanaście lat temu. Przed sądem przyznał się do przekupienia zawodników Valenciennes w pojedynku z Maryslią. Został za to skazany na rok więzienia w zawieszeniu oraz 10 tysięcy franków grzywny. Ważniejszy wydaje się inny problem mianowicie jakie konsekwencje powinna wyciągnąć UEFA w stosunku do klubu. Całkowicie abstrahując od winy nie mogę się zgodzić z opinią wielu, którzy uważają, że konsekwencją tej sprawy powinno być odebranie Francuzom pucharu i przekazanie go Milanowi. Jednym z popierających takie rozwiązanie jest Daniele Massaro, który w wywiadzie dla Corriere dello Sport stwierdził :"Nie znam dokładnie reguł, jakie obowiązują w takich przypadkach, ale wydaje mi się, że nawet po 13 latach słusznym byłoby odebranie Pucharu Olympique Marsylii i przyznanie go Milanowi."



Dziś już wiemy, że takie rozwiązanie w grę nie wchodzi. Komitet Wykonawczy UEFA wydał w tej sprawie komunikat. Możemy w nim przeczytać, że nie ma żadnych podstaw prawnych do tego by w ogóle wszczynać postępowanie w tej sprawie albowiem według prawa okres przedawnienia w takich przypadkach wynosi 10 lat. Co prawda takie sprawy nigdy nie są definitywnie zamknięte i można do nich powrócić nawet po upływie tych 10 lat, jednak trzeba mieć niezbite dowody na winę, a tutaj takowych nie ma! Wszystkie kontrole antydopingowe jakie zostały przeprowadzone przed i po spotkaniu dały wynik negatywny i tego nikt podważyć nie zdoła. A oskarżenia jednego piłkarza dowodem być nie mogą, a jeśli nawet by mogły to działały by tylko i wyłącznie na jego niekorzyść, bo prawo nie działa wstecz, a w 1993 roku za stosowanie dopingu przewidziane były jedynie kary indywidualne, nie zaś drużynowe. UEFA to - na szczęście - nie PZPN, który wydaje takie decyzje tylko i wyłącznie na podstawie poszlak --> patrz sprawa Szczakowianki sprzed 2 lat.

| Czy to trofeum należało się
piłkarzom Ol.Marsylia? |

Wracając jednak do tematu. Jak karać po tylu latach takie przewinienia? "Osobiście niczego nie zauważyłem po meczu, także dlatego, iż byłem wówczas bardzo zawiedziony. Nie jestem zwolennikiem przyznawania pucharu po latach." - przyznaje Fabio Capello. I ja zdecydowanie się zgadzam! Bo  co zmieni oddanie pucharu? Czy da to radość i satysfakcję kibicom Milanu? Przecież i tak na zawsze zostałby to tytuł "niezdobyty". Poza tym najpiękniejsze chwile po wywalczeniu trofeum to te na stadionie, radość, łzy, istne szaleństwo, tego nikt nie zwróci, meczowe emocje już dawno opadły, puchar został przyznany....koniec! Poza tym - kto miałby wznieść puchar? Obecny kapitan czy były? Przyznawanie pucharów po latach - nawet w wypadkach kiedy wina jest w 100 procentach udowodniona jest paradoksalnie...wbrew idei fair play!

Władze Milanu od razu uruchomiły całą machinę widząc szansę na kolejne trofeum w historii klubu. Trudno jednak przypuszczać, by tak się stało. Dlatego wskazane byłoby aby zawodnicy wzięli się do roboty i na boisku zdobyli kolejne trofea dla klubu - to tak apropo ostatniej porażki w Coppa Italia z Palermo aż 0:3. Zmiana decyzji UEFA byłaby impulsem do kolejnych roszczeń innych zespołów. Wówczas zamiast pasjonować się piłką wszyscy zalewani bylibyśmy kolejnymi doniesieniami o kolejnych wnioskach o przyznanie trofeum przegranego w niesportowej rywalizacji. A UEFA i FIFA z pewnością na taki gest się nie zgodzą. Bo może dojść do kuriozalnej sytuacji, w której nagle okaże się, że cała ponad stuletnia historia światowego futbolu zostanie przewrócona do góry nogami. A na to zgody nie będzie. Milanowi pozostaje moralne zwycięstwo. Tylko tyle i ... aż tyle...


Autor: Marek Iwaniszyn



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>