strona: 34        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Tenis ziemny

Przegląd tenisowy - styczeń


Ledwo co przywitaliśmy nowy rok, a (nie tylko) polscy tenisiści już muszą wracać do pracy. W zależności od prezentowanej przez sportowców klasy biało-czerwoni albo wzięli udział w Halowych Mistrzostwach Polski, albo wyruszyli do Australii, by wraz z najlepszymi tenisistami świata uczestniczyć w odbywającym się w Melbourne pierwszym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym - Australian Open.

Z tej możliwości skorzystali między innymi: Marta Domachowska, Mariusz Fyrstenberg z Marcinem Matkowskim, Adam Chadaj oraz Dawid Olejniczak. W wyniku rezygnacji tego ostatniego najwyżej rozstawionym zawodnikiem krajowego czempionatu stał się Michał Przysiężny. Rodowity głogowianin, po niezbyt udanym roku okupionym kontuzją, bardzo chciał sobie powetować niepowodzenia. Od początku cały turniej przebiegał pod jego dyktando. W finale spotkał się z reprezentującym klub AZS Poznań Robertem Godlewskim. Także i ten mecz okazał się popisem tenisisty KKT Wrocław i zakończył się wynikiem 6-3, 6-1 dla Przysiężnego. "W każdym meczu musiałem uważać, żeby nie poczuć się zbyt pewnie, bo wtedy można w głupi sposób przegrać. Tym bardziej, że pięć dni przed mistrzostwami miałem odbitą piętę i w tym czasie nic praktycznie nie mogłem robić na korcie. W pierwszym meczu w turnieju przede wszystkim mocno serwowałem i starałem się kończyć szybko wymiany, żeby zbyt dużo nie biegać. Później było lepiej, ale raczej nie biegałem tak na sto procent" - powiedział nowy mistrz kraju

W turnieju kobiet w finale również znalazła się zawodniczka startująca w barwach AZS-u Poznań. Ale także i Karolina Filipiak musiała uznać wyższość rywalki - siedemnastoletniej Anny Korzeniak z KS Grzegórzeckiego Kraków. Co ciekawe, panie powtórzyły wynik z turnieju męskiego: 6-3, 6-1. "To pierwszy mój 'dorosły' tytuł, bo wcześniej byłam mistrzynią Polski juniorek, jak miałam 15 lat. To zwycięstwo jest skutkiem tego, że ostatnio wzięłam się poważnie do pracy i teraz wszystko zaczęło się układać. Zdarza się, że trenuję sześć godzin dziennie" - skomentowała wydarzenie nastolatka. W grze deblowej mężczyzn triumfowali Jakub Nijaki i Przemysław Stec, a wśród kobiet górą były siostry Alicja i Aleksandra Rosolskie.

| Marta Domachowska w akcji |
/źródło: mfwweb.com

To wieści z Polski. Niemniej ciekawie działo się w Australii, gdzie odbywały się serie turniejów ATP i WTA, podczas których najwyższa światowa czołówka przygotowywała się do gry na kortach w Melbourne. Panie okazje do sprawdzenia się miały w: Hobart, Canberze i Sydney. W mieście pierwszym z miast triumfowała Holenderka Michaela Krajicek zwyciężając Czeszkę Ivetę Benesovą. W mieście Igrzysk 2000 górą była zdecydowana faworytka Justine Henin-Hardenne po zaciętym pojedynku finałowym z Włoszką Francescą Schiavone (4-6, 7-5, 7-5). W stolicy Australii grę singlową wygrała Hiszpanka Anabel Medina-Guarriges, pokonując Koreankę Yoon Jeong Cho, a deblową Włoszka Roberta Vinci w duecie z naszą Martą Domachowską.



Panowie mogli się przetestować na turniejach w: Auckland, Sydney (Australia) i Dausze (Katar) . W pierwszym z nich rozstawiony z siódemką Fin Jarkko Nieminem pokonał Chorwata Mario Ancicia 6-2, 6-2. Olimpijskie korty sprzyjały Amerykaninowi Jamesowi Blake'owi, który ostatecznie uporał się w trzysetowym pojedynku z Rosjaninem Igorem Andriejewem (6-2, 3-6, 7-6 [7-3]). W dauszańskim finale Francuz Gael Monfils sprawił wiele problemów liderowi rankingów Rogerowi Federerowi, ale jednak poległ 3-6, 6-7 (5-7). Należałoby jeszcze wspomnieć o Kooyong Classic, do którego zapraszana jest najlepsza ósemka z poprzedniego sezonu. W finale Amerykanin Andy Roddick poradził sobie z Niemcem Tommym Haasem, a poprzedni zwycięstwa, Federer musiał zadowolić się walką o miejsca 5-8.

Bez wątpienia największą tenisową imprezą stycznia był rozgrywany na kortach w Melbourne Australian Open. Miał on dwa zupełnie różne oblicza w rozgrywkach kobiet i mężczyzn. Można powiedzieć, że wśród pań wszystko przebiegało zgodnie z planem. Najbardziej zawiodła Venus Williams, odpadając już w pierwszej rundzie. Na uwagę zasługuje powrót do gry Martiny Hingis. Rodaczka króla Rogera odpadła dopiero w ćwierćfinale z Justin Henin-Hardenne. Belgijka ostatecznie nie sprostała Francuzce Amelie Mauresmo, która odniosła swoje pierwsze zwycięstwo wielkoszlemowe.

W rozgrywkach panów (zabrakło kontuzjowanych Rosjanina Marata Safina i Hiszpana Rafaela Nadala) od początku pełno było niespodzianek, bo za takie należy uznać wczesne odpadnięcie Andy'ego Roddicka oraz faworyta gospodarzy Lleytona Hewetta. Największą rewelacją okazał się reprezentant Cypru Markos Baghdatis. Typowany do odpadnięcia w pierwszej rundzie dotarł aż do finału, gdzie tylko w dwóch pierwszych setach potrafił stawić opór Rogerowi Federerowi. Szwajcar odniósł swoją siódmą wielkoszlemową wygraną.

Dla nas, Polaków Australian Open przejdzie do historii jako turniej sukcesów biało-czerwonych. Bo za takie należy uznać osiągnięcia polskich debli: dotarcie do półfinału Mariusza Fyrstenberga i Marcina Makowskiego, oraz zwycięstwo Błażeja Koniusza i Grzegorza Panfila wśród juniorów. Przytaczając pewne piłkarskie porzekadło, styczeń w świecie kortów można podsumować słowami: "Wszyscy grają w tenisa, ale i tak zwycięża Federer". Co prawda, król Roger w czasie Kooyong Classic musiał uznać wyższość Tommy'ego Haasa, ale potem wygrał wszystkie mecze. Jednak Wielki Szlem pokazał, że Szwajcar powinien mieć się na baczności, bo jest już powoli doganiany przez resztę stawki. Świadczą o tym dwa pięciosetowe mecze w Australian Open oraz zacięte pojedynki finałowe przeciwko Monfilsowi i Baghdatisowi. Wśród pań wyodrębniła się grupa będących poza zasięgiem liderek, która z pewnością rozdziali większość turniejowych triumfów między siebie. Do grupy tej należą: Amerykanki Serena Williams i Lindsay Davenport, Belgijki Kim Clijsters i Justin Henin-Hardenne, Rosjanka Maria Szarapowa oraz Francuzka Amelie Mauresmo. Bardzo cieszy dobra dyspozycja Szwajcarki Hingis. Nie powinniśmy skreślać także innych reprezentantek Sbornej: Swietłany Kuzniecowej, Anastazji Myskiny i Nadii Pietrowej.

Styczeń upłynął pod znakiem Australian Open. W lutym czekają nas kolejne turnieje rozgrywane na twardej nawierzchni. Ciekawe, czy bohaterowie w tak dobrej formie wytrwają do wiosny, kiedy przeniesiemy się na ziemię. Zwłaszcza, że pod koniec roku szkolnego szykują się wielkie emocje związane z imprezą na kortach imienia Rolanda Garrosa.


Autor: Łukasz "Legionista" Koszewski



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>