|
<< poprzednia
| spis treści
| następna
>> |
Tenis ziemnyPrzegląd tenisowy - styczeń
Ledwo co przywitaliśmy nowy rok, a (nie tylko) polscy tenisiści już
muszą wracać do pracy. W zależności od prezentowanej przez sportowców klasy
biało-czerwoni albo wzięli udział w Halowych Mistrzostwach Polski, albo
wyruszyli do Australii, by wraz z najlepszymi tenisistami świata uczestniczyć w
odbywającym się w Melbourne pierwszym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym -
Australian Open.
Z tej możliwości skorzystali między innymi: Marta Domachowska, Mariusz Fyrstenberg z Marcinem Matkowskim, Adam Chadaj oraz Dawid Olejniczak.
W wyniku rezygnacji tego ostatniego najwyżej rozstawionym zawodnikiem krajowego
czempionatu stał się Michał Przysiężny.
Rodowity głogowianin, po niezbyt udanym roku okupionym kontuzją, bardzo chciał
sobie powetować niepowodzenia. Od początku cały turniej przebiegał pod jego
dyktando. W finale spotkał się z reprezentującym klub AZS Poznań Robertem Godlewskim. Także i ten mecz okazał się
popisem tenisisty KKT Wrocław i zakończył się wynikiem 6-3, 6-1 dla
Przysiężnego. "W każdym meczu musiałem uważać, żeby nie
poczuć się zbyt pewnie, bo wtedy można w głupi sposób przegrać. Tym bardziej,
że pięć dni przed mistrzostwami miałem odbitą piętę i w tym czasie nic
praktycznie nie mogłem robić na korcie. W pierwszym meczu w turnieju przede
wszystkim mocno serwowałem i starałem się kończyć szybko wymiany, żeby zbyt
dużo nie biegać. Później było lepiej, ale raczej nie biegałem tak na sto
procent" - powiedział nowy mistrz kraju
W turnieju kobiet w finale również znalazła się zawodniczka startująca w barwach AZS-u Poznań. Ale
także i Karolina Filipiak musiała
uznać wyższość rywalki - siedemnastoletniej Anny Korzeniak z KS Grzegórzeckiego Kraków. Co ciekawe, panie powtórzyły
wynik z turnieju męskiego: 6-3, 6-1. "To
pierwszy mój 'dorosły' tytuł, bo wcześniej byłam mistrzynią Polski juniorek,
jak miałam 15 lat. To zwycięstwo jest skutkiem tego, że ostatnio wzięłam się
poważnie do pracy i teraz wszystko zaczęło się układać. Zdarza się, że trenuję
sześć godzin dziennie" - skomentowała wydarzenie nastolatka. W grze
deblowej mężczyzn triumfowali Jakub Nijaki
i Przemysław Stec, a wśród kobiet
górą były siostry Alicja i Aleksandra Rosolskie.
To wieści z Polski.
Niemniej ciekawie działo się w Australii, gdzie odbywały się serie turniejów
ATP i WTA, podczas których najwyższa światowa czołówka przygotowywała się do
gry na kortach w Melbourne. Panie okazje do sprawdzenia się miały w: Hobart,
Canberze i Sydney. W mieście pierwszym z miast triumfowała Holenderka Michaela Krajicek zwyciężając Czeszkę Ivetę Benesovą. W mieście Igrzysk 2000 górą
była zdecydowana faworytka Justine Henin-Hardenne
po zaciętym pojedynku finałowym z Włoszką Francescą Schiavone (4-6, 7-5, 7-5). W stolicy Australii grę singlową wygrała
Hiszpanka Anabel Medina-Guarriges,
pokonując Koreankę Yoon Jeong Cho, a
deblową Włoszka Roberta Vinci w
duecie z naszą Martą Domachowską. |
Panowie mogli się
przetestować na turniejach w: Auckland, Sydney (Australia) i Dausze (Katar) . W
pierwszym z nich rozstawiony z siódemką Fin Jarkko Nieminem pokonał Chorwata Mario Ancicia 6-2, 6-2. Olimpijskie korty sprzyjały Amerykaninowi
Jamesowi Blake'owi, który
ostatecznie uporał się w trzysetowym pojedynku z Rosjaninem Igorem Andriejewem (6-2, 3-6, 7-6 [7-3]). W
dauszańskim finale Francuz Gael Monfils
sprawił wiele problemów liderowi rankingów Rogerowi Federerowi, ale jednak poległ 3-6, 6-7 (5-7). Należałoby jeszcze
wspomnieć o Kooyong Classic, do którego zapraszana jest najlepsza ósemka z
poprzedniego sezonu. W finale Amerykanin Andy Roddick poradził sobie z Niemcem Tommym Haasem, a poprzedni zwycięstwa, Federer musiał zadowolić się walką
o miejsca 5-8. Bez wątpienia
największą tenisową imprezą stycznia był rozgrywany na kortach w Melbourne
Australian Open. Miał on dwa zupełnie różne oblicza w rozgrywkach kobiet i
mężczyzn. Można powiedzieć, że wśród pań wszystko przebiegało zgodnie z planem.
Najbardziej zawiodła Venus Williams,
odpadając już w pierwszej rundzie. Na uwagę zasługuje powrót do gry Martiny Hingis. Rodaczka króla Rogera odpadła
dopiero w ćwierćfinale z Justin Henin-Hardenne. Belgijka ostatecznie nie
sprostała Francuzce Amelie Mauresmo,
która odniosła swoje pierwsze zwycięstwo wielkoszlemowe. W rozgrywkach panów
(zabrakło kontuzjowanych Rosjanina Marata Safina
i Hiszpana Rafaela Nadala) od
początku pełno było niespodzianek, bo za takie należy uznać wczesne odpadnięcie
Andy'ego Roddicka oraz faworyta gospodarzy Lleytona Hewetta. Największą rewelacją okazał się reprezentant Cypru Markos Baghdatis. Typowany do odpadnięcia w
pierwszej rundzie dotarł aż do finału, gdzie tylko w dwóch pierwszych setach
potrafił stawić opór Rogerowi Federerowi. Szwajcar odniósł swoją siódmą
wielkoszlemową wygraną. Dla nas, Polaków
Australian Open przejdzie do historii jako turniej sukcesów biało-czerwonych.
Bo za takie należy uznać osiągnięcia polskich debli: dotarcie do półfinału
Mariusza Fyrstenberga i Marcina Makowskiego, oraz zwycięstwo Błażeja Koniusza i Grzegorza Panfila wśród juniorów. Przytaczając
pewne piłkarskie porzekadło, styczeń w świecie kortów można podsumować słowami:
"Wszyscy grają w tenisa, ale i tak zwycięża Federer". Co prawda, król Roger w
czasie Kooyong Classic musiał uznać wyższość Tommy'ego Haasa, ale potem wygrał
wszystkie mecze. Jednak Wielki Szlem pokazał, że Szwajcar powinien mieć się na
baczności, bo jest już powoli doganiany przez resztę stawki. Świadczą o tym dwa
pięciosetowe mecze w Australian Open oraz zacięte pojedynki finałowe przeciwko
Monfilsowi i Baghdatisowi. Wśród pań wyodrębniła się grupa będących poza
zasięgiem liderek, która z pewnością rozdziali większość turniejowych triumfów
między siebie. Do grupy tej należą: Amerykanki Serena Williams i Lindsay Davenport,
Belgijki Kim Clijsters i Justin
Henin-Hardenne, Rosjanka Maria Szarapowa
oraz Francuzka Amelie Mauresmo. Bardzo cieszy dobra dyspozycja Szwajcarki
Hingis. Nie powinniśmy skreślać także innych reprezentantek Sbornej: Swietłany Kuzniecowej, Anastazji Myskiny i Nadii Pietrowej. Styczeń
upłynął pod znakiem Australian Open. W lutym czekają nas kolejne turnieje
rozgrywane na twardej nawierzchni. Ciekawe, czy bohaterowie w tak dobrej formie
wytrwają do wiosny, kiedy przeniesiemy się na ziemię. Zwłaszcza, że pod koniec
roku szkolnego szykują się wielkie emocje związane z imprezą na kortach imienia
Rolanda Garrosa.
|
|
<< poprzednia | spis treści | następna >> |