|
Tenis ziemny
Australian Open: Władca tenisa i Powrót Królowej
SIÓDME NIEBO Wszystko potoczyło się tak, jak
się potoczyć miało. Federer, który zdaniem wszystkich teoretyków tenisa
nie czaruje, popełnia masę prostych błędów i nie gra już z taką lekkością jak
kiedyś, wygrał trzeci turniej wielkoszlemowy z rzędu. Od dłuższego już czasu
wieszczy się jego detronizację, a ta jakoś nie chce nadejść. Federer zachowuje
się niczym Emil Zatopek na Olimpiadzie w 1952 podczas biegu na 10 km -
ów wyrabiał sobie dużą przewagę, po czym zaczynał się chwiać, dyszeć - słowem
udawać umierającego, by - gdy rywale go dogonili - znów bez wysiłku od nich
odskoczyć. Szwajcar tracił sety, chwilami grał po prostu przeciętnie, by za
jakiś czas po prostu przebijać piłkę dostatecznie długo, aż ta nie wróciła. Tak
na dobrą sprawę w marszu po tytuł nie miał mu kto przeszkodzić. Kiefer
zawsze stawia twarde warunki i zawsze odchodzi na tarczy z jednym ugranym
setem. Dawidienko to solidny rzemieślnik, nic poza tym, Mirnyj
dopóki chodzi do siatki nawet wtedy, kiedy ledwo uda mu się przebić piłkę na
drugą stronę, nie ma szans nawet na rankingową dwudziestkę. A z drugiej strony
turniejowej drabinki sprawę Szwajcarowi ułatwiła..
..CYPRYJSKA REWELACJA
W osobie Marcosa Baghdatisa,
eliminując po kolei tych, którzy mieliby zagrozić Federerowi. Pierwszą ofiarą
byłego lidera rankingu juniorskiego padł Andy Roddick. Po jego
przegranej w 1/8 finału wszyscy myśleli, że Amerykanin znowu miał pecha i
podobnie jak na US Open (kiedy uległ Luksemburczykowi Mullerowi) trafił
na mało znanego zawodnika z niewielkiego państewka, któremu akurat wyszedł mecz
życia.
|
| Marcos Baghdatis - sensacja turnieju w Sydney | źródło: AFP |
Kiedy jednak Cypryjczyk ograł w następnej rundzie świetnie dysponowanego
ostatnio Chorwata Ivana Ljubicicia o jednorazowym wyskoku nie mogło być
mowy. Wszak trudno rozegrać dwa mecze życia w ciągu jednego życia, na dodatek w
przedziale dwóch dni. W półfinale trafił na pogromcę Federera z finału Masters,
Davida Nalbandiana i po dramatycznym pięciosetowym boju, przegrywając
0-2 w setach odprawił z kwitkiem (ale na całkiem przyzwoitą kwotę), tego,
którego typowano na mogącego powstrzymać Helweta. W ten oto sposób Cypryjczyk
stał się finalistą Australian Open o najniższym od kilkudziesięciu lat
rankingu. Nie znaczyło to bynajmniej, że w starciu z liderem obu klasyfikacji ATP
zamierzał jedynie ugrać parę gemów, aby uniknąć kompromitacji. Przeciwnie,
dopingowany przez liczne grono rodaków postawił mistrzowi trudne warunki,
wygrywając nawet pierwszy set. Cypryjczyk może mówić o pechu, bo gdy bronił w
drugim secie setbola, sędzia stołkowy zmienił na jego niekorzyść decyzję
liniowego, przez co punkt, gem i set zdobył Szwajcar. W trzecim i czwartym
secie Baghdatisa zwyczajnie opuściły siły i, choć walczył ambitnie i z rywalem
i ze skurczami, zdołał ugrać już tylko dwa gemy.
KU LEGENDZIE
Nie miał jednak Cypryjczyk
powodów do smutku, w ciągu turnieju zarobił blisko dwa razy więcej niż w ciągu
całej dotychczasowej kariery. Punkty zdobyte w Australii wywindują go do
trzeciej dziesiątki rankingu Entry System. A Federer? Gdyby chodziło tylko o
pieniądze, z tego, co uciułał przez tych parę lat królowania na kortach mógłby
już sobie kupić jakąś wysepkę na Karaibach i żyć tam w szczęściu i spokoju.
|
| Kto zdetronizuje króla? | źródło: AP |
Dlatego ten milion dolarów za zwycięstwo w Australii nie wpłynie znacząco na
jego życie. Szwajcar zapowiada za to, że powalczy w tym roku o klasycznego
Wielkiego Szlema. Puchar za zwycięstwo Rogerowi wręczał Rod Laver,
ostatni, któremu ta sztuka się udała. Choć większości komentatorów wydaje się
to mało prawdopodobne, to naprawdę brakuje kogoś, kto mógłby mu w tym
przeszkodzić. Jedyna wątpliwość to to, czy wygra French Open. Jeśli nie
przeszkodzą mu Latynosi, Federer zdobędzie nieklasyczny Wielki Szlem, gdyż
tylko triumfu na Rolad Garros brakuje mu do kolekcji. A jeśli wygra, to i droga
do klasycznego stanie otworem, bo trudno wyobrazić sobie, żeby Szwajcar był do
zatrzymania w Anglii i w USA. Powoli trzeba się przyzwyczajać, że tenis to gra,
w której dwie osoby przebijają powlekaną filcem piłeczkę za pomocą specjalnych
rakiet ze strunami z krowich jelit, a zawsze wygrywa Roger Federer.
KOBIETA ZMIENNĄ JEST
Ostatnimi czasy (mniej więcej po
US Open) w zawodach Pań trudno cokolwiek przewidzieć. Następuje chyba początek
końca sióstr Williams, na starszą już w pierwszej rundzie wystarczyła
nastolatka z Bułgarii, Serena jak przez mękę przeszła dwie pierwsze rundy, a
trzeciej za porażkę z US Open rewanż na klanie Williams wzięła Daniela Hantuchowa.
Marnego schyłku kariery sióstr nie wieszczę samą słabą, wręcz beznadziejną grą,
czy nawet figurą, powiedzmy niezbyt tenisową. Bo choć w reklamie deklamują, że
"ruch to zabawa, ruch to podstawa, ruch to jest przecież najważniejsza sprawa",
to w czasie swojej gry robią wyżej wymienionemu ruchowi skuteczną antyreklamę.
Panie Williams zaczynają traktować tenis jak hobby, bardziej ostatnio
interesują je kariery modelek, aktorek reklamowych czy projektantek. Anna Kournikowa
nie potrafiła połączyć tenisa z innymi zajęciami i zrezygnowała ze sportu.
Niewykluczone, że i tak będzie z siostrami. Wyraźnie brakuje im chęci do gry,
na korcie osiągnęły już bardzo wiele i trudno znaleźć im motywację do dalszych
występów.
|
|
WIELKI POWRÓT
Ale nikt po nich płakać nie
będzie. Do gry wraca bowiem zdetronizowana przez kontuzje królowa Martina.
Pannie Hingis najwidoczniej znudziła się tenisowa emerytura, a urazy nie
okazały się na tyle przewlekłe, żeby uniemożliwić Szwajcarce grę. To, co nie
udało się kilkanaście miesięcy temu udało się teraz i już w pierwszym występie
osiągnęła półfinał. Na korty Australian Open wracała jako trzykrotna
triumfatorka i dwukrotna finalistka tej imprezy.Tym razem nie nawiązała do
sukcesów sprzed lat, ale dla większości tenisistek i tak ćwierćfinał pozostaje
wyczynem nieosiągalnym. Że o zwycięstwie w mikście nie wspomnę. Jeżeli
Szwajcarka znowu nie przegra walki z kontuzjami, może walczyć o powrót na
rankingowy tron. A Szwajcaria wyrasta na tenisową potęgę: Federer, Hingis,
solidna Patty Schnyder i wschodząca gwiazda Stanislas Wawrinka, w
momencie, gdy nie eksploduje już co chwilę jakiś rosyjski talent, a amerykańskie
akademie tenisowe nie hodują tylu gwiazdeczek, helwecki kwartet sprawia bardzo
solidne wrażenie.
DOCZEKAŁA SIĘ
Amelie Mauresmo wiele razy
była umieszczana wśród turniejowych faworytek. Wydawało się, że tylko kwestią
czasu jest to, kiedy zdobędzie tytuł wielkoszlemowy. Taki stan trwał latami, aż
w końcu zaczęto spisywać ją na straty, ze wzglądu na słabą psychikę.
Wielokrotnie szła jak burza, aż w pewnym momencie (zazwyczaj w okolicach
półfinału) zaczynała psuć, popełniać szkolne błędy i przegrywać mecze, których
teoretycznie przegrać nie miała prawa. Swoją szansę na triumf w Australii miała
już siedem lat temu, ale wtedy na jej drodze w finale stanęła Martina Hingis,
której w tych czasach ograć było nie sposób. Wreszcie w zeszłym roku udało jej się
wygrać finał Masters, grając przez cały turniej równo, bez tradycyjnej zapaści
okołopółfinałowej. Tym razem Francuzce dopisało trochę szczęście, bo aż w
trzech meczach jej rywalki zeszły z kortu przed końcem pojedynku. Najpierw w
trzeciej rundzie skreczowała M. Krajiczek, a w półfinale i finale ten
sam los spotkał Belgijki- odpowiednio Clijsters i Henin-Hardenne.
BELGIJSKI SZPITAL..
Kim i Justinne za dużo się nie
nagrały w ubiegłym roku, lecząc nieustannie wracające kontuzje. Nowy rok też
zaczął się dla nich średnio ciekawie. Clijsters właśnie zdobyła ośmiotygodniowe
zwolnienie lekarskie, naciągając więzadło, a co się dzieje z Henin to chyba
sama ona nie wie. Skreczowała w finale wskutek rozstroju żołądka, ponoć zjadła
jakaś niewłaściwą tabletkę i to stąd cały problem. Na korcie wyglądała, jakby
za chwilę miała odjechać z kortu karetką, na początku drugiego seta z
cierpieniem wypisanym na twarzy oznajmiła sędziemu, że dalej grać już nie może.
Morał prosty: Panowie ze Szkocji są twardsi niż Panie z Belgii. Na
zeszłorocznym US Open podobne problemy miał Murray. Wszystko przeszło
jak ręką odjął, gdy wyrzucił treść pokarmową poza własny organizm. Co prawda
zrobił to na kort, ale tamten mecz wygrał...
..LEPSZY, NIŻ POLSKIE ZDROWIE
Marcie Domachowskiej
ostatnio nie idzie. Ponoć w swoim meczu z Henin-Hardenne walczyła. Tak
przynajmniej twierdzą eksperci. Powiem jedno: nie zauważyłem. Belgijka zrobiła
z Polką co chciała, szybko zdobyła przełamania i przez cały mecz kontrolowała
sytuację. Są co prawda wyrównane mecze, w których pada wynik 6-1, 6-3, ale
akurat pojedynek, o którym mowa się do nich nie zaliczał. Nasza najlepsza
tenisistka już dawno nie miała udanego występu, w rankingu systematycznie
spada. Nie udało jej się nawet w deblu, tam też odpadła w pierwszej rundzie.
Jedynym pocieszeniem może być przyznany jej tytuł vice-miss turnieju. Ale dość
marna to pociecha- pięknych kobiet ci u nas dostatek, przydałoby się parę
dobrych tenisistek...
ŚWIATEŁKO W TUNELU
Wyrastamy za to na potęgę
deblową. Podobno nasi tenisiści Fyrstenberg i Matkowski szli jak
burza przez turniej. Podobno, bo żadna stacja nas tym widokiem nie uraczyła. A
kiedy już zdecydowano się pokazać Polaków, przegrali oni z kretesem. Ale jeśli
wierzyć relacjom, to nasi w dobrym stylu pokonali świetne pary Cermak/Friedl
i Żimonić/Santoro.Co prawda te relacje opierają się na statystykach
ściąganych ze stron internetowych, bo polskich żurnalistów do Australii nie
przywiało, a Polaków grających na bocznych kortach mało kto widział w akcji,
ale z nich wynikało naprawdę sporo dobrego. Tym większa radość, że wydawało
się, że nasi debliści już nie zagrają razem, bo stwierdzili, że ten układ się
wypalił i osiągnęli wszystko, co mogli. Jak się okazuje przerwa posłużyła
Fyrstenbergowi i Matkowskiemu, osiągnęli oni największy sukces od
dziesięcioleci, czyli od czasów Wojciecha Fibaka. Polacy znaleźli się na
piątym miejscu deblowego rankingu Champions Race, najwyższym w ich karierze.
Jeszcze większy sukces odnieśli Błażej Koniusz i Grzegorz Panfil.
Nasi juniorzy po raz kolejny odnoszą wielki sukces w postaci triumfu
wielkoszlemowego (wszak Olszy i Grzybowskiej też się to udało), w
dodatku eliminując trzy deble z pierwszej dziesiątki juniorskiego rankingu (w
tym liderów- Singha i Neduncherhiyana z Indii). Może wreszcie tym razem
przełoży się to na jakiś sukces w seniorskim tenisie. Czego sobie i Państwu
życzę.
WYNIKI FINAŁÓW
singiel kobiet:
|