strona: 13        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Piłka nożna

Puchar Narodów Afryki: W cieniu piramid (faza grupowa)


W roku, w którym odbywają się piłkarskie Mistrzostwa Świata trudno nie zwrócić szczególnej uwagi na kontynentalne mistrzostwa. Tym bardziej, że rozgrywane są w Afryce - trzeciej potędze światowej piłki. Po Europie i Ameryce Południowej to właśnie "Czarny Ląd" uznawany jest za siłę, która już za kilka miesięcy może powalczyć o medale na Mundialu w Niemczech.

Każdemu kto z ironią myśli o piłce na afrykańskim kontynencie należy przypomnieć, że turniej o Mistrzostwo Afryki odbywa się od 1957 roku, czyli jest starszy od Mistrzostw Starego Kontynentu (pierwsze w 1960 roku)! I chociażby z tego powodu należy się szacunek czarnoskórym piłkarzom. Choć oczywiście nie tylko dlatego.
| Kibice, choć ich liczba nie jest
duża prezentują się okazale|
źródło: AFP
Zwycięzcą premierowej edycji turnieju, który odbył się w Sudanie byli tegoroczni gospodarze - Egipt, który w finałowej potyczce pokonał reprezentantów Etiopii. Turniej rozgrywany w cieniu piramid miał dać odpowiedź na jedno nurtujące wszystkich pytanie - mianowicie czy jesteśmy świadkami przełomu w afrykańskim futbolu? Czy rzeczywiście nastąpiła narodowościowa zmiana w hierarchii "czarnego futbolu"? Turniej był okazją do przekonania się czy uważani za potentatów Nigeryjczycy, Senegalczycy czy też Kameruńczycy oddali palmę pierwszeństwa Angoli, Togo czy też Wybrzeżu Kości Słoniowej, z którymi przegrali przecież walkę o paszporty do Niemiec i w czerwcu będą musieli zadowolić się oglądaniem Mundialu w telewizji. Zmagania grupowe miały być rewanżem za tamtą bolesną lekcję pokory. Smaczku turniejowi dodawał również fakt, że nie zabrakło na nim prawdziwych gwiazd futbolu. Dzięki niechętnej, ale jednak zgodzie włodarzy europejskich klubów mogliśmy podziwiać na boiskach w Kairze, Aleksandrii, Ismailii i Port Saidzie takich piłkarzy jak Didier Drogba, Hassan Mido, Obafemi Martins, Samuel Eto'o, Stefan Appiah czy też Sami Kouffor. W stawce 16 finalistów nie zabrakło żadnego z finalistów tegorocznych MŚ.

Zawody nie cieszą się jednak wielkim zainteresowaniem kibiców, stąd też organizatorzy poszukiwali przeróżnych rozwiązań, by trybuny nie świeciły pustkami. Jednym z takich przedsięwzięć była mobilizacja egipskiego wojska, które w liczbie 2-3 tysięcy zapełniło puste trybuny w spotkaniu pomiędzy Kamerunem a Angolą. Żołnierze, dla pozorów zostali oczywiście przebrani w pstrokate stroje. Nie wiadomo jednak czy podział kogo mają wspomagać przyszedł z góry czy też każdy sam mógł wybrać sobie faworyta. Mecz w sumie oglądało 4,5 tysiąca widzów. Jedynymi spotkaniami, które nie wymagają takich rozwiązań to mecze w których udział biorą gospodarze - z oczywistych względów cieszą się one ogromnym zainteresowaniem.

Grupa A
Z grupy pewny awans wywalczyli faworyci - gospodarze z Egiptu oraz zespół uznawany za najlepszy obecnie w Afryce - Wybrzeże Kości Słoniowej z Drogbą na czele. Fatalny występ zanotowali natomiast zawodnicy, którzy dwa lata temu doszli aż do finału - Maroko. Zespół ten w dużej mierze opiera się na zawodnikach, którzy błyszczeli na MŚ we Francji w 1998 roku. Najsłabiej zaprezentowała się Libia, to jednak nikogo akurat specjalnie nie zdziwiło. Jedynym wynikiem, który może w miarę satysfakcjonować zespół Libii to bezbramkowy remis z drużyną Mohameda Fakhira.  W najciekawszym spotkaniu o prestiż gospodarze pokonali drużynę WKS 3:1 i był to jedyny mecz, w którym napastnik Chelsea nie strzelił bramki.

awans: Egipt, Wybrzeże Kości Słoniowej

Grupa B
Rozgrywki w tej grupie zakończyły się kompletną porażką finalistów czerwcowego Mundialu. Zarówno Angola jak i Togo nie wyszły z grupy i tym samym zdają się potwierdzać coraz częściej wysuwany wniosek, że ich awans do MŚ był tylko i wyłącznie przypadkiem.



Szczególnie kompromitująco zaprezentowała się reprezentacja Togo, która przegrała wszystkie spotkania! Z taką formą i dyspozycją o dobry wynik w Niemczech będzie niesamowicie trudno. Znakomicie natomiast zaprezentowała się drużyna Kamerunu, która nie dość, że odniosła komplet zwycięstw to jeszcze dała sobie wbić tylko jedną bramkę. W napadzie "Nieposkromionych Lwów" błyszczał Samuel Eto'o, który strzelił 5 bramek. Największą niespodzianką jest awans do kolejnej rundy Demokratycznej Republiki Kongo, której piłkarze przed spotkaniem z Togo grozili strajkiem, jeśli nie otrzymają zaległych pieniędzy. W roli mediatora wystąpił sam prezydent Joseph Kabila i trzeba przyznać zrobił to skutecznie, bo piłkarze zagrali i wygrali 2:0.

awans: Kamerun i Tunezja

Grupa C
Za cztery lata Mistrzostwa Świata w RPA, a w drużynie kryzys coraz większy. Jako jedyna drużyna nie zdobyli zarówno punktu, jak i bramki.
| źródło: AFP |
A mogło być i gorzej, ale dwóch bramek zdobytych przeciwko graczom z południa Afryki nie uznano wskutek wątpliwych spalonych. Kapitalnie w ofensywie poczynała sobie Gwinea, grając finezyjnie i z polotem, błyszczał zwłaszcza Feiduno, któremu w meczu z rezerwami Tunezji wystarczyło 30 minut na zdobycie gola i zaliczenie cudownej asysty. Świetnie grali też Thiam i Mansare. Niczym specjalnym nie zachwycili Zambijczycy, ale na słabą obecnie RPA to wystarczyło. Wśród Tunezyjczyków bryluje Santos, ale dramatycznie niską skuteczność prezentuje Guemamdia, pudłując nawet w sytuacjach, w których to teoretycznie nie jest możliwe. Nic dziwnego, że w ostatnim meczu Roger Lemerre dał odpocząć Santosowi, a Guemamdię delegował do gry razem z innymi rezerwowymi.

GWINEA- RPA 2-0 (S. Banguora 77, O. Banguora 87)
TUNEZJA- ZAMBIA 4-1 (Santos 36, 83, 90, Bouazizi 52- Chamanga 9)

RPA- TUNEZJA 0-2 (Santos 32, Benachour 57)
ZAMBIA- GWINEA 1-2 (Tana 33- Feinduno 74- k, 90)

ZAMBIA-RPA 1-0 (Katango 75)
TUNEZJA- GWINEA 0-3 (O. Bangoura 16, Feinduno 69, Diawara 90)

awans: Gwinea i Tunezja


Grupa D Przed ostatnią kolejką w tej grupie wszystko było możliwe, ostatecznie tak jak w grupie B i tu zadecydowała jedna bramka. Słabiutkie Zimbabwe zdołało pokonać świeżo upieczonych finalistów MŚ, którzy wyraźnie przespali swoją szansę. Szczęście za to dopisało Senegalowi, który o mało co katastrofalnej skuteczności nie zawdzięczałby wypadnięcia z turnieju. Najsilniejsza zdaniem większości obserwatorów grupa mocno rozczarowała, Senegalczycy i Nigeryjczycy mieli bezproblemowo zrehabilitować się za klęskę w batalii o mundialu, a tymczasem gdyby nie pomoc Zimbabwe tych drugich zabrakłoby w ćwierćfinałach, a i Nigeria jeśli nie liczyć meczu z najsłabszą ekipą, męczyła się niemiłosiernie. Zaś skazanemu na pożarcie Zimbabwe wcale nie brakło do szczęścia tak wiele...

Nigeria-Ghana 1-0 (Taiwo 84)
Zimbabwe-Senegal 0-2 (Camara 59, Ba 80)

Ghana-Senegal 1-0 (Amoah 13)
Zimbabwe-Nigeria 0-2(Oboro 56, Mikel 59)

Nigeria- Senegal 2-1
Ghana- Zimbabwe 1-2

awans: Senegal i Nigeria


Autor: Marek Iwaniszyn

Andrzej Gomołysek



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>