- Fotoreporter wojenny? Niech Pan powie kto to było, co robił, gdzie publikował, i w ogóle... A przede wszystkim jak to się stało, że został Pan fotoreporterem?
- Jak? Zdjęcia robiłem tak jak wszyscy? Po amatorsku? W wojsku ogłoszono konkurs na fotoreportera brygady. Zgłosiłem się. Dostałem dwa tematy do zrobienia: folklor - taki bardziej z życia niż ludowy i walka z pustyniš. Spośród zdjęć zrobionych przez kilku kolegów moje były najlepsze. Tak zostałem fotoreporterem. Kiedy byłem pod Monte Cassino moim zadaniem było dokumentowanie walk, smutnych i radosnych chwil w życiu żołnierza. Wojna była dla nas wszystkich strasznym przeżyciem. Mieliśmy jednak sporo okazji, aby oderwać się od frontowej rzeczywistości. Były gazety, gazetki, był tygodnik ilustrowany. W nich to, oprócz artykułów, publikowane były zdjęcia fotoreporterów wojennych.
- Jak na Pana patrzyli koledzy z brygady? Nie mieli żalu, że zamiast walczyć, tak jak oni, wystawia Pan swój aparat i tylko fotografuje? Co było dla Pana ważniejsze - ta walka, udział w niej, zdobywanie klasztoru, czy też zdjęcia?
- Oczywiście, że zdjęcia! Koledzy dobrze wiedzieli jakie są moje zadania i wszyscy doskonale to rozumieli, Nie, nie było żadnych wątpliwości co do mojego statusu jako fotoreportera. Na moim mundurze miałem zieloną naszywkę - to oznaczało prasę. Miałem zaświadczenie, że jestem fotoreporterem, którego zresztą nigdy nie używałem bo nikt tego nie wymagał. Zresztą fotoreportera miała każda brygada.
- Miał Pan przy sobie broń? W czasie walk pod Monte Cassino był Pan przecież na pierwszej linii frontu?
- Broni nie miałem. Zgodnie z konwencją genewską, przedstawiciele prasy, podobnie jak i sanitariusze nie mogli posiadać broni. Owszem widziałem, że koledzy z innych armiii - Amerykanie, Anglicy nosili pistolety.
- Nie był Pan jdynym, który fotografował żołnierzy walczących pod Monte Cassino. Jak to się stało, że dzisiaj jest Pan posiadaczem najwększego zbioru fotografii stamtąd? Wystawa "Polacy zdobyli Monte Cassino", którą od poniedziałku oglądamy we wrocławskim Klubie Dziennikarza składa się w ponad 1/3 z Pana zdjęć.
- Fotografowałem bardzo dużo. Robiłem wszystko - od zdjęć z pola walki po legitymacyjne "główki" walczących żołnierzy. Po wojnie przywiozłem do Polski ponad 14 500 różnych zdjęć.
- Proszę opowiedzieć o tym jak one powstawały. Wszyscy wiemy jak walczyli polscy żołnierze we Włoszech. Gdyby jednak nie Pan, kto wie czy historii nieznalibyśmy tylko z opowiadań.
|
- Nie miałem żadnego wyszukanego sprzętu. Zwykły aparat, obiektyw tradycyjny. Amerykanie czy Anglicy mieli teleobiektywy, światłomierze. Mogli fotografować z daleka. Ja nie. Pstrykałem więc z kilku, góra - kilkunastu metrów. Czasami to się nawet śmiałem z innych bo zanim oni zmierzyli światłomierzem jasność, zanim założyli inny obiektywa, ja miałem zrobionych kilka zdjęć. Nie miałem też lampy błyskowej. Dlatego wszystkie zdjęcia robiłem w dzień. Czy to było niebiezpieczene? Dzisiaj nie można już o tym mówić tak, jakby się powiedziało wtedy, w maju 1944 roku. W niektórych natarciach oddziały powracały z walki bez połowy ludzi...
- Gdzie Pan wywoływał filmy? Robił odbitki? Gdzie się ukazywały?
- W czasie walk o klasztor na Monte Cassino wysyłałem negatywy do Neapolu, do naszego laboratorium.
We Włoszech ukazywało się kilka albumów gdzie zebrane były zdjęcia wielu fotoreporterów. Ja najbardziej sobie cenie trzytomowe dzieło Melchiora Wańkowicza, który opisał to co działo sie pod Monte Cassino. Pamiętam bardzo mu zależało na "główkach". To był duży kłopot. Zbierali?my je bardzo długo. A ponieważ ciągle nam ich przybywało każde polskie wydanie Wańkowicza o Monte Cassiono jest inne. Gdyby Wańkowicz żył, bardzo by się cieszył.
- Czy po wojnie fotografował Pan nadal?
- Nie. Wie pan, ja byłem andersowiec. Muszę przyznać, że bałem się. Nawet zdjęć nie przechowywałem w domu. Dopiero po 56 roku wszystkie sporowadziłem do domu. Część rzecz jasna zginęła, zniszczyła się. Smutna to prawda, ale zdjęciami spod Monte Cassino mało kto się interesował. W Polsce ukazało się niewiele albumów fotograficznych ze zdjęciami z czasów wojny. Dopiero teraz jest przygotowywany duży zbiór fotogramów dokumentujšcych lata 1939-1945. Ale są luki. Nie ma na przykład fotografii z 1939 roku. Nie ma zbyt wielu zdjęć z lat 1940-1943. Dopiero teraz zaczęto się bardzoej interesować zdjęciami z czasów wojny, pokazującymi walczących żołnierzy, ich trud, rany, radość ze zwycięstwa. Dzięki tym właśnie zainteresowaniom powstała wspomniana przez pana wystawa "Polacy zdobyli Monte Cassiono". W 1983 roku zorganizowało jš Krakowskie Towarzystwo Fotograficzne. Zamówione już są następne podobne ekspozycje. Ministerstwo Spraw Zagranicznych chce pokazać wojenne zdjęcia w Chicago, Toronto, Montrealu. To będą duże wystawy. Zamówione są także mniejsze - do polskich ambasad. Jestem bardzo szczęęliwy, że te zdjęcia będš oglądane przez wielu ludzi. Myślę, że będzie to okazja, aby zobaczyć to, o czym dotychczas tylko słyszeli lub czytali.
Rozmawiał: Janusz Cymanek
nadesłał:miekki
(miekki@actionmag.net)
|