KURYER HISTORYCZNY

Zainspirowany artykułem Fauske z KH 02 stwierdziłem, że też napiszę w pewnym sensie o przedmiotach i archeologii. Może nie każdy może i chce zostać archeologiem i chce mu się studiować ów kierunek na uczelni, ale chyba każdy może zostać "szperaczem" (bo termin "badacz" byłby przesadą).


O grzebaniu na śmietniku dziejów, czyli historyku szukaj sam Temelin

Szperanie polega na niepozornym patrzeniu pod nogi. Brzmi to może śmiesznie, ale tak jest. Chodzi tu o znajdowanie przedmiotów niekoniecznie zakopanych 10 metrów pod ziemią lub leżących na dnie oceanów, tudzież będących skamieliną. Przedmioty takie można znaleźć w różnych miejscach, które powstały ileś tam lat temu i mogą mieć ciekawą zawartość.

Weźmy na przykład taki strych. Poza tonami pajęczyn i wszechobecną wilgocią na takim strychu można znaleźć ciekawe pamiątki. Przykładem niech będzie mój kolega, który na strychu domu swojej babci znalazł Żelazny Krzyż z okresu I Wojny Światowej (przez kilka miesięcy nie był świadom, co tak naprawdę znalazł i o mało nie sprzedał tego za 50 złotych, tymczasem repliki tego odznaczenia z II Wojny Światowej kosztują już nawet 200 zł).

Dużo takich przedmiotów wypływa podczas rozbiórek starych kamienic czy drewnianych pseudokamienic. W moim mieście swojego czasu było dużo takich drewniaków, w których 60 lat temu mieszkali głownie Polacy wyznania mojżeszowego i ostatnio zaczęły się rozbiórki. Znaleziono dziesiątki książek z początku wieku, fragmenty gazet, żelazka, zabawki i wiele innych przedmiotów używanych codziennie.

Znam pewnego kolekcjonera, który ma umowy z robotnikami rozbiórkowymi - za flaszkę oddają mu wszystkie ciekawe przedmioty, jakie znajdą podczas rozbiórek. Człowiek ten ma niesamowitą kolekcję przedmiotów z XIX i początku XX wieku, a nie kosztowała ona go zbyt wiele. Do tego pana jeszcze wrócimy, gdyż jest on najlepszym przykładem kolekcjonera - szperacza. Wniosek: warto czasem zajrzeć na strych lub piwnicę. Tutaj pragnę się pochwalić wynikami mojej ekspedycji do piwnicy - rok temu na półkach znalazłem śmietanę z 1996 roku.

Znacznie lepiej poszło mi na strychu u dziadka w Koszalinie - tam znalazłem tomik poezji Schillera wydrukowany w 1838 roku. Swoją drogą dziadek znalazł go w latach 50-tych, gdy pracował przy odgruzowywaniu miasta :) Pomijam już stosy "Trybuny Ludu" lub syfony, które jeszcze dziś tak cenne nie są, ale niedługo będą, więc warto je mieć na oku i pilnować, żeby nie zniknęły w mrokach dziejów lub w domu u sąsiada.

No dobrze, a co mają zrobić ci upośledzeni przez żywot ludzie, którzy mieszkają w blokach i nie mają znajomych z mrocznym strychem albo zimną piwnicą? Plener. Wiele przedmiotów nie leży wcale głęboko w ziemi i nie trzeba kopać pół dnia, aby się do nich dostać. Tutaj znów wrócę do znajomego kolekcjonera, który zgromadził niesamowitą ilość bagnetów, karabinów, szabli, ryngrafów, podków, medali, guzików, monet, sprzętu obozowego i innego żelastwa po prostu chodząc po polach bitew i okopach.

Nie należy się oczywiście nastawiać na miecze z XV wieku czy zbroje husarskie z XVII wieku, ale przedmioty z przełomu XIX i XX wieku są już czymś osiągalnym, a jeśli mieszkamy w pobliżu dawnej linii frontu - naprawdę nie trzeba daleko szukać. Podczas orania ziemi pod nowe boisko przy wiejskiej szkole kolega znalazł bagnet od Mausera z II Wojny Światowej, który poza lekką rdzą i brakiem drewienka w uchwycie był w bardzo dobrym stanie.


Inny znajomek na rajdzie harcerskim buszował po mazurskich bagnach i zauważył, że z ziemi wystaje wieżyczka PzKpfw II. Jeszcze kilka lat temu na Rokosowie pod Koszalinem stał wrak T-34 (rzecz jasna ograbiony w środku). W jednej z wsi mojego powiatu na wierzchu leży ponoć gotowy do odpalenia Panzerfaust (źródła odmawiają jednak dokładnego wskazania miejsca w obawie przed pirotechnikami - amatorami).

Tutaj mała uwaga: niewybuch leżący w ziemi nie jest ciekawym znaleziskiem. Pomimo upływu lat to draństwo jest nadal niebezpieczne i nadal ma wpływ na historię. Przykładem niech będzie Jarosław Kaczyński, który będąc dzieckiem znalazł stary pocisk od moździerza i zaczął walić nim w bruk Warszawy. Na szczęście/nieszczęście (niepotrzebne skreślić) ojciec pozbawił go owego artefaktu zanim Jarek mógł zobaczyć Wawę z lotu ptaka (kaczki :P).

Zostawiając jednak politykę w spokoju warto wspomnieć jeszcze o innych miejscach wartych odwiedzenia. Niech więc będą to stare stacje kolejowe, fabryki, poradzieckie bazy wojskowe (jedną nieopodal Szklanej Huty prawie pochłonęła wydma), stare fabryki (uważać, żeby się coś nam nie spadło na głowę) lub lasy.

W lasach nieopodal Białogóry wyraźnie widać ślady istnienia wsi o nazwie Szklana Huta, której mieszkańcy trudnili się produkcją szkła. Po zniszczeniu osady bryłki zielonego szkła (czasem wielkości pięści) posłużyły za utwardzenie okolicznych dróg leśnych. Desperatom polecam udanie się tam i wydłubanie scyzorykiem co nieco z ziemi).

Można także skupować lub znajdować stare dokumenty, monety lub inne pamiątki (kiedyś wpadłem na książeczkę harcerską z 1928 roku oraz na pocztówkę z 1930). Czasem grzebiąc w starych stodołach można znaleźć broń schowaną przez partyzantów w latach 40-tych (wujek w starej stodole znalazł Stena i dwa granaty).

Nie wspomnę tu o starych ziemiankach czy lodowniach spotykanych w małych miastach, gdzie pod warstwą odchodów nietoperzy lub skinów też leżą skarby. Innym sposobem na ciekawe znalezisko jest zachowanie przedmiotu sprzed kilku lat i poczekanie jakieś 40, 50 lat. Wtedy to również będą ciekawe przedmioty i będzie czym poszpanować.

Warto mieć dobre układy z miejscowym szklarzem - ludzie przynoszą do oprawienia wiele ciekawych rzeczy. W ten sposób zdobyłem skserowaną niemiecką mapę powiatu sierpeckieco z 1942 roku, którą ktoś przyniósł do oszklenia.

No cóż... mam nadzieję, że udało mi się kogoś zachęcić do ruszenia czterech liter z domu i poszukania czegoś fajnego w okolicy. Tak więc: literaci do piór, pasta do butów, naród do łopat :)

Temelin
am_historia@o2.pl