Szperanie polega na niepozornym patrzeniu
pod nogi. Brzmi to może śmiesznie, ale tak jest. Chodzi tu o
znajdowanie przedmiotów niekoniecznie zakopanych 10 metrów pod
ziemią lub leżących na dnie oceanów, tudzież będących skamieliną.
Przedmioty takie można znaleźć w różnych miejscach, które powstały
ileś tam lat temu i mogą mieć ciekawą zawartość.
Weźmy na przykład taki strych. Poza tonami pajęczyn i wszechobecną
wilgocią na takim strychu można znaleźć ciekawe pamiątki. Przykładem
niech będzie mój kolega, który na strychu domu swojej babci znalazł
Żelazny Krzyż z okresu I Wojny Światowej (przez kilka miesięcy nie
był świadom, co tak naprawdę znalazł i o mało nie sprzedał tego za
50 złotych, tymczasem repliki tego odznaczenia z II Wojny Światowej
kosztują już nawet 200 zł).
Dużo takich przedmiotów wypływa podczas
rozbiórek starych kamienic czy drewnianych pseudokamienic. W moim
mieście swojego czasu było dużo takich drewniaków, w których 60 lat
temu mieszkali głownie Polacy wyznania mojżeszowego i ostatnio
zaczęły się rozbiórki. Znaleziono dziesiątki książek z początku
wieku, fragmenty gazet, żelazka, zabawki i wiele innych przedmiotów
używanych codziennie.
Znam pewnego kolekcjonera, który ma umowy z
robotnikami rozbiórkowymi - za flaszkę oddają mu wszystkie ciekawe
przedmioty, jakie znajdą podczas rozbiórek. Człowiek ten ma
niesamowitą kolekcję przedmiotów z XIX i początku XX wieku, a nie
kosztowała ona go zbyt wiele. Do tego pana jeszcze wrócimy, gdyż
jest on najlepszym przykładem kolekcjonera - szperacza. Wniosek:
warto czasem zajrzeć na strych lub piwnicę. Tutaj pragnę się
pochwalić wynikami mojej ekspedycji do piwnicy - rok temu na półkach
znalazłem śmietanę z 1996 roku.
Znacznie lepiej poszło mi na strychu
u dziadka w Koszalinie - tam znalazłem tomik poezji Schillera
wydrukowany w 1838 roku. Swoją drogą dziadek znalazł go w latach
50-tych, gdy pracował przy odgruzowywaniu miasta :) Pomijam już
stosy "Trybuny Ludu" lub syfony, które jeszcze dziś tak cenne nie
są, ale niedługo będą, więc warto je mieć na oku i pilnować, żeby
nie zniknęły w mrokach dziejów lub w domu u sąsiada.
No dobrze, a co mają zrobić ci upośledzeni przez żywot ludzie,
którzy mieszkają w blokach i nie mają znajomych z mrocznym strychem
albo zimną piwnicą? Plener. Wiele przedmiotów nie leży wcale głęboko
w ziemi i nie trzeba kopać pół dnia, aby się do nich dostać. Tutaj
znów wrócę do znajomego kolekcjonera, który zgromadził niesamowitą
ilość bagnetów, karabinów, szabli, ryngrafów, podków, medali,
guzików, monet, sprzętu obozowego i innego żelastwa po prostu
chodząc po polach bitew i okopach.
Nie należy się oczywiście
nastawiać na miecze z XV wieku czy zbroje husarskie z XVII wieku,
ale przedmioty z przełomu XIX i XX wieku są już czymś osiągalnym, a jeśli mieszkamy w
pobliżu dawnej linii frontu - naprawdę nie trzeba daleko szukać. Podczas orania ziemi pod nowe boisko przy wiejskiej szkole kolega
znalazł bagnet od Mausera z II Wojny Światowej, który poza lekką
rdzą i brakiem drewienka w uchwycie był w bardzo dobrym stanie.
|
Inny
znajomek na rajdzie harcerskim buszował po mazurskich bagnach i
zauważył, że z ziemi wystaje wieżyczka PzKpfw II. Jeszcze kilka lat
temu na Rokosowie pod Koszalinem stał wrak T-34 (rzecz jasna
ograbiony w środku). W jednej z wsi mojego powiatu na wierzchu leży
ponoć gotowy do odpalenia Panzerfaust (źródła odmawiają jednak
dokładnego wskazania miejsca w obawie przed pirotechnikami -
amatorami).
Tutaj mała uwaga: niewybuch leżący w ziemi nie jest
ciekawym znaleziskiem. Pomimo upływu lat to draństwo jest nadal
niebezpieczne i nadal ma wpływ na historię. Przykładem niech będzie
Jarosław Kaczyński, który będąc dzieckiem znalazł stary pocisk od
moździerza i zaczął walić nim w bruk Warszawy. Na
szczęście/nieszczęście (niepotrzebne skreślić) ojciec pozbawił go
owego artefaktu zanim Jarek mógł zobaczyć Wawę z lotu ptaka (kaczki
:P).
Zostawiając jednak politykę w spokoju warto wspomnieć jeszcze o
innych miejscach wartych odwiedzenia. Niech więc będą to stare
stacje kolejowe, fabryki, poradzieckie bazy wojskowe (jedną
nieopodal Szklanej Huty prawie pochłonęła wydma), stare fabryki
(uważać, żeby się coś nam nie spadło na głowę) lub lasy.
W lasach nieopodal Białogóry wyraźnie widać ślady istnienia wsi o nazwie
Szklana Huta, której mieszkańcy trudnili się produkcją szkła. Po
zniszczeniu osady bryłki zielonego szkła (czasem wielkości pięści)
posłużyły za utwardzenie okolicznych dróg leśnych. Desperatom
polecam udanie się tam i wydłubanie scyzorykiem co nieco z ziemi).
Można także skupować lub znajdować stare dokumenty, monety lub inne
pamiątki (kiedyś wpadłem na książeczkę harcerską z 1928 roku oraz na
pocztówkę z 1930). Czasem grzebiąc w starych stodołach można znaleźć
broń schowaną przez partyzantów w latach 40-tych (wujek w starej
stodole znalazł Stena i dwa granaty).
Nie wspomnę tu o starych ziemiankach czy lodowniach spotykanych w małych miastach, gdzie pod
warstwą odchodów nietoperzy lub skinów też leżą skarby. Innym
sposobem na ciekawe znalezisko jest zachowanie przedmiotu sprzed
kilku lat i poczekanie jakieś 40, 50 lat. Wtedy to również będą
ciekawe przedmioty i będzie czym poszpanować.
Warto mieć dobre układy z miejscowym szklarzem - ludzie przynoszą do
oprawienia wiele ciekawych rzeczy. W ten sposób zdobyłem skserowaną
niemiecką mapę powiatu sierpeckieco z 1942 roku, którą ktoś
przyniósł do oszklenia.
No cóż... mam nadzieję, że udało mi się kogoś
zachęcić do ruszenia czterech liter z domu i poszukania czegoś
fajnego w okolicy. Tak więc: literaci do piór, pasta do butów, naród
do łopat :)
Temelin
am_historia@o2.pl
|