Wiara w czarta była najpowszechniejsza w czasach panowania porządku społecznego, w którym każdy człowiek był przypisany do określonego stanu. Dotyczyło więc to także sługusów Lucyfera, spotkać można więc było diabły szlacheckie, niemieckie i chłopskie. Przy czym, w odróżnieniu od ludzi, większość diabłów mogła swobodnie przepływać od stanu do stanu, w zależności od potrzeb.
Ciekawie przedstawiała się "organizacja" piekła. Był taki utwór "sejm piekielny", w którym władztwo Lucyfera było podzielone na resorty. Były tam diabły specjalizujące się w zabójstwach, awanturach, cudzołóstwie, złodziejstwie, wiarołomstwie czy innych grzechach.
Generalnie, bano się określeń diabeł, szatan czy lucyper. Zastępowano je więc i mówiono: zły, licho, kusy, czarny, piekielnik, pokuśnik, przechera. Używano również określeń mających swój rodowód w czasach pogańskich takich jak bies czy czart.
Taki diabeł to był często pan pełną gębą. Chadzał w ubraniach najlepszego gatunku (najczęściej z czerownego sukna) i woził się czarną, poszóstną karetą. A u boku oczywiście szabla i obuch. Maniery też miał jak szlachcic. Znaczy był żarłokiem i moczymordą, ale oprócz tego zwracał się do przedstawicieli braci herbowej "mości panie bracie". Nazwiska też przybierał brzmiące z szlachecka (np. Rogaliński), albo po prostu posługiwał się nazwiskiem jakiegoś bogatego rodu.
Równie często diabeł ubierał się z cudzoziemska. "Istny Niemiec, sztuczka kusa" - zanotował wieszcz Adam. Nie oznacza to jednak że miał spodnie z szelkami, żarł golonkę i jodłował. Ten ubiór jest taki "tradycyjny" że został wymyślony przez księcia Witelsbacha w XIX wieku. Chodzi raczej o te kapelusze, "kuse szaty" etc. Na dodatek u boku miał szpadę, obrzydliwiec jeden. Najczęściej takowe licho występowało na terenie Wielkopolski i Pomorza.
 Osculum infame, bezwstydny całus;
rytualne oddanie czci diabłu
|
Co ciekawe, czart wdziewał czasem szaty żydowskie. W 1715 roku podczas śledztwa (tortur) chłopka zeznała że miała "zalotnika po żydowsku". W nocy diabeł przyszedł jednak do niej ubrany "po niemiecku".
Były też diabły pośledniejszej rangi, służące czasem czarownicom. Ubierały się one wyłącznie "z chłopska", były niemożliwie tępe i złośliwe. Podania ludowe mnożą przykłady jak to sprytny przedstawiciel prostego ludku diabła wykiwał. Były jeszcze chowańce, których status był dosyć niejasny. Ni to cudzoziemiec, ni swój. Ale odczuwam z nimi pokrewieństwo dusz (chociaż czy diabeł ma duszę?) bo były to osobniki nadzwyczaj leniwe, z birbanckim nastawieniem do życia.
|
Powiedzcie mi, czy zaufalibyście komuś kto ma rogi, ogon i kopyta? Pewnie nie. Dlatego też diabeł musiał się maskować. Rogi nie były nadzwyczaj wielkie, więc czart mógł je ukryć pod gęstą czupryną. Mimo że to często wystarczało, przezornie nie rozstawał się z czapką, zgodnie z zasadą że "strzeżonego Pan Bóg strzeże". Ogonek skrywały hajdawery. Diabeł miał zawsze przynajmniej jedno kopyto, więc można było go rozpoznać po tym że kulał. No i jeszcze pewien szczegół, który zazwyczaj przez śmiertelnych jest przeoczany: diabeł nie miał dziurek w nosie. Bardzo rozsądnie, moim zdaniem. Ciało biesa wytwarzało bowiem szczególnie przykre wyziewy takie jak: woń siarki, padliny czy zwierzęcych odchodów. Na dodatek z japy mu jechało. No i był zimny jak nieboszczyk. Poza tymi nieistotnymi szczegółami nie różnił się jednak niczym od przeciętnego mężczyzny.
Piekielniki nie były jednak tylko złymi demonami, dybiącymi na niewinne dusze ludzkie. Bywało że znajdowali się w roli "ostatnich sprawiedliwych". Popularna legenda mówiła o tym jak szatani wymierzyli karę zło wyrządzone biednej wdowie i sierotom przez niesprawiedliwy wyrok Trybunału Piotrkowskiego. Zaraz po wyroku, pojawili się na sali sądowej i surowo ukarali możnowladcę, który był przyczyną krzywdy kobiety. Czarty ścigały również i dręczyły świadków, którzy pod przysięgą składali fałszywe zeznania.
Nie ograniczały się jednak do karania tylko tych wielkich. Ścigali np. młynarzy, gdy oszukiwali na mierze lub wadze. Przed sprawiedliwością nie uszły karczmarki, srodze karane za "nie dolewanie" (tzn. nie dolewanie do pełnej miary piwa, lub okowity). Taki diabeł nie był wcielonym złem, był raczej złośliwym figlarzem, nie mającym wzgląd na nic. To on sprawiał że poważny pan wojewoda cały w jedwabiach plasnął w wiosenne błoto.
Na biesy miało się jednak sposoby. Strasznie denerwowało go to jak chłopiec odgrywał jego postać w szopce. Ryczał wtedy i tłukł łbem o ścianę w bezsilnej złości. Najbardziej bał się jednak święconej wody, pobożnych napisów, obrazów z wizerunkiem Chrystusa, Maryi czy świętych, znaku krzyża, pobożnego wezwania czy świętych miejsc. Ponadto, wedle ludowych podań bał się soli (nic dziwnego, przecież to "biała śmierć"). Zdania są podzielone co do tego czy bał się piorunów. Zdaniem niektórych, lękał się ich i chował w najciemniejszą norę, skoro tylko je usłyszał. Był to bowiem wiadomy znak gniewu Bożego. Inni jednakże byli zdania że to diabeł wywołuje burze z piorunami.
Bywało że diabeł kogoś opętywał. Opętany człowiek rzucał się naokoło, miotał bluźnierstwa, ryczał jak zwierzę, parskał na krzyż i nie bał się relikwii. Ponadto uważano że jednego człowieka opętać mogło wiele diabłów, nawet tysiące. Jest zresztą o tym wzmianka w Ewangelii: Jezus przępędził złe duchy z człowieka do stada wieprzy. Podobno po lewej stronie ciała gromadziło się nawet kilkanaście tysięcy więcej diabłów niż na prawej (jako mańkut protestuję). Jakiś mnich tak sobie wyliczył.
Generalnie diabeł to jednak był stwór niebezpieczny i lepiej się od niego trzymać z daleka. Czego sobie i wam życzę.
Dziadek Mróz
am_historia@o2.pl
|