KURYER HISTORYCZNY

Człowiek podobno boi się nieznanego. Daję wam więc pełne dossier znanych mi diabłów, czartów, szatanów i innych biesów żebyście wiedzieli kogo sklnąć jak się walniecie młotkiem w palec (ja zawsze widziałem w tym rękę złego, sam przecież bym sobie krzywdy nie zrobił, prawda?).


Sławne piekielniki, czyli boso, ale z kopytami Dziadek Mróz

Najsłynniejszy diabeł to obecnie Rokita, ale ja bardziej lubię Borutę, więc od niego zaczniemy. Ten jegomość istniał jeszcze zanim zawitało u nas chrześcijaństwo z "bratnią pomocą". Był wtedy duchem zwanym też Leśnym (a samo "Boruta" znaczy tyle co "sosna"). Władca lasu, dosyć charakterystyczną cechą była broda aż do przyrodzenia. To ostatnie też miał mieć pokaźnych rozmiarów. Oprócz brody i penisa w oczach staną nam również rogi jelenia (bądź koźle, czy jakiekolwiek inne). Był zawsze otoczony świtą ze zwirzyny leśnej: niedźwiedzi, wilków, dzików etc. Myśliwi składali mu ofiary.


Boruta, namiestnik piekieł
Z czasem zaczął przyjmować inne postacie niż wielki, brodaty rogacz z penisem na wierzchu. Przede wszystkim zaczął skrywać przyrodzenie. Wprzódy czynił to ubierając się w chłopskie odzienie. Potem zaczął się nosić po niemiecku, gdy występował jako bogaty pan. Mniej więcej od XVIII wieku zaczął przyjmować postać szlachcica, bogatego posesjonata, który został wyznaczony przez piekło namiestnikiem ziemi łęczyckiej.

Usposobienie też miał jak na sarmatę przystało. Chętnie brał udział w popijawach, pojawiał się na weselach, zjawiał na kuligach. Był przy tym awanturnikiem z wielką ochotą wszczynającym burdy. A o taką było łatwo, zwłaszcza gdy obcowało się ze szlachtą, która zawsze miała szablę u boku. Z reguły takie pojedynki kończyły się dla wyzwanego dosyć smutno, ponieważ Boruta był bardzo dobrym szermierzem.

Był sobie też wspomniany wyżej Rokita. W książce Zbigniewa Kuchowicza "Obyczaje staropolskie" możemy przeczytać "podobnie jak Boruta, Rokita również był wysoko postawiony w hierarchii piekielnej". Jeśli był to prosty ludek raczej o tym nie wiedział. W różnych bajkach ludowych jakie miałem przyjemność czytać przedstawiony został jako demon głupi, prymitywny i słaby. Taki cienki Bolek.

W piekle zajmował się wożeniem czegoś. Niestety nie wiem czy był to gnój, woda czy smoła. Cokolwiek by to nie było, o wysokim statusie nie świadczy. Jednakże z jakiegoś powodu (Bóg, a może raczej Lucyper, raczy wiedzieć jakiego) został wysłany na ziemię. Pewnikiem dlatego by jakoweś dusze pojmać, ale poruczenie takiego ważnego zadania kompletnemu nieudacznikowi śmierdzi mi nepotyzmem.

Swoje pierwsze kroki skierował ku zamkowi Boruty w Łęczycy. Zachowywał się jak kompletny burak i został wyśmiany przez przez wysoce ukulturalnione towarzystwo. Po tym jak został wykopany (o ilę dobrze pomnę to dosłownie) z zamku znielubił strasznie inne diabły. Skierował się tedy do miasta. Tam ożenił się z jakąś babą i udając kupca miał sprowadzać ludzi na złą drogę.

Ale żona trafiła mu się taka że nawet diabła szkoda. Ciągle wyciągała od niego kasę na błyskotki, suknie i inne zbyki i ogólnie spokoju nie dawała. A że taki był z niego kupiec jak ze mnie Mechagodzilla to szybko popadł w długi. Piekło parę razy przysyłało mu pieniądze, parę razy dostał po pysku od wierzycieli (żona też go prała) i ogólnie źle mu było. W końcu miasto też mu zbrzydło i wyprowadził się na tereny wiejskie, gdzie kima w dziuplach i psuje koła od wozów. Generalnie, głupek.


Nie każdy diabeł jednak był takim przygłupem. Ba! Bywały diabły - nomen omen - piekielnie groźne. Takim był nocny Lelek. Namawiał on ludzi do złych czynów (łobuz), zagłuszał sumienie, powodował że ludzie wstydzili się dobrych uczynków. Jak każdy szanujący się czart, pragnął posiąść ludzką duszę. A że był krewkiego charkteru to w razie oporu wyładowywał złość na ciele obranej ofiary. Jak napisał Kuchowicz: "za jego sprawą ludzi schli, chorowali, a w końcu marli". Diabeł ten potrafił także udusić swoją ofiarę, albo zmusić do samobójstwa (przez co jej dusza była potępiona).

Nie zajmował się jednak tylko bandyterką wielkiego kalibru. To on odpowiadał za różne dziwne trzaski, czy inne huki. Jedną z jego ulubionych sztuczek było zrywanie dachu z chaty. Nikt nie lubi jak coś mu hałasuje, albo kapie na głowę (tę problematykę poruszył Aleksander Fredro w sławnym poemacie "Paweł i Gaweł", obywając się jednak od nadprzyrodzonego pierwiastka). Próbowano tedy Lelka przebłagać. Zostawiano mu więc resztki jedzenia, zarzynano dla niego czarne kury i wystrzegano się dawania jałmużny w czwartek. Był to bowiem ulubiony dzień czarta, więc nie warto psuć mu humoru. Bywało że oddawano mu boską cześć (to już ewidentnie jest przesadne lizusostwo).

Ciekawe, chociaż przykre dla nas, hobby miał Belial. Siedział w błocie i wciągał w bagno wozy i powozy, łamał chłopom koła i w ogóle był dosyć nieprzyjemny. W czasie gołoledzi, z racji braku błota miał paskudny humor. Przewracał więc ludzi, powodując stłuczenia i złamania. Ponadto wpychał ludzi do wody i tłukł paluchy. Jednakże, mimo bajerancko-demonicznego imienia nie był szczególnie groźny.

Groźny był natomiast Przechera-Frant. Wywoływał on kłótnie, awantury, bójki; doprowadzał ludzi do zabójstw i samobójstw. Szczególną władzę miał nad stanem kapłańskim. Uwielbiał doprowadzać do kłótni między księżmi a mnichami, nie gardził też wywoływaniem awantur wśród szlachty. On też namawiał panów do dręczenia służby, niewinnego męczenia i tracenia poddanych (pewien szlachcic powywieszał chłopów, bo źle szli z nagonką podczas polowania i zwierzyna jaśnie panu uciekła). Przechera był przyczyną zbójeckich wypraw, rozbójow, świętokradztwa i wszelkich bandyckich ekscesów.


Paskuda-Zalotnik namawiał do "grzechu cielesnego". To on wzbudzał w mężczyznach pożądanie miłosne, opętywał ich tak że tracili dla kobiety rozum, majątek, zdrowie i potrafił popełnić dla niej każde przestępstwo. Kobiety natomiast skłaniał do "przesadnego dbania o urodę", by się stroiły, używały pachnideł i uwodziły mężczyzn. Świnia i lubieżnik, lubujący się w nieczystościach.

W małżeństwie przeszkadzał Asmodeusz. To on skłaniał małżonków do kłótni, gasił miłość, a wzniecał nienawiść. Skłóconym, podszeptywał myśli o cudzołóstwie.

Był wreszcie mały diablik Smołka, który opanowywał stare baby i namawiał je do siania plotek, używania przekleństw i obmawiania ludzi.

Dziadek Mróz
am_historia@o2.pl