|
Film, który zdobył popularność wśród ludzi, ma pewność, że doczeka się kontynuacji. Jeżeli dodamy, że jest on z gatunku tych "zabili go i uciekł" to jest niemal pewne, że za rok, dwa obejrzymy sequel. Kontynuacji nie lubię. Są wtórne, nudne, powtarzają oklepane schematy, bazują na starych zagrywkach i mam wrażenie, że twórcy chcą ode mnie wydusić kasę, nie dając w zamian nic. O dziwo "Tranposter 2" prezentuje się przyzwoicie, zupełnie jak nasz poważny, elokwentny bohater.
Frank Martin to kurier, który w pierwszej części miał za zadanie przewieść podejrzany pakunek. Frank jest byłym dowódcą oddziałów sił specjalnych, ale zszedł na mniej legalną drogę. Tym razem Martin ma proste zadanie. Przez miesiąc musi zawozić małego Jacka do szkoły i przywozić go z powrotem, bowiem jego tatuś zarobił w ostatnim czasie mnóstwo pieniędzy i troszczy się aby syna nikt nie porwał. Niestety nawet dzielny Frank nie jest w stanie ochronić Jacka. Jednak nie daje za wygraną i tak szybko nie odpuści.
Komentarze do tego filmu mówią, że to prosta fabuła jest najsłabszą stroną tej produkcji. No
cóż, trudno temu zaprzeczyć. Skąd my znamy ochroniarza, któremu ktoś pojechał po ambicji i który dobrowolnie, bez przymusu naraża własne życie, aby dotrzymać słowa? To, że takich filmów jest sporo, nie znaczy, że to jest genialny pomysł. Nie ma tu logiki. Bowiem owszem można zrobić coś ryzykownego, aby uratować kogoś z własnej woli, ale żeby narażać życie? "Transporter 2" jednak wysuwa asa z rękawa. Nie od tego filmu wiadomo, że Frank ma zasady, to taki facet, który niekoniecznie respektuje przepisy drogowe, ogólnie przyjęte prawo, ale ma swoje zasady moralne, których się trzyma i których złamać nie wolno pod żadnym pozorem. Po takiej motywacji widz może jako tako oglądać obrazy wyświetlane na ekranie.
Siła głównego bohatera polega na jego niezwykłym spokoju. Frank jest pewny siebie i swoich umiejętności. Nie wykonuje niepotrzebnych ruchów, nigdzie się nie spieszy. Sprawia wręcz majestatyczne wrażenie. Gdy jednak akcja zwiększa obroty staje się innym człowiekiem. Perfekcyjny w sztukach walki i doskonały kierowca czynią z niego postrach dla każdego kto śmiał mu wejść w drogę. Zdecydowanie Jason Statham jest stworzony do tej roli. Kamienna twarz, niski ton głosu, dobrze zbudowana sylwetka, choć naprawdę daleko mu do Sylvestra Stalone'a. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Tak, to Statham jest kołem napędowym filmu... no może obok pięknego, nowego Audi A8, które mu towarzyszy w połowie ujęć ;)
Niestety nie udało się uniknąć produktu placebo. Kilka innych marek też przewija się jeszcze w filmie, ale nie są one już tak dokuczliwe jak wspomniane Audi. Całe szczęście, że naprawdę samochód robi wrażenie i to go usprawiedliwia.
 |
Lwia część "Transportera 2" to sceny bijatyk i pościgów. Współczesne kino ciepri na nieudolność kręcenia scen pojedynków. Machania kamerą, najazdy na pojedyncze części ciała (noga, ręka), lub przedmioty, które właśnie zadają cios. To sprawia, że wiemy, że kogoś biją, ale nie wiemy jak, gdzie, kto, kogo czym. Film Leterriera nie cierpi na tą chorobę. Sceny walk są wyraźne, dobrze nakręcone. Bardzo dynamiczne, ale absolutnie nie chaotyczne. Widz spokojnie może podziwiać, jak Frank w mgnieniu oka rozprawia się z kilkunastoma przeciwnikami. Mało tego. Wiele filmów mimo, iż posiada naprawdę dobre sceny bijatyk, to zwyczajnie przynudza. Bohaterowie stosują te same triki, te same ciosy. W "Transporterze 2" tego nie ma. Główny bohater posiada cała gamę ciosów i można mu tylko pozazdrościć inwencji twórczej.
Podobnie sprawa się ma z pościgami. Dynamiczne zdjęcia, piękne zwroty, oraz najazdy kamery z góry i z kabiny samochodu robią wrażenie. Potęguje je piękne auto, które naprawdę warto podziwiać gdy przebija się wąskimi uliczkami, lub manewruje pomiędzy samochodami na ulicy.
Nie jest jednak tak znowu pięknie i przyjemnie. Film ma też swoje wady. Przede wszystkim twórcy przekombinowali z niektórymi scenami. Przykro mi bardzo, ale nadal nie jestem w stanie uwierzyć, że człowiek jest w stanie poruszyć się szybciej niż pocisk, dlatego scena, gdy wystrzelona kula przebija zamiast głowy Franka strzykawkę, którą trzymał w górze, jest zdecydowanie nie na miejscu. Podobnie jest z całym motywem lotu samolotem. Widz ma wrażenie sztuczności. Bowiem kamera ukazuje widok również z zewnątrz na lecący samolot, który mamy wrażenie jest wygenerowany komputerowo. O ile się nie mylę, to z ludzi znajdujących się w środku spadającego z kilku tysięcy metrów samolotu i uderzającego w wodę, powinno zostać tyle co nic. Jest też i scena z rozbrajaniem bomby przez Martina. Zamiast jak człowiek wysiąść z samochodu, odczepić ją i wyrzucić, to ten mądrala rozpędza się, najeżdża na równię pochyłą, leci samochodem w powietrzu, okręca się o 180 stopni, podwoziem zahacza o wiszący na dźwigu hak, tak, że ten zdejmuje bombę, okręca się ponownie o 180 stopni i ląduje na ziemi...... współczuję amortyzatorom.
Mimo, iż twórcy pozazdrościli trochę Bondowi i niektóre sceny sobie "podrasowali" to jednak "Transporter 2" to przyjemny film. Można się z powodzeniem rozerwać. Niestety film na raz, być może dla fanów pięknych aut - na dwa. Myślę jednak, że warto zastanowić się w sklepie z filmami (wypożyczalni) na wybór tej pozycji, bo w swoim gatunku to naprawdę solidny film.
»Ocena:
7-/10
»Autor:
|