» Sceny łóżkowe kręcony były tylko w obecności reżysera, kamerzysty i dźwiękowca;
Przekraczanie granic i barier. Odważne filmy o gejach, lesbijkach o ich życiu intymnym. Odważne sceny ukazujące sceny łóżkowe pary heteroseksualnej. Seks na mnicha, na jeźdźca, oralny, analnego nie zauważyłem. Przywiązywanie partnera pończochą do łóżka, zawiązywanie oczu. Podobno o gustach się nie dyskutuje. Poważnym argumentem zwolenników związków homoseksualnych jest fakt, iż nikt nikomu do łóżka nie powinien zaglądać. No cóż, ciekawość to jednak jedna z ludzkich cech. Michael Winterbottom wymyślił sobie, że poszerzy granice, pokaże na ekranie coś czego jeszcze nikt nie pokazał. No cóż być może udało mu się przemycić do kin treści uchodzące za pornograficzne, ale przecież to wszystko jest sztuką. Nie będę ukrywał, "9 songs" to jeden z najgorszych filmów, jakie miałem okazję zobaczyć. Nudny, krótki, bez pomysłu, uciekający się do najbardziej prymitywnych ludzkich zachowań. Wiesz Czytelniku co zawsze ściągnie pewną widownię do kina, nawet gdy nie masz na film pomysłu? Seks. Kopulacja jest dla ludzi zarówno miła co i pożądana. Chcemy na takie akty patrzeć, fantazjować w myślach i wprawiać w czyn. Winterbotton zdaje się o tym wiedzieć doskonale, zatem jego obraz jest po prostu lekkim pornosem, który udaje, że ma jakąś fabułę, a co gorsza udaje, że ma jakieś przesłanie. Matt i Lisa to młodzi ludzie, chętni nowych doznań, których łączą dwie rzeczy: muzyka i seks. Poznają się na koncercie Michaela Nymana, po czym idą do łóżka i tak już zostaje. Koncert, ruchanie, koncert, ruchanie, koncert, ruchanie.... . Filmów erotycznych w historii kina było bardzo wiele. Trochę mniej było ludzi, którzy łamali zasady, coraz odważniej podchodzili do sfery seksualności. Pokazywali coraz to wymyślniejsze ujęcia i sceny łóżkowe. O "9 songs" słyszałem tylko tyle, że ma drętwą fabułę i dość odważne sceny uprawiania seksu. Szczerze mówiąc oczekiwałem czegoś innego. Ciało kobiety, akt miłosny można ukazać na wiele różnych sposobów, wieloma technikami. Zabawa światłem i kamerą umieszczoną w różnych pozycjach i miejscach potrafi czynić cuda i nadać temu w sumie pospolitemu wydarzeniu nowych rozpalających zmysły doznań. Niestety, ale tego w tej produkcji nie ma. Winterbottom próbuje nam raczej przedstawić seksualny aspekt życia młodych ludzi. Na dokładkę serwuje nam zdjęcia Antarktydy. Wniosek? Chodzi o samotność? O związek bez uczuć i emocji o seks sam w sobie? Być może tak, być może jednak Winterbottom chciał pokazać nam nasze szare życie, pustkę, samotność. Zrobił to jednak w koszmarny sposób.
Momentami sceny erotyczne zmieniają się po prostu w zwykłą pornografię. Narządy płciowe mężczyzny podczas erekcji na ekranie kina to raczej rzadkość. Sceny orgazmu i spływającej spermy to już zdecydowanie atrybut rasowych pornoli. No cóż najwyraźniej, ktoś pozazdrościł ogromnemu i ciągle rozwijającemu się rynkowi pornusów i całego tego porno biznesu. Cokolwiek wypadałoby napisać o aktorach. Kieran O'Brien to aktor z pewnym doświadczeniem. Grał w takich produkcjach jak "Kompania braci", czy "Gol!". Margo Stilley to zupełna debiutantka i szczerze powiedziawszy wybrała najgorzej jak tylko mogła wybrać aktorka, chyba że dalej chce to kontynuować. W sumie dlaczego nie? Swojego czasu głośno było o bodajże czeskiej seksbombie i gwieździe porno, którą jeden z rodzimych polityków oprowadzał po Sejmie przy ulicy Wiejskiej. Być może taki zaszczyt kopnie kiedyś i Margo, choć warunki fizyczne ta aktorka ma fatalne. Jeżeli pominiemy sferę seksualną całego tego pożal się Boże aktorstwa, to zostaje nam zaledwie kilka marnych dialogów, nawiązujących zresztą do seksu i absolutnie nic więcej. Plotki głoszą, że gdy Stilley dowiedziała się, że "9 songs" ogłoszono najbardziej odważnym filmem kina brytyjskiego, to poprosiła o nie podawanie jej prawdziwego imienia i nazwiska do wiadomości publicznej. No cóż, nie wiem czego ta aktorka tak naprawdę się spodziewała. Zniżyła się do roli dziwki, o której kręcą film, więc może wypadałoby się chociaż przyznać do swojego dzieła. Z filmu "9 songs" tak naprawdę nic nie wynika. Jeżeli reżyser chciał ukazać pustkę głównych bohaterów. Związek bez uczuć, to nie rozumiem wchodzących w pornografię scen miłosnych. Miało to zaszokować? Pobudzić do dyskusji? Absolutnie tak się nie stało. Film pojawił się na ekranach kin, zszedł z nich i nikt o nim nie pamięta, tak samo jak nie pamięta się pornola o dwóch Azjatkach i Murzynie.
»Ocena: 1/10
»Autor: Dishman
tytuł oryginalny: Nine Songs