|
Dusqmad
"Nie ukrywam, iż nowy numer nieco bardziej spodobał mi się od
ostatniego. Przede wszystkim wielce pozytywnym zaskoczeniem jest
recenzja "Blue Velvet". Jej autor pokazał naprawdę niesamowity
poziom zarówno jeśli chodzi o pisanie, jak i znajomość dziedziny
filmu. Naprawdę pozytywne zaskoczenie! Czekam na więcej
.
Zaprawdę zjechana została "Legenda Zorro". Jako, iż poprzednia
część była dobrze zagraną porcją rozrywki aż trudno uwierzyć, iż
jest tak źle. No cóż jakby nie było Dishman w pewien sposób
zachęcił do oglądnięcia
.
Poza tym recenzja "Rudolfa" okazała się w pewnym sensie wpadką,
gdyż dla tych którzy to przeczytają w dniu oficjalnej premiery
już będzie zapewne po świętach
.
Szkoda, że nie wszyscy zaglądają chociażby na forum
.
W pewien sposób została wyróżniona we wstępniaku recka
"Miasteczka Salem". Ja mam na to nieco inne spojrzenie. Ogrom
cytatów zupełnie nie nadaje się do formy wypowiedzi pisemnej,
jaką jest recenzja. Takie coś byłoby bardzo przydatne w
analizie, na okładce wydania DVD, ale nie w recenzji. Po prostu
widać przerost cytatów nad opinią recenzenta. Pomysł oryginalny,
aczkolwiek nie do końca trafiony.
Dalej podsumowanie 2005 roku. Jako, że Dishman prosił o opinię
to o takową się postaram. Sam artykuł bardzo dobry. Ciekawie
napisany, zawiera też statystyki, które chociażby dla mnie są
interesujące. Zabrakło jednak kilku tytułów, które także okazały
się ważne w tym roku. Jeśli nie na tle artystycznym, to
komercyjnym już na pewno
.
Druga sprawa. Wyraźnie brakowało mi zestawienia
najpopularniejszych filmów w USA, które mogłoby stanowić jakiś
kontrast dla tego polskiego notowania. W końcu o tym, czy jakiś
film stanie się hitem decydują widzowie z innej półkuli. Cieszy
fakt, iż dział Varia wypadł tym razem nienajgorzej
.
W Starym Kinie Raven zrobił mi strasznego smaka za sprawą
recenzji "Nosferatu - symfonia grozy". Jest to pozycja, którą
już jakiś czas cholernie chciałem oglądnąć, aczkolwiek nawet na
giełdzie nie idzie znaleźć u tych fajnych gości, którzy to
zwracają się do mnie "szefie"
.
Co do samego FilmWalkera. Ja przynajmniej stwierdziłem, iż nie
ma sensu udzielać się, skoro widziałem zaledwie kilka z
recenzowanych filmów. Inni pewnie podobnie.
Podsumowując numer niby nie jakoś strasznie wylewający się poza
burty, ale ma kilka mocnych punktów. Za to mu chwała
.
Mielonek
Heh.. Ten ogrom cytatów to mini-opowiadanie mojego autorstwa, a
reckę "Rudolfa" wysłałem w ramach TN, ale wtedy nie doszła.
Dishman
recenzja "Rudolfa" naturalnie świetnie by się nadawała do
numeru świątecznego. Miałem podwójny wybór. Albo reckę
opublikować gdy chociaż niektórzy są jeszcze przed świętami,
albo trzymać ją cały rok do przyszłych świat. Stwierdziłem, że
trzymać jej nie ma sensu, bo to i nie wiadomo co będzie w
grudniu 2006 roku.
recenzja "Miasteczka Salem to była taka odskocznia. Coś
nowego, jakaś nietypowa rzecz. Specjalista od oceniania prozy
nie jestem, ale wydaje mi się, że ta autorstwa Mielonka była
bardzo fajna, dlatego też zdecydowałem się na takie swoiste
wyróżnienie.
podsumowanie roku 2005. Fakt mogłem dodać amerykański box
office. Nie pomyślałem. Jak tak teraz się zastanawiam to mogłem
spróbować poszukać zestawienia najgorszej frekwencji filmów,
czyli tych, które miały najmniejszą widownię.
Leon
Ciągle czekam na kolejny wypasiony numer. Ten niestety takim nie
jest. To co pozostaje mi w pamięci na dłużej to kilka spraw:
Teksty przede wszystkim
Chyba najbogatszym merytorycznie działem okazała się Varia. Dwa
dobre teksty o filmach 2005 i 2006 roku. Ciekawe jest, że
zrealizowały go dwie najwazniejsze osoby w magazynie. Widać kto
trzyma władzę
.
A tak na serio, to naprawdę kawał dobrej roboty. Pisałem kilka
dni temu na forum, że lubię takie teksty w których są
zestawienia, itd. Dziękuję, że spełniliście moje życzenia

Byłem mile zaskoczony dyskusją na temat filmu "Szybcy i
wściekli". Nie chodzi tu o sam film, ale zwyczajnie ciekawe jest
to jak kilku ludzi wymienia między sobą zdania, dyskutuje.
Recenzje są podstawą
Recenzji ani nie było dużo, ani nie były one o jakiś świetnych
filmach, ani jakieś fenomenalne z technicznego punktu widzenia.
Po prostu zwyczajne. Wypełniona została norma, ale właściwie to
nic poza tym.
Człowiek... numeru
A raczej kobieta. Bardzo podoba mi się etatowa rola Dusqmada
jako writera biografii. Myślę, że jednak to dla Dishmana dość
niebezpieczne. Dusqmad pisze bardzo dobrze, umiał wyłamać się z
ciasnego szablonu. Gdy czyta się jego tekst ma się wrażenie, że
zostało to już wcześniej przemyślane. A czytając wiele innych
tekstów mam wrażenie, że autor pisze i jednocześnie wymyśla, co
by tu napisać dalej. Wprowadzenie cytatów, opinii, przemyślana
konstrukcja, bogata wiedza o wielu filmach w których występują
dane osoby. Nie chciałbym, żeby Dusqmad popadł w jakieś
samouwielbienie, ale jeżeli jeszcze nikt Ci tego nie mówił, to
powiem Ci to teraz. Naprawdę Twoje biografie chce się czytać.
Ciekaw jestem jak długo będę mógł to robić i mam nadzieję, że
nie chwalę dnia przed zachodem słońca.
Ankieta
Tylko jedna sprawa z tym związana. Poinformujesz nas Dishman o
wynikach, czy to tylko Twoja prywatna sprawa?
I na zakończenie
Szkoda, że nie było FilmWalkera, szkoda, że nie było żadnych
nowości. Jak dla mnie solidne wydanie Biuletynu.
Jeżeli miałbym Wam wystawić ocenę to stawiam tak: 6+/10
Dusqmad
Dzięki za wszystkie słowa uznania. Trudno ocenia się własną
twórczość. Nigdy nie przypuszczałem, że jestem dobry w pisaniu
tych wszystkich tworów, gdyż zawsze równam się do lepszych, a
wciąż widzę, że do ideału brakuje mi bardzo wiele. Takie
podejście z pewnoscią gwarantuje jakiś rozwój, fajnie ogląda się
swoje sukcesy i postępy na przestrzeni miesięcy.
Zapewne wszystko, co opisuję w biografiach wygląda tak, a nie
inaczej, gdyż piszę z pasji, jest to moje hobby, dobra zabawa.
Styl przychodzi natomiast sam z siebie, właściwie nie widzę w
nim niczego wyjątkowego, godnego pochwał, stąd Twoja opinia
stanowi dla mnie niesamowite zaskoczenie. Nie martw się o
samouwielbienie. Do tego mi naprawdę dalego. Wciąż czuje, ze mój
styl to jeszcze nie to. Z tego też powodu nie biorę się za
recenzje ambitniejszych filmów ("Rain Man", "Zakochany bez
pamięci"). Wiem, że za kilka lat zrobię to lepiej tak, że będę z
tego zadowolony.
wicked
Ja akurat z częścią recki "Blue Velvet" się kompletnie nie
zgadzam. M.in. z tym: autor wspomina, że żadna z kreacji aktorów
go nie porwała i nie było żadnej sceny, którą oglądałoby się z
zapartym tchem. A w momencie pierwszego pojawienia się Dennisa
Hoppera autor robił sobie najwyraźniej herbatę... Poza tym nie
wspomniał o jednej rzeczy, która mnie bardzo się podobała:
stopniowe zagłębianie się w zło, które jest tuż obok nas. To
tylko niektóre z niewymienionych cech filmu, choć sam poziom
recki był całkiem-całkiem.
»Opracował:
|