Zapodaj sobie słownik
czyli moralizatorski tekst o języku polskim

Kolejny chory tekst (c) by Pewien GośćReklamacji nie uwzględniamy

Nasza mowa zmienia się ciągle. Zresztą żaden szanujący się język nie przetrwałby przez tyle wieków w nie zmienionej formie, w przeciwnym wypadku nie byłoby ich przecież aż tyle. Oczywista sprawa, że nie ma w tej ewolucji żadnego celu, jakim mogłoby być np. stworzenie języka idealnego. Ludzie "ulepszają" swe słownikowe zasoby z nudów.

Są środowiska, gdzie nazwanie jakiejś rzeczy imieniem używanym w jakiejkolwiek innej grupie społecznej byłoby nielichą plamą na honorze, a tworzenie nowych dialektów zrozumiałych tylko dla garstki wtajemniczonych stanowi jedną z głównych rozrywek. Nie mam nic przeciwko temu, tak samo jak nie obchodzi mnie fakt, iż dialog dwóch Francuzów czy innych Chińczyków bardziej przypomina gęganie gęsi, aniżeli mowę ludzką. Ich problem. Natomiast wprowadzanie do użytku słów, których miejsce jest co najwyżej w chorej wyobraźni ich autorów - jest to czyn, wobec którego z pewnością nie poprzestanę na załamywaniu rąk i żarliwej modlitwie do bóstw o rychłe unieszkodliwienie takich nikczemników.

I doprawdy jest pół biedy, jeśli efektem nadmiernie płodnego umysłu jest tylko jakiś "zwis męski" lub coś w tym rodzaju. Pójdzie do językowego lamusa i będzie się o nim mówiło co najwyżej jako o ciekawostce, będzie się można trochę pośmiać. Gorzej, jeśli jakiś kretyn (bo inaczej tego nazwać nie sposób), co w życiu dwie książki na krzyż przeczytał, ze zwykłego niedouczenia przekręci jakieś istniejące słowo tudzież w zupełnie nieodpowiednim kontekście go użyje. Los zechce, to zaraz pół wsi zacznie powtarzać. A potem pół Polski, bo głupota rozprzestrzenia się szybciej niż dżuma.

A jeśli pewnego pięknego dnia jakaś bezmyślna kreatura spyta mnie za pośrednictwem bezładnej plątaniny kabli i inszego elektronicznego osprzętu, cudem jakimś niepojętym działającej i szumnie zwanej Internetem, czy nie ZAPODAŁBYM mu linka do takiej a takiej strony, to co ja właściwie mam z tym linkiem uczynić? Bez wątpienia, gdyby link był czymś materialnym, ostrym, dużokalibrowym i zardzewiałym, to od razu wpakowałbym delikwentwi ten przedmiot w jego najbardziej niesławny otwór w ciele. Jednak link materialny nie jest, a więc rzyć delikwenta może czuć się bezpieczna, a ja jestem w kropce. Zapodać, znaczy co...?

To dobre pytanie. W tym akurat przypadku delikwent, który właśnie uniknął wątpliwej analnej przyjemności, prawdopodobnie miał na myśli, że link po prostu powinien był zostać mu podany do wiadomości - przy czym delikwenta nie interesuje, w jakiej formie zechcę ja to uczynić. Po co pisać wypracowania w stylu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niechaj z łaski swojej umieści odnośnik do strony internetowej takiej a takiej w dowolnym znanym mi miejscu, gdzie mógłbym zeń łatwo skorzystać". O ileż lepiej pierdolnąć (od jakiegoś czasu niezmiernie podoba mi się to słowo w takim właśnie znaczeniu) krótko: "ZAPODAJCIE link do...". Proste i skuteczne jak papier toaletowy.

Pomyślcie tylko, jaka to oszczędność klawiatury, energii, bezcennych bitów pamięci operacyjnej komputera. Pomyślcie, jakie to udogodnienie w czasach, kiedy nikt nie ma czasu.

Przykłady zbawiennej pragmatyczności nowego słówka można by mnożyć w nieskończoność. Gdy nie tak dawno temu odbywałem praktyki w serwisie komuterowym firmy X, najczęściej słyszanym tekstem (no, może oprócz "Umyłbyś podłogę, co?") było "Zapodaj mu sterowniki". "Zapodaj", czyli: odszukaj płytkę CD wśród szmelcu zalegającego drugą szufladę od góry, włóż płytkę do napędu; uruchom Menedżera Urządzeń; każ mu odnaleźć sterowniki na płycie; przeklnij po imieniu połowę programistów Microsoftu, gdy sterowniki nie zostaną odnalezione; znajdź sterowniki ręcznie; przeklinij drugą połowę programistów Microsoftu, gdy sterowniki i tak nie będą się chciały zainstalować; stwierdź filozoficznie, że należy poszukać lepszych sterowników w Internecie; przeklnij wszystkich współpracowników, którzy mogli podprowadzić jedyny w serwisie kabelek, umożliwiający połączenie z netem... Powtórzyć dla wszystkich urządzeń w systemie.

Oczywiście rewelacyjne "zapodaj" sprawdza się nie tylko w branży informatycznej. Po chwili zastanowienia można wręcz dojść do wniosku, że dałoby się spokojnie zastąpić "zapodaniem" każdy jeden czasownik w jezyku polskim, a może nawet i inne części mowy. Pomyślcie tylko, czyż to nie fantastyczna perspektywa? Żegnajcie, opasłe tomiska opatrzone szyderczą etykietą "MAŁY słownik języka polskiego"! Dzięki "zapodaniu" ta odrażająco przerośnięta makulatura zakończy wreszcie swój przez nikogo nie chciany reżim. Nikt nie będzie katował naszych dzieciątek równie bezsensownymi co niezliczonymi końcówkami i ich pokręconą pisownią. No i cudzoziemcy odetchną z ulgą, gdy legendarny chrząszcz ze Szczebrzeszyna, miast brzmieć w trzcinie (o-hy-da!), będzie sobie po prostu zapodawał fajną nutkę.

Ta słowotwórcza rewolucja zwolni też producentów wszelkiego skomplikowanego sprzętu od jakże przykrego obowiązku sporządzania instrukcji obsługi. Miliony drzew będą sobie spokojnie rosły dalej, tysiące litrów tuszu znajdą jakieś lepsze zastosowanie, a i sami konsumenci niechybnie z wdzięcznością przyjmą w miejsce długich a nudnych pouczeń (których i tak nikt nie czyta) krótką oraz rzeczową notkę "Aby w pełni móc nacieszyć się naszym produktem... ZAPODAJ WSZYSTKO!".

Niektórzy mogą się deczko zaniepokoić, gdy Smerfy z kultowej kreskówki pt. "Smerfy" zamiast smerfować, zaczną zapodawać. Ale już duchowieństwo nie może nie skakać z radości na myśl o ujęciu całej natchnionej mądrości znanego i lubianego (zwłaszcza przez młodzież przystępującą do bierzmowania) paciorka w jednym, acz treściwym zdaniu: "Dobry Boże, zapodaj nam wszystko, co jest zgodne z Twoją wolą, amen".

"Zapodaj" wniesie (zapoda) również ożywcze tchnienie w polską politykę. Skończą się kłamstwa, obietnice bez pokrycia, pójdzie precz dwulicowość i wzajemne opluwanie się, zapomnimy o lustracjach i komisjach śledczych. Wszyscy będą po prostu coś zapodawać i to od razu uzdrowi sytuację. Co prawda nie należy oczekiwać, aby jakiemukolwiek obywatelowi zaczęło się z tego tytułu lepiej powodzić, aczkolwiek przynajmniej obywatel ten będzie mógł sprowadzić ich działalność do jednego jedynego słowa, co objętościowo będzie akurat odpowiadało rozmiarom ich zasług dla narodu.

Tak więc z niecierpliwością czekam na dzień, kiedy słownik języka polskiego będzie się dało streścić na jednej stronie formatu A5, a w powszechnym użyciu oprócz błogosławionego "zapodaj" pozostanie tylko kilka słów, w tym jedyne, którego nigdy nikomu nie uda się wykorzenić ani zastąpić - "kurwa".

Pewien Gość
zlosliwiec@epf.pl

18.10.2005


Odwiedź moją stronkę o programowaniu - www.darkcult.republika.pl