Wojny
Wojny domowe między konserwatystami, a liberałami, prawicą
i lewicą w Ameryce Południowej doprowadziły nie tylko do niesamowitych
zniszczeń materialnych, ale i moralnych oraz mentalnych wśród ludzi
zamieszkujących ten kawałek ziemi, rozciągający się od północnej
Kolumbii, porzez Boliwię, a kończąc na południowych rejonach Chile.
Kiedy Simón Bolívar dwa wieki temu wyruszał na walkę z hiszpańskimi i
portugaliskimi okupantami, to marzył o wielkiej federacji państw Ameryki Południowej.
Mimo przeciwności, nie poddawał się ani zsyłkom ani licznym zdradom, wierząc,
że wykrwawiający się kontynent może w trudnych chwilach połączyć się, próbując
zapomnieć o podziałach w imię dobra ludzi, którzy go zamieszkują. To
marzenie udało mu się zrealizować tylko na kilka lat, tworząc Wielką
Kolumbię, która rozpadła się po nieudanych zamachu na życie Bolivara oraz
puczu. Dodatkowo, tuż przed śmiercią, El Libertador został okrzyknięty
zdrajcą kraju. Postawiono go przed zarzutem próby sprzedaży kraju
cudzoziemcom.
Przez kolejne lata Ameryka Południowa nękana była wojnami między
spokrewnionymi narodami i osłabiona przez domowe konflikty. Wpływ na te
wydarzenia miała Zimna Wojna, czyli walka o wpływy między USA i ZSRR. Również
i Kościół Katolicki nie pozostawał bez winy bardzo często popierając
prawicowych dykatorów. Jednym z nich był Augusto Pinochet, który obalił
demokratycznie wybranego prezydenta Allende w celu ratowania narodu przed
upadkiem i komunizmem. Pinochet, aby wykonać swój plan, musiał wpierw
doprowadzić do zamachu stanu, a później wymordować wszystkich przeciwników
politycznych w imię ratowania demokracji oraz naprawy gospodarki.
Gwatemalski prezydent Jacobo Arbenza w 1951 roku postanowił oddać w ręce stu
tysięcy chłopów ponad 8 tysięcy kilometrów ziemi należącej głównie do
kompani United Fruit Company. Po tych zachowaniach oskarżony przez społeczność
międzynarodową prezydent Arbenza, został obalony przez prawicowych
wojskowych, którzy przy pomocy USA wprowadzili nowy ład w kraju. Po tym
wydarzeniu w Gwatemalii rządziło wojsko wspierane przez Kościół oraz
prawicowe partie pogrążając państwo w biedzie i morderstwach politycznych.
Wszystkie te działania były realizowane w celu zaprowadzenia w kraju porządku
i egzekwowania prawa.
Kiedy Fidel Castro wpłynął na kubańską plażę w grudniu 1956 roku w celu
wyzwolenia tamtejszej ludności spod panowania mafijnego rządu Batisty mało
kto spodziewał się, że ten doktor prawa doprowadzi do śmierci tysięcy
ofiar. Fidel Castro w imię równości oraz dobrobytu dla wszystkich nie wahał
się zamykać, mordować oraz torturować swoich przeciwników. Jego
komunistyczne rządy doprowadzały do upodlania godności ludzi i zmuszania ich
do życia w ubóstwie.
Wojny lewicy z prawicą, a także liberałów z konserwatystami, doprowadziły
do wyniszczenia Ameryki Południowej. Tamtejsi przywódcy mówiąc o człowieku
i jego dobru nigdy nie wahali się mordować czy zamykać w więzieniach ludzi.
Swoje kraje wyniszczali gospodarczo, a swoich współobywateli dzielili na
zwalczające się grupy. Nie mamy pojednania kolumbijsko-kolumbijskiego,
gwatemalsko-gwatemalskiego czy innych. Mamy wojujących ze sobą obywateli
jednego kraju. W imię Kościoła czy Wolności, w imię Prawa lub Człowieka. W
tym wszystkim ciężko uświadczyć tego, co najważniejsze - dialogu.
Politycy nie boją się używać wielkich słów, aby zdobyć władzę. A ludzie
wierząc, iż walczą o słuszną sprawę nie odczuwają wstrętu przed
najgorszymi podłościami, jakie wykonują ich przywódcy w celu przemiany tychże
wielkich słów w ciało. W imię Kościoła, prawa czy zatrzymania, według
nich, spływającej na kraj fali zła ludzie potrafią dokonać największych
zbrodni. Idąc ze sztandarami wolności i sprawiedliwości zmieniają kraj w swój
folwark, gdzie wolność zmienia się w zniewolenie, a sprawiedliwość w pogardę
dla jednostki.
Pamiętajmy więc o zrozumieniu i dialogu, wspólnym dążeniu do braterstwa.
Braterstwa, które będzie kształtować przyszłe zachowania polityczne oraz międzyludzkie.
Nie dajmy się oszukiwać tym niby autorytetom, którzy prześladuja prawdziwie
zasłużonych ludzi niesamowitą ilością oszczerstw; nie bierzmy za prawdę
jedyną i objawioną kłamstw wypływających z ust wielu dostojników kościelnych.
Szukajmy własnej drogi do drugiego człowieka. Tej drogi, która pozwoli nam
niszczyć sztuczne podziały na obywateli klasy A i B, konserwatysów i liberałów
w celu odszukania idei solidarności.
Idąc za słowami Norwida "Więc, niźli szyję Twoją obnażoną / Spróbują
sznury, jak jest nieugiętą" nie dajmy sobie wmówić kłamstwa i zawsze
stójmy po tej stronie, gdzie jest drugi człowiek. Nawet jeżeli sprawa jest z
góry przegrana, a idea kusząca - nie dajmy sobie wmówić, że może być ona
nawet w najmniejszym calu ważniejsza od ludzi.
Caleb