Święta, święta





Kocham. Święta ma cudownie wielkie, jasnoniebieskie oczy. Gdyby romantyczni poeci chcieli je opiewać, nie wiedzieliby, co napisać. Bo tu nie trzeba nic pisać, wystarczy się nimi cieszyć. Cieszyć się chwilą. Takie oczy ma Święta.

Nienawidzę. Święta mają to do siebie, że zamiast łączyć - dzielą. Dzielą ludzi na tych, których stać na wielgachne drzewko i stos prezentów pod nim oraz tych, którym musi wystarczyć wigilijny opłatek.

Kocham. Jej ciągle świeże spojrzenie i rozbiegane oczy, gdy właśnie coś mówi. Święta lubi mówić, ale nigdy nie uczyniłbym z tego najmniejszego zarzutu. Bo Świętej nie można nic zarzucać, jakoś nie przyszło mi to nigdy do głowy, że coś w niej mogłoby być nie takie, jak trzeba. Wszystko jest takie. Idealne.

Nienawidzę. Święta to okres, w którym kłótnie nie tylko są na porządku dziennym, ale wręcz „godzinnym” - w sześćdziesięciu minutach można zawrzeć pretensje o zbity kubek, źle przyprawioną sałatkę i niedokładnie starty kurz.

Kocham. Nawet/zwłaszcza wtedy, gdy jestem daleko i nie mogę pozostawać pod magicznym wpływem Świętej. Bo ona musi mieć w sobie coś z magii. To już nie są feromony, kiedy chcesz więcej i więcej, w tym momencie włączają się już zwykłe, ludzkie uczucia.

Nienawidzę. Nienawidzę, kiedy Święta ucieka wzrokiem przy składaniu mi życzeń w święta. Nienawidzę, gdy patrzy na mnie tylko w momencie, w którym jestem Jej do czegoś potrzebny. Tak też jest Święta, świadoma swojej przewagi, uważnie lustrująca wzrokiem wszelkie przejawy... hm, czegoś.

Nienawidzę, gdy Święta rozmawia z nimi. Przecież to ja byłem pierwszy, ja ją potrafiłem rozśmieszyć, czasem pomóc, chyba z niezłym skutkiem odwiodłem od poważnego błędu. A teraz? Teraz już nie ma mnie, została tylko Święta i oni. ONI.

Nienawidzę nienawidzić w święta. Nienawidzę zostawać przez tydzień bez możliwości nawet tej najdalszej obserwacji. Nienawidzę tęsknić, nienawidzę stawać się coraz bardziej zaborczym w sytuacji, gdy tak naprawdę jest to zupełnie bezzasadne. Święta i tak będzie zawsze na drodze prostopadłej do mojej, przecinającej się ze mną tylko jeden, jedyny raz. I ten raz się kończy, za kilka miesięcy droga pobiegnie dalej. W końcu ile można tkwić w kropce?



Tuxedo

tuxedocomen@poczta.onet.pl