NIEKORZYSTNA NEGOCJACJA

...

 

- Dzień dobry.
- ... COOO???
- No dzień dobry.
- CHYBA ŻARTUJESZ. ŻARTUJESZ, PRAWDA?
- Właściwie tak - jak do tej pory dzień za wesoły to nie był, a na szybką, rewolucyjną zmianę liczyć raczej nie ma potrzeby.
- NIE O TO MI CHODZIŁO, GRZESZNIKU. CZY WIESZ, Z KIM ROZMAWIASZ?
- Fajne pytanie, nawet bardzo. Tym bardziej, że nie znam odpowiedzi. Z kim?
- JESTEM BOGIEM.
- Poważnie?
- OCZYWIŚCIE. JESTEM STWÓRCĄ ŚWIATA, W KTÓRYM PRZYJDZIE CI ŻYĆ.
- Bujasz...
- WCALE NIE. ZOSTAŁEŚ WYBRANY JAKO REPREZENTANT LUDZKOŚCI, BY WYNEGOCJOWAĆ ZE MNĄ WARUNKI ŻYCIA NA ZIEMI. KAŻDE TWOJE SŁOWO ODBIJE SIĘ NA ŻYWOCIE MILIARDÓW LUDZKICH ISTNIEŃ. LOS LUDZKOŚCI ZALEŻEĆ BĘDZIE OD WYNIKU TEJ ROZM...
- ... mogę wtrącić?
- TAK?
- Bo wiesz, wydaje mi się, że pierdolisz.
- SKANDAL! TAKA ZNIEWAGA... ZARZĄDZAM WYTWORZENIE "CHORÓB" I "GŁODU".
- Zaraz, zaraz! Wziąłeś mnie z zaskoczenia. Nie na co dzień nawiązuje się luźne dialogi z Bogiem, więc mogłem zareagować trochę nieodpowiednio, tak?
- MÓGŁBYM CIĘ SKAZAĆ NA WIECZNE POTĘPIENIE ZA TĘ GRZESZNĄ POSTAWĘ, ALE POZOSTANĘ PRZY AKTUALNEJ KAŻE.
- Niech będzie. A więc to ty będziesz...
- ZWROT DO MNIE Z MAŁEJ LITERY?! ZAINICJOWAĆ "HOMOSEKSUALIZM"!
- Dobrze, dobrze, przepraszam. Za bardzo nerwowy Jesteś, Panie. A więc, skoro Ty nakręcisz naszą planetę, by krążyła wokół Słońca, do czego ja jestem Ci potrzebny?
- JUŻ MÓWIŁEM - DO NEGOCJACJI. TY REPREZENTUJESZ SWOJĄ RASĘ. DZIĘKI TWOJEJ UMIEJĘTNOŚCI DYPLOMACJI, PROWADZENIA KONSTRUKTYWNEJ WYMIANY ZDAŃ, KURTUJA... KURTRUA...
- ...kurtuazji, czyli "wazeliniarstwa"?
- OTÓŻ TO. WŁAŚNIE TYCH UMIEJĘTNOŚCI MUSISZ UŻYĆ, BY PRZEKONAĆ MNIE DO WYKREOWANIA ŚWIATA LEKKIEGO I ŁATWEGO W ZAMIESZKIWANIU.
- No to chyba już, wybacz Panie za wyraz, spieprzyłem sprawę. Choroba, zwłaszcza niereagująca na leczenie i zabiegi, nie za bardzo ułatwi życie. Głód chyba również. Z przekręconą o 180. stopni orientacją seksualną można pociągnąć, ale te dwa poprzednie...
- WCALE NIE - Z CHOROBĄ CZY GŁODEM MOŻNA ŻYĆ. GORZEJ Z PEDAL... HOMOSEKSUALIZMEM. CZEKAJ, MICHAŁ, MAM POMYSŁ - JAKO WYRAZ MOJEJ BEZGRANICZNEJ LITOŚCI ZARZĄDZAM, BY WIĘKSZOŚĆ CHORÓB STAŁO SIĘ PODATNE NA LEKARSTWA, A GŁÓD BYŁ REDUKOWANY PRZY POMOCY, NAZWIJMY TO, JEDZENIA. Z GEJAMI NIECH ZOSTANIE JAK JEST.
- Pan jest za łaskawy. Ale, Panie, obawiam się, że nie nadaję się do roli, jaką mi powierzyłeś. Nie mam zdolności dyplomacji, nie operuję kulturalnym językiem. No i przede wszystkim... ee...
- I CO JESZCZE?
- Ale nie będziesz, Panie, krzyczał?
- ZASTANOWIĘ SIĘ, JAK MI POWIESZ. TERAZ MÓW!
- Bo ja... ale zaraz! Tyś, Panie, powinien być wszystkowiedzący chyba, więc dlaczego nie wiesz, co mam na myś...
- ZARZĄDZAM PRODUKCJĘ "MORDERSTWA"!
- Dobrze, już dobrze. Bo ja, Wielki Panie... ja nie wierzę w Ciebie.
- A, TO NIC.
- Naprawdę? Spodziewałem się jakiejś błyskawicy z namiarami na moją głowę...
- NIEPOTRZEBNIE. WIARĘ WE MNIE ZAPROGRAMUJĘ W TWOJEJ GŁOWIE TUŻ PO NASZEJ ROZMOWIE.
- Pańska litość nie zna granic. Hm, a mógłbym przykładowo prosić o dostojne życie dla każdego? Żeby po równo wszystkiego było - cukru, makaronu, no wszystkiego. Nawet tym, jak im tam, homo-coś tam.
- AKURAT TEGO SPRAWIĆ NIE MOGĘ, GDYŻ HIERARCHIA JEST FUNDAMENTEM STABILNEGO I PRZEWIDYWALNEGO PROWADZENIA LUDZKOŚCI NA SMYCZY. ROZUMIESZ, JA ROZKAŻĘ COŚ RÓWNIEJSZYM LUDZIOM, KTÓRZY BĘDĄ MIELI WŁADZĘ, A ONI TO SAMO PRZYPOWIEDZĄ TYM MNIEJ RÓWNYM, KTÓRYCH LICZBA BĘDZIE O WIELE WIĘKSZA. CHWYTASZ?
- Aha, chcesz sobie, Panie, ułatwić fuchę?
- NIE, JA TYLKO... ALBO... TAK, WŁAŚNIE TAK. FAKTYCZNIE, DZIĘKUJĘ CI, SYNU, ZA OKREŚLENIE MEJ MOTYWACJI PRZY TEJ DECYZJI. W NAGRODĘ SPEŁNIĘ WSZYSTKO, ABSOLUTNIE WSZYSTKO, CZEGO SOBIE ZAŻYCZYSZ.
- Przemyślę to. Nasuwa mi się pewna myśl - mógłbyś stworzyć kamień, którego nie mógłbyś podnieść?
- KAMIEŃ, KTÓREGO... PODNIEŚĆ... NIE MÓGŁBYM... PRZECIEŻ JA MOGĘ WSZYSTKO... ALE KAMIEŃ... NIE MOGĘ PODNIEŚĆ...
- No i?
- ZARZĄDZAM POMNOŻENIE "MORDERSTWA" I NAZWANIE TEGO "WOJNĄ". ZA CO? ZA WPROWADZANIE STWÓRCY, CZYLI AKTUALNIE MNIE, W BŁĄD!
- Dobra, spoko już. Powinieneś być dla mnie wyrozumiały, ponieważ nie jestem tak wszystkowiedzący jak Ty, więc takie patologiczne czyny jak "zadawanie kłopotliwych pytań" mogą u mnie wystąpić, czyż nie?
- SAM NIE WIEM.
- Przepraszam w każdym razie raz jeszcze. Jest mi okrutnie przykro...
- WCALE NIE! WCALE NIE JEST CI PRZYKRO!
- Ależ jest.
- TO DLACZEGO, GDY TO MÓWIŁEŚ, DRAPAŁEŚ SIĘ PO... JAK TO SIĘ NAZYW... ... PO DUPIE, CO?
- To silniejsze ode mnie. Kolejne niedopatrzenie z Tw... z mojej strony, które nazywa się "swędzenie".
- WYCZUWAM W TWEJ NUCIE KŁAMSTWO! ZARZĄDZAM ZA TO STWORZENIE "RAS" - NIECH BĘDĄ ROZRÓŻNIANE KOLOREM!
- O, z tym się akurat zgadzam. Trzeba żyć kolorowo! A czemu, Panie, czuję, że mnie tu nie ma?
- FAJNY MYK, CO? SAM GO WYMYŚLIŁEM. POLEGA NA TYM, ŻE URODZISZ SIĘ DOPIERO ZA JAKIŚ CZAS.
- No to grubo, Panie. A, wybacz moją godną potraktowania ciepłym moczem ciekawość, ale kiedy nadejdzie ten czas?
- A TO JUŻ NIE ZALEŻY ODE MNIE. JA CIĘ TYLKO WRZUCAM DO...
- ... Ale przecież wszystko zależy od Ciebie!
- ZARZĄDZAM...
- Dobra! Dobra, przepraszam. Kiedy się więc urodzę?
- JEŻELI W, JAK TO NAZYWAMY, "NARODZINOWYM TUNELU" WYKAŻESZ SIĘ WSTRZEMIĘŹLIWOŚCIĄ, PRZYJDZIESZ NA ŚWIAT W MIARĘ DOGODNYM DLA CIEBIE CZASEM.
- Czyli..?
- CZEKAJ, NIECH SPRAWDZĘ... 198... 6, TAK. 1986. O, WIDZISZ, URODZISZ SIĘ RÓWNOLEGLE Z PEWNĄ ENERGETYCZNĄ WPADKĄ W... CZERNOBYLU, TAK.
- O, jak miło. A, Panie, my, to znaczy ludzie, będziemy sami we Wszechświecie?
- O KURW... RANY. NAD TYM SIĘ NIE ZASTANAWIAŁEM... TO WAŻNA KWESTIA, CO?
- Wydaje mi się, że nawet bardzo.
- PROPONUJESZ COŚ?
- Wybacz, lecz wydaje mi się, iż funkcja kreowania Kosmosu i zachodzących w nim praw jest dla mnie z lekka za odpowiedzialna.
- E TAM! ŚMIAŁO, TERAZ MOŻESZ ZROBIĆ COŚ DLA LUDZI! IDŹ NA CAŁOŚĆ!
- Skoro tak - niech będzie, że poza naszą Ziemią będzie żyło sobie jeszcze wiele innych ludzi, powiedzmy kosmitów, i w ramach poznania swoich planetarnych sąsiadów będą nas odwiedzali od czasu do czasu, a my nie będziemy w nich wierzyć. Wyniknie z tego sporych rozmiarów tajemnica.
- TY... TY...
- Tak?
- JESTEŚ... TY... SKĄD MIAŁEŚ POMYSŁ NA TAKI PLAN?
- A tak mi się jakoś powiedziało. Dla nakręcenia tajemnicy możesz, Panie, dodać do tego okaleczenia bydła i wszczepianie poszczególnym Ziemianom takie chipy...
- CHIPY??
- Czipy, Panie. Takie mniejsze od paznokcia elektroniczne cudeńka.
- TY, MICHAŁ, ZASTANAWIAŁEŚ SIĘ KIEDYŚ, BY ZOSTAĆ PRAWĄ RĘKĄ BOGA?
- W moich czasach, tych oczywiście, których dopiero dożyję, stwierdzenie "zostać prawą ręką" jest dość niewygodne i coraz bardziej jednoznaczne.
- TAK? A CO OZNACZA?
- Znowu nie wiesz… oups...
- ZARZĄDZAM "PRZEKLEŃSTWA", "NARKOTYKI", "KATAKLIZMY", "BRAK TALENTU DO CZEGOKOLWIEK", "LENISTWO", "SMUTEK"...
- Hola, hola! Starczy!
- A ZDAWAŁO MI SIĘ, ŻE DOSTRZEGŁEM W TOBIE COŚ DOBREGO...


... dryń! - dryń! - dryń! - dryń! - dryń! ...


- PRZEPRASZAM... TAK?... PRZY TELEFONIE... ZAJĘTY JESTEM... BUDUJĘ LUDZKI LOS Z MICHAŁEM CHM... NIE, NIE Z BUŁHAKOWEM... NIE, Z JACKSONEM TEŻ NIE... TAK, PAMIĘTAM, ŻE MA BYĆ PEDOF... OWSZEM, ZARAZ SIĘ TYM ZAJMĘ... DOBRA, PAMIĘTAM... AHA, CZYTAŁEŚ "BIBĘ"?... A TAK, "BIBLIĘ" ZNACZY SIĘ... FAJNA, CO?... DOBRA, KOŃCZĘ, MUSZĘ OMÓWIĆ JESZCZE Z MICHAŁEM KWESTIĘ POŚMIERTNĄ... TAK, TAK, PAMIĘTAM, ŻE MAM WPROWADZIĆ "REINKAR..." TEN, NO, PAMIĘTAM...
- Słyszałem!
- DOBRA, MUSZĘ KOŃCZYĆ, PA. POZDROWIENIA? OD KOGO?... A... TEŻ GO POZDRÓW I PRZEKAŻ ODE MNIE, ŻE FUNKCJA SZATANA NIE JEST WCALE TAKA PODŁA... NO, TO PA.


... klik! ...


- Słuchaj, słyszałem kawałek rozmowy i...
- POWINIENEŚ SIĘ ZA TO URODZIĆ JAKO MYSZ... KOŚCIELNA NAJLEPIEJ.
- Przesadzasz, Panie.
- MOŻE. DOBRA, MUSIMY KOŃCZYĆ. ZADOWOLONY JESTEŚ ZE SKUTKU NASZEJ ROZMOWY?
- Poza tym, że przyczyniłem się do wprowadzenia chorób, wojen i głodu, było całkiem sympatycznie.
- CIESZĘ SIĘ. NO, TO DO ZOB...
- A nie zapomniałeś o czymś, Panie?
- JA ZAPOMNIEĆ??? "SAMOTNOŚĆ" ZAŁADOWAĆ!
- Może faktycznie kończmy...
- TEŻ TAK UWAŻAM...
- A, Panie, z całą pewnością pamiętasz, że obiecywałeś mi "WSZYSTKO, ABSOLUTNIE WSZYSTKO, CZEGO SOBIE ZAŻYCZYSZ"...
- ZA PRZEDRZEŹNIANIE POWINIENEM ZESŁAĆ NA ZIEMIĘ JAKIŚ "ARMAGEDDON"...
- Dobrze, to potem. A teraz może moje życzenie…
- SKORO OBIECAŁEM...
- Chciałbym być cynikiem i ateistą.
- DOBRZE, TYLKO SPRAWDZĘ, CO TO TAKIEGO CYNIZM...
- To cecha człowieka rozrzutnie dającego na tacę, Panie.
- PRZECIEŻ WIEM! "GŁUPOTA" ZREKOMPENSUJE MI TĘ NIEPOTRZEBNĄ WSKAZÓWKĘ. A ATEIZMEM BYŁO...
- ... stuprocentowe oddanie się Tobie, Panie, czyli zostanie księdzem. Z czego, rzecz jasna, doskonale zdajesz sobie sprawę.
- DOBRZE, ŻE O TYM PAMIĘTAŁEŚ, SYNU. DOBRZE, JUŻ CI TO DAJĘ... ZAPAKOWAĆ?
- Tak, użyję tego za życia, gdzieś między piętnastką a dwudziestką.
- DOBRZE, TERAZ ZEJDŹ MI Z OCZU.
- Więc do widzenia.
- IDŹ Z BOGIEM... CHA, Z BOGIEM... CHA, CHA, CHA... ROZUMIESZ, Z BOGIEM... CHA, CHA, CHA...
- Rozumiem, Panie, wspaniały dowcip. Moja radość nie zna graa<zieeeew>nic.
- DOBRZE JEST SIĘ ROZEJŚĆ W TAKIEJ ATMOSFERZE.
- Właśnie. Cóż, do zobaczenia.
- NARA.

 

Michał Chmielewski
eric_wu@wp.pl
www.sianow.kw.pl
511969234