A ja jednak wolę ogień.
...czyli mała polemika
Stało się. Po raz pierwszy w mej skromnej pisarskiej karierze ktoś nie zgodził się z moimi poglądami i obwieścił to wszem i wobec na łamach Action Maga. Jestem z tego faktu szczerze zadowolony, gdyż dyskutowanie z ludźmi (tym razem z Donaldem) , jest jednym z najciekawszych zajęć, jakich może się człowiek podjąc. Toteż, nie przedłużając, zaczynajmy.
"A argument typu "Jeśli ktoś rzuci się na mnie z nożem, mam prawo otworzyć do niego ogień" to brednia kompletna. Gdyby to był np. gruby, niewysportowany i powolny facet, a Ty byłbyś szybki, to sąd by uznał, że bez problemu mogłeś uciec a nie strzelać"- pisze Donald. Zgadzam się, mógłbym bez problemu rzucić broń, zostawić wszystko w cholere i uciekać, gdzie pieprz rośnie. W tym samym czasie napastnik mógłby skrzywdzić moją rodzinę, ukraść mi kosztowności i zmyć się, pozostawając bezkarnym. Bo skoro mnie zaatakował, to znaczy, że miał wobec mnie jakieś wrogie zamiary. Osobiście wyznaje zasadę, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. A poza tym czy mam prawo bronić siebie i swojej rodziny tylko wtedy, jeśli napastnik jest w dobrej kondycji fizycznej? A jeśli nie jest, to uciekać, dając mu broń do ręki? Coś mi się tu kupy nie trzyma.
"Byłby pewnie przeprowadzony eksperyment, do którego wzięłoby się jakiegoś grubasa i kogoś o parametrach zblizonych do Twoich, zeby ustalić czy faktycznie była mozliwa ucieczka, wzięto by pod uwagę warunki atmosferyczne, przeszkody terenowe itp."
Chciałbym zadać tylko jedno, maleńkie pytanko: Kto wyłożyłby na ten eksperyment (i serie jemu podobnych) pieniądze? Państwo? Rodzina zabitego? A może broniący się? Niestety tego już Donald nam nie wyjaśnił. Taki eksperyment, mimo iż wydaje się świetnym rozwiązaniem, w praktyce jest nie do zrealizowania. Do takich "przedstawień" ( pisze w liczbie mnogiej, gdyż w Polsce dość często mamy korzysta się z obrony koniecznej, niestety nie mogę podeprzeć się tu jakimiś konkretnymi danymi) trzeba by otworzyć odpowiednie ośrodki we wszystkich większych miastach, zatrudnić masy ludzi (aktorów, reżyserów, naukowców, specjalistów od zabójstw itp.), wybudować budynki i załatwić wiele innych spraw (w większości bardzo kosztownych). Poza tym skuteczność takiego rozwiązania, budzi we mnie wątpliwości. Wątpie by udało się odwzorować dokładnie przebieg wydarzeń i na jego podstawie zdecydować, czy była to obrona konieczna. Największym kłopotem byliby świadkowie: każdy ich błąd, plama w pamięci mógłyby zmienić wiele. A jeśli jedynym świadkiem byłby poszkodowany (tj. ten, który zabił)? Jego wersja na pewno nie byłaby obiektywna i nie dałoby się na jej podstawie (a przynajmniej nie powinno) zrobić takiego "przedstawienia", gdyż nie byłoby ono takie jak "oryginał". Jak widać więc, pomysł ten jest nie do wprowadzenia.
"czasami granica, gdzie zaszła obrona konieczna, a gdzie jej przekroczenie, jest bardzo trudno uchwytna"- twierdzi Donald. Pozwolę sobie zacytować fragment mojego poprzedniego tekstu: "Jeżeli jednak policja uznała by, że to mogła nie być obrona konieczna, tylko np. zabójstwo z premedytacją, to wszczynane byłoby śledztwo." Wszystko, zależy od tego, gdzie naznaczymy tę granice. Jeśli będą wątpliwości, co do faktycznego zagrożenia ze strony "napastnika", wtedy wkracza Policja. Ale jeśli ktoś wyraźnie rzuci się na mnie z nożem (wybaczcie, że się tak uczepiłem tego noża), to mogę go skrzywdzić, broniąc się i nie być za to karanym, gdyż to on stanowił dla mnie zagrożenie, a ja chroniłem swoją własność, czyli swoje życie. I żeby nikt nie pomyślał, że chcę w ogóle zrezygnować z tej granicy. Ja ją po prostu chcę w lepszym miejscu nakreślić.
"W każdym razie - według mnie to dobrze że umorzono śledztwo przeciwko temu gościowi, gdyż ten zabity miał z nim, jak dobrze paimętam, jakieś porachunki i faktycznie była obawa o zycie i zdrowie. A jeśli akurat nie miał - tego się już nie dowiemy."
Powiem Ci szczerze, Donaldzie, że nie śledziłem od początku tej sprawy i nie wiem jak było dokładnie. Ten Poznański wypadek był po prostu motorem moich przemyśleń na temat obrony koniecznej, toteż postanowiłem go opisać i tyle. Ale skoro naprawdę były między nimi jakieś porachunki, to też uważam, że umorzenie śledztwa było dobrym rozwiązaniem. Ale jak już napisałeś, tego się już nie dowiemy.
Myślę, że obrona konieczna, jeszcze przez wiele lat będzie w Polsce tematem kontrowersyjnym i jeszcze wiele wody się w Wiśle przeleje, dopóki ktoś wynajdzie jakiś "złoty środek", zadowalający wszystkich. Póki co jednak mamy temat do dyskusji, więc jeśli ktoś się nie zgadza, to adres ma na dole.
Solar
Ps. Donaldzie, jeśli masz zamiar odpowiedzieć, to prosiłbym cię, byś to uczynił w osobnym arcie.