|
Wystukanie na klawiaturze dobrego tekstu wymaga trzech
podstawowych poświęceń - zdobycia pomysłu, chęci i umiejętności. Kolejność
raczej dowolna, muszą tylko zostać spełnione wszystkie trzy. Jednak z
różnych przyczyn coś może nie wypalić i wykonanie tych trzech
fundamentowych czynności staje się niemożliwe. Czasami np. dobry pomysł
wydaje się być niedostępny niczym papier toaletowy w szkolnym kiblu.
Co wtedy robić? Są dwie sprawdzone i powszechnie stosowane możliwości.
Pierwsza: być bambucza! Jednakże nie każdy ma potrzebną do tego butelkę
słodkiej Fanty w zasięgu ręki, więc tego polecić nie mogę. Druga: zasiąść
przed monitorem, przy pomocy myszki uruchomić aplikację NOTEPAD.EXE (dla
używających Linuxa lub pozbawionych myszki: zainstalujcie sobie Windowsa i
kupcie myszkę), zacząć tańczyć paluszkami po klawiaturze tak, jak ci
wygodnie, czyli słowem: napisać tekst o niczym.
Fajny plan -
sprintem pogłówkuję nad myślą przewodnią, wymyślę jakąś telegraficzną
historyjkę o chybionej poincie i prześlę to do AM, by powalić jego
wielbicieli swoim owocem pracy. Dobre, nie? Właśnie, że nie. Bo wtedy,
obdarowując ten magazyn takimi podrzędnymi podarunkami, osoby konsumujące
go mają niepisany obowiązek jego przeczytania. Mocne słowa, nie? Właśnie,
że znowu nie. Istotą naszego AMowego lania wody jest to, że ów wodę
przelewają ludzie głównie młodzi, niezależni, którzy nie mają założonego
cenzuralnego kagańca (zastępuje go luźna i dość długa smycz gejtkiperów).
Oni nie muszą obawiać się, że rednaczelny po kilkukrotnym odrzuceniu
nowego materiału, mówiąc wprost, wypierdoli ich z redakcji na korzyść
kogoś bardziej radzącego sobie ze słowami. A tutaj żeby jakaś tekstowa
praca nie przepchała się do puli głównej, musi być naprawdę do dupy.
Aczkolwiek jeżeli pojawi się coś choć trochę ponad tym niepożądanym
poziomem odbytniczym, co nie oznacza dobrym, wtedy ja i inni mogą go
przeczytać. Właśnie z takimi słodyszkami mam ostatnimi czasy częstą
przyjemność obcowania przy nowy AM.
Nie chciałbym, aby uważano mnie
teraz za płytkiego krytyka, prowokacyjnego wszystko-wiedzącego mózgożercę,
bo celem tych słów nie jest ośmieszające wytknięcie palcem. Moje słowa
mają zadziałać jak kubeł już nie zimnej wody, ale ciekłego azotu. Mają one
strzelić metaforycznego liścia potencjalnemu debiutantowi, skłonić do
przeczytania tekstu dzień lub, jeśli czas nie nagli, dwa po jego
ukończeniu, zastanowić się nad nim, jego treścią, stylem i generalnie
jakością. I nad tym, czy zainteresuje on kogoś, kto ksywę/nazwisko nowego
autora widzi po raz pierwszy w życiu. Stosowanie zasady "piszę dla siebie"
nie obowiązuje w Action Magu, ponieważ idzie on na całą szeroką Polskę,
więc logicznie na to patrząc, dla samego siebie nie jest to
napisane.
Nie chciałbym również pokazywać paluchem na konkretnych
autorów i ich teksty. Jest to zabieg niepotrzebny. Jeśli jednak świeży
amagowy tekściarz doszedł aż tutaj, niech wie, że wierszowe rozważania na
temat nie do końca sprecyzowany, przedstawienie przykrej historii
nastolatka czy w końcu pisanie na temat absolutnie oczywisty lub
przegadany niekoniecznie zachwyci czytelnika takiego jak ja, czyli
złaknionego intelektualnej rozrywki. A właśnie takie ludziki ten mag
czytają.
Nie jestem dla AMaga ważną osobą, nie piszę doń niczego,
co stanowi jego trzon, a do jego Elity brakuje mi tyle, ile polskim
wyborcom '05 do zdrowego rozsądku. Sam nie błyszczę swoimi artami, więc te
zarzuty dotyczą oczywiście również mnie. Moje zdanie w tej kwestii nie ma
większego znaczenia. Ale stawiam moją wygodną klawiaturę, że przemyślenie
przez przyszłych writerów moich słów spowoduje jakościowy skok Action
Maga, czego skutkiem będzie uczucie mocnego niedosytu po jego zamknięciu,
a nie - jak to jest w chwili obecnej - ulgi. A właśnie tego życzę sobie
i szAMownej ekipie.. |