Autentyczny AWA

 

Wiecie, co mnie wkurza? Podróby. Normalnie tacy ludzie, którzy się podszywaja. Udają kogoś, kim nie są i najwyraźniej świetnie się czują w nowych rolach. W AMagu także jest dużo podróbek, jednak szczyt bezczelności osiągnął człowiek, który podszył się pode MNIE! Tak, to ja jestem PRAWDZIWYM Artystą Wielce Alternatywnym! Tekstu mojej żałosnej podróby nie czytałem, a jeśli nawet czytałem - to już zapomniałem. Dlatego teraz zaprezentuję wam, ludziska, prawdziwego fristajla polemicznego bez znajomości tekstu, że tak się wyrażę, pierwotnego.

 

Piszę, bo lubię. Żeby pisać nie muszę wypić jabola czy coś w tym stylu. Ja tam za alkoholem nawet nie przepadam, wolę soki owocowe. Uwierzcie, że jabłko bez „procentów” też jest całkiem smaczne.

 

AM nie czytam prawie wcale, lukam tylko, czy są moje teksty, a jak tak, to czy dostały wyróżnienia. Was, drodzy CZYTELNICY, mam po prostu gdzieś. I tak nie piszecie do mnie maili z pochwałami, nie wielbicie ani nic. Raz tylko jakaś laska napisała, że ją kręcą moje opowiadania i że chyba się we mnie zakocha. No to jej wysłałem moje zdjęcie i okazało się, że Janusz Wiśniewski miał jednak rację - „Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej”...

 

Dygresja - mogę o was powiedzieć, że jesteście czytelnikami Actiona. Jego fanami, może nawet idolami. Czytacie go tak namiętnie, jak spożywacie landrynki czy co tam najbardziej w tym świecie lubicie. Oczywiście nie mówię tu o tak niecenzuralnych rzeczach, jak ciągnięcie laski... ups, wymsknęło mi się. Sores. Czasami lubię czytać, zwykle swoje teksty w Magu. Do Maga mam sentyment, bo w nim poznałem swoją pierwszą miłość. Siebie. Właściwie to nie poznałem - bo znam się, było-nie było, dziewiętnaście lat, ale odkryłem na nowo. Koniec dygresji (dla niekapliwych - czyli 99% WAS).

 

Z socjotechnicznego punktu widzenia tekst ten może być dla was czymś zupełnie żenującym. Ot, kolejny writer chce się popisać swoim warsztatem, co to on nie potrafi. A tu guzik, bo ja piszę od serca, specjalnie dla WAS (chociaż jesteście bandą lizusów i KAMIKADZE).

 

Wiecie, o co mnie ostatnio spytał instruktor od prawa jazdy? Czy jeżdżę na traktorze! No bo skoro mój ojciec ma traktor, to powinienem sobie wziąć i czasem pojeździć... spytałem „Madafaka, men, ale po co”? Wiecie, co mi odpowiedział? Że ROLNIK powinien umieć jeździć traktorem. No to ja mu, madaface, takiego kopa sprzedałem, że aż mu się pas bezpieczeństwa odpiął. No i wlecieliśmy do rowu, ale to już co innego.

 

Czy rolnik może zostać dziennikarzem? Jasne, może sobie pisać do „Zielonego Sztandaru” czy innego „Obserwatora”, ale jacyś madafaka zajefani redaktorki co im się nie chce nic robić se wezmą jego wypociny, tu przerobią, tam utną i mają za friko artykuł a takiego rolnika nawet nie będzie stać na adwokata, żeby tych redaktorków zaskarżyć. No i co? No i FAK(t)!

 

A i jeszcze sores ogromny za takie słowka, jak „adwokat” czy „spożywacie” - czasami mi się jeszcze wymskną jakieś cywilizowane słówka, ale słucham nowych trendów w hip-hopie, to powinno mi niedługo przejść.

 

Na sam koniec zdałoby się jakieś podsumowanie zrobić, sam nie wiem, co to by mogło być. Np. taka anegdotka, że świnia sobie poszła nad staw, potem do monopolowego. A jechała ciężarówka, jechał nią jakiś skin po resocjalizacji czy czymś takim i jazda stówę na godzinę ciągnikiem siodłowym (TIRem dla niekumatych) zapierdala... no i dzwoni do szefa, że potrącił świnię. Się pyta głupio (jak to skin), co z nią zrobić. To szef mu odpowiada, żeby się nie przejmował. Na to skin, że ta świnia jeszcze kwiczy. No to mu szef mówi, żeby wziął strzelbę z szoferki i dobił - co się ma męczyć. Skin se poszedł, normalnie wyciągnął dwururkę, słychać huk i się pyta szefa, co zrobić z rowerem. Na to szef, że co, jak, z jakim rowerem? To skin mu odpowiada, że no z tym rowerem, którym ta pijana świnia do wsi jechała...

 

Artysta Wielce Alternatywny

Tuxedo (dla niekumatych ;p)

tuxedocomen@poczta.onet.pl