|
|
|
-To tu - słowa te wypowiedział mój ojciec ładnych parę lat temu. Staliśmy z rodzicami przed dużym kanciastym budynkiem. Były w nim duże czyste okna. Pomalowany był na żółto. Budowla wyglądała estetycznie. Niedaleko był duży plac z huśtawkami i karuzelą. Miałem 7 lat i nie wiedziałem gdzie idę. Nie wiedziałem że ten budynek będzie mi po części zastępował rodzinę, kolegów i wszystko co dotąd kochałem. Zza szyb wyglądały kwiatki wycięte z papieru. Nie wydawały mi się one przyjazne ponieważ miały krzywe uśmiechy. Jeden z nich chciał mi chyba coś powiedzieć - coś w stylu "Michał w tym miejscu kończy się twoje beztroskie rzycie. To tu rodzice przekazują cię w ręce innych nieznanych ci osób. Zaczynasz nowy etap swego żywotu". W tej chwili zastanawiam się czy rodzice mnie wtedy kochali. Zastanawiam się czemu mnie tam zaprowadzili i tam zostawili. Dlaczego zepsuli moją wieczną beztroskę i uczucie szczęścia. Dlaczego... Raczej po PO CO zaprowadzili mnie do tego budynku. Brr. Nie zapomnę tego dnia. Nie zapomnę uczucia którego doznałem przechodząc przez drzwi. Nie wiedziałem kogo tu spotkam ilu będę miał wrogów ilu przyjaciół... Nie wiedziałem czy coś zyskam czy coś stracę ale teraz już wiem. Co się stało później nie za bardzo pamiętam. Wiem że jakaś pani oprowadziła mnie po budynku pokazała klasy, dużą salę, toalety... To był początek serii nieszczęść, udręk i bólu. Nie powiem że w ciągu tych lat nie doznałem żadnych szczęśliwych chwil, lecz było ich na pewno mniej niż powinno... Poświęciłem tu większość swego szczęścia (resztka którą miałem wyjechała rok temu). Czy chwile te były stracone? Czy nie lepiej byłoby robić to co się chce - nie przebywać w jednym miejscu? Jednak dzięki przebywaniu tutaj zyskałem trochę doświadczenia. Nie wiem czy uda mi się dobrze prowadzić dorosłe rzycie. Szkoda że świat nie jest piękny... Czy opowiadałem o domu dziecka? Skądże - to o mojej podstawówce. I dzięki bogu że o niej. Szkoły to instytucje o których można opowiadać z pogardą lub szacunkiem. Szkoła ogranicza nasze marzenia i beztroskie fantazje. Narzuca tok myślenia. Zmienia w dużym stopniu nasze upodobania i cele. Michel Tournier napisał kiedyś że szkoła to miejsce w którym tracimy swą osobowość. Będąc małym brzdącem mieliśmy inne plany niż po skończeniu szkoły. A to dlaczego? Ponieważ oddziałuje na nas społeczność szkolna - musisz się uczyć żeby mieć dobrą pracę żeby potem zarabiać pieniążki żeby utrzymać rodzinę... Hej! A kto powiedział że ja chcę zakładać rodzinę i zarabiać pieniążki?! Kto powiedział że mam być jakimś piekarzem, dyrektorem albo nauczycielem? Niewiele jest osób które zachowują swoje marzenia - większość ludzi traci je właśnie w szkole dowiadując się o jakichś marżach, ułamkach, wodorotlenkach itd.. Marzyciele zazwyczaj uczą się gorzej od normalnych ludzi. Często w ich umysłach tworzą się nowe złożone światy - materiał na świetne książki, filmy, muzykę i wszystkie inne objawy posiadania marzeń. Marzyciele nie są zazwyczaj akceptowani w grupie jednak są cenieni za jakąś szczególną zdolność. Są bardzo otwarci lecz nie mogą znaleźć wspólnego tematu do rozmów z większością ludzi. Często sprzeciwiają się osobom dominującym w grupie za co czasem obrywają. Zastanawiają się dlaczego nie można zmienić niektórych rzeczy i starają się to zrobić na własną rękę. Nie trzeba być szczególnie uzdolnionym trzeba mieć tylko trochę pomysłów i chęci. Znam kilku ludzi którzy trzymali swe marzenia w ukryciu aby potem wypuścić je niczym motyle. Jednym z nich jest pan Marian. Wszyscy sądzą że jest biedakiem i nieudacznikiem - przechadza się po ulicy z głową uniesioną w górę. Zapytałem się go niedawno nad czym myśli. Odpowiedział że myśli o swoim dziecku. Zapytałem jak ma na imię a on odpowiedział że nie nadał mu jeszcze tytułu. Poznałem przeszłość pana Mariana i jego dziecko - 100-kartkowy zapisany zeszyt. Zeszyt okazał się świetnym dziełem. Marian ma zamiar je wydać i obiecał że będę w "podziękowaniach". Co do historii pana Mariana miał on kiepską sytuację w domu a w szkole nie lubiano go. Ciągle myślał o swoim wymarzonym świecie w którym dobrzy ludzie będą mieli dla niego szacunek a źli strach w oczach. Świat ten z każdym rokiem rósł w siłę a gdy był tak potężny że nie mieścił się panu Marianowi w czaszce przelał go na papier. Ja też jestem marzycielem i próbuję sił w dziedzinach które mogą zafascynować. Mam przeczucie że kiedyś zmienię coś w życiu każdego człowieka. Już niedługo... |